Przejdź do treści

Od Operacji Alfil do Zatoki 2026: jak zmieniły się zagrożenia morskie w Ormuz od czasu udziału Argentyny w wojnie w Zatoce.

Statek wojskowy na morzu z dronami i żołnierzami na pokładzie innego okrętu.

Cieśnina Ormuz a widmo nowych eskort morskich

Powracający pomysł, by Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami ponownie zorganizowały koalicję morską do eskortowania statków w Cieśninie Ormuz, przywołuje scenariusz, który - choć historycznie odległy - nie jest całkiem obcy Marynarce Wojennej Argentyny. Na początku lat 90., w ramach Operacji Alfil, argentyńskie okręty działały w rejonie Zatoki, realizując postanowienia Rady Bezpieczeństwa ONZ wymierzone w Irak. Minęły niemal cztery dekady, a sedno wyzwania pozostaje podobne: utrzymać swobodę żeglugi na kluczowym szlaku morskim. Różnica polega na tym, że dziś środowisko zagrożeń jest wyraźnie szersze, bardziej złożone i znacznie „gęstsze” operacyjnie.

Operacja Alfil i Marynarka Wojenna Argentyny: co dokładnie zrobiono w Zatoce

Operacja Alfil oznaczała realne wysłanie argentyńskich sił morskich do wsparcia koalicji międzynarodowej podczas Wojny w Zatoce. W początkowej fazie działała Grupa Zadaniowa Grupo de Tareas 88.0, w skład której wchodziły: niszczyciel ARA Almirante Brown, korweta ARA Spiro oraz dwa pokładowe śmigłowce Alouette III. Zespół wykonywał kontrolę ruchu morskiego, przechwytywanie jednostek oraz egzekwowanie embarga nałożonego na Irak.

W dalszym etapie zakres zadań poszerzono: doszły patrole rejonu, podtrzymywanie morskich linii komunikacyjnych oraz osłona „pociągu logistycznego” prowadzonego z Omanu w kierunku wybrzeża Kuwejtu. To nie była misja „na papierze” - ryzyko miało wymiar praktyczny i stale towarzyszyło codziennym działaniom.

Skala wysiłku: liczby, które pokazują intensywność działań

Podsumowanie operacji dobrze oddaje poziom obciążenia: przeprowadzono 570 przechwyceń oraz 17 misji eskortowych, obejmujących 29 okrętów koalicji, a ponadto wykonano 67 lotów przez pokładową sekcję śmigłowców. Dla Argentyny było to wymuszone „przyspieszenie adaptacyjne”: działania na dalekim teatrze, interoperacyjność z wieloma flotami oraz reagowanie na zestaw zagrożeń, które wówczas definiowały walkę morską w Zatoce - pociski przeciwokrętowe, miny morskie, ataki asymetryczne przy wejściach i wyjściach z portów oraz konieczność utrzymania ciągłego strumienia zaopatrzenia w warunkach napięcia operacyjnego.

Miny, Exocet i szybkie dostosowania: czego uczono się już wtedy

Już w tamtym czasie centralną rolę odgrywała wojna minowa. Przed wejściem do rejonu działań argentyńskie jednostki musiały wykonać we Włoszech procedury degaussing, aby zmniejszyć sygnaturę magnetyczną i ograniczyć podatność na miny morskie. Równolegle wdrożono zmiany w wyposażeniu i procedurach: wprowadzono modyfikacje w oprogramowaniu SEWACO, tak by skrócić czas reakcji na zagrożenia rakietowe. W tle pozostawało też argentyńskie doświadczenie z pociskiem AM-39 Exocet, mocno ugruntowane wcześniejszymi wydarzeniami na południowym Atlantyku.

Do tego dołożono dodatkowe armaty 20 mm, przewidziane do obrony w sytuacjach szczególnej ekspozycji: przeciw płetwonurkom, małym łodziom oraz scenariuszom o charakterze terrorystycznym. Innymi słowy, nawet w latach 90. warstwa „bliskiej ochrony” okrętów nie była dodatkiem, lecz odpowiedzią na konkretne ryzyka.

Ormuz dziś: te same kategorie zagrożeń, ale w znacznie gęstszej architekturze

Jeśli spojrzeć na obecny układ sił i napięć w Ormuz, część dawnych zagrożeń pozostaje aktualna, lecz funkcjonuje w dużo bardziej rozproszonej i wielowarstwowej strukturze. Mina morska nadal jest prawdopodobnie najbardziej opłacalnym narzędziem zakłócania żeglugi handlowej w relacji koszt–efekt. Co istotne, nie trzeba wielu wybuchów, by sparaliżować ruch: sama możliwość zaminowania uruchamia inspekcje, wydłuża przestoje, podnosi koszty ubezpieczeń, a nawet wymusza zmianę tras.

Nowość polega na tym, że miny mogą być dziś stawiane nie tylko klasycznie, lecz także przez szybkie łodzie, małe jednostki, miniaturowe okręty podwodne, a nawet środki bezzałogowe, co radykalnie podnosi trudność wykrycia i neutralizacji.

Bezzałogowce (UAV) i USV: presja ciągła zamiast incydentów

Do „klasycznej” warstwy dochodzi teraz zagrożenie powietrzne i nawodne, które w 1991 r. nie miało dzisiejszej postaci: drony rozpoznawcze i uderzeniowe, amunicja krążąca oraz bezzałogowe pojazdy nawodne USV. Tego typu systemy umożliwiają utrzymywanie stałej obserwacji konwojów, bieżące korygowanie ataków oraz długotrwałe wywieranie presji na ruch morski i jednostki eskorty.

W wąskim przejściu o dużym natężeniu ruchu USV z ładunkiem wybuchowym albo dron-kamikadze nie musi zatopić dużego statku, aby osiągnąć efekt strategiczny. Wystarczy wymusić przerwę w tranzycie, podbić postrzegane ryzyko i osłabić zaufanie rynku oraz sektora ubezpieczeniowego do stabilności szlaku.

Nadbrzeżna warstwa rakietowa: Noor, Qader, Abu Mahdi, Khalij Fars

Równolegle Iran oraz inni aktorzy regionalni rozbudowali nadbrzeżny komponent rakietowy do poziomu znacznie dojrzalszego niż na początku lat 90. Współczesne środowisko „odmowy dostępu” może łączyć poddźwiękowe pociski przeciwokrętowe lecące nisko nad wodą, takie jak Noor i Qader, z systemami o większym zasięgu, jak Abu Mahdi, a nawet z przeciwokrętowymi pociskami balistycznymi typu Khalij Fars. Dla eskort oznacza to konieczność jednoczesnego radzenia sobie z odmiennymi profilami zagrożeń.

To zmienia logikę działań taktycznych: nie chodzi już o uniknięcie pojedynczego trafienia, lecz o utrzymanie ciągłej obrony w warunkach salw, ataków z kilku kierunków naraz oraz „mieszanych” sygnatur celów.

Miniaturowe okręty podwodne i zasadzki na wodach płytkich

Kolejną krytyczną różnicą względem 1991 r. jest rola miniaturowych okrętów podwodnych oraz taktyk zasadzki w akwenach płytkich. Niewielkie platformy o małej wyporności i ograniczonej sygnaturze akustycznej mogą operować tam, gdzie warunki hydrologiczne już same w sobie utrudniają pracę sonarów. W realiach Cieśniny Ormuz wymusza to myślenie o eskortach nie tylko przez pryzmat obrony przeciwlotniczej i przeciw nawodnej, ale także jako o stałej, uporczywej warstwie ZOP - z udziałem śmigłowców, sensorów, patroli i dozoru bezpośrednio przy korytarzach tranzytowych.

Eskorta 2026: zadanie wielowarstwowe, a nie tylko „więcej okrętów”

W czasach Operacji Alfil wyzwanie dla strony argentyńskiej sprowadzało się głównie do kontroli żeglugi, egzekwowania embarga, osłony logistyki, współdziałania z innymi flotami oraz dostrojenia systemów do środowiska, w którym dominowały miny i pociski przeciwokrętowe. W realiach Zatoki roku 2026 siły osłonowe musiałyby równolegle mierzyć się z rojami szybkich łodzi, stałym rozpoznaniem z użyciem UAV, uderzeniami USV, nasyceniem środkami rakietowymi, zagrożeniem podwodnym o niskiej sygnaturze oraz znacznie bardziej zatłoczonym środowiskiem elektromagnetycznym.

Dlatego dawne doświadczenie Argentyny w Zatoce zachowuje wartość jako punkt odniesienia zawodowego - nie dlatego, że sytuacja jest identyczna, lecz ponieważ pozwala zobaczyć, jak bardzo zmieniła się wojna morska w akwenach ograniczonych. Tamten epizod uczył działania w miejscu, gdzie zagrożenie wynikało z połączenia krytycznego tranzytu, wojny minowej, eskort i konieczności szybkiej reakcji, a nie z manewrów na otwartym oceanie. Z tej perspektywy Ormuz nie jest „powtórką”, tylko ilustracją przejścia od modelu opartego na okrętach, pociskach i minach do układu wielowarstwowego, długotrwałego i znacznie trudniejszego do „wysycenia” lub szybko neutralizowanego.

Dwa czynniki, których wcześniej prawie nie było: ubezpieczenia i wojna w eterze

Współcześnie o powodzeniu eskorty decyduje nie tylko taktyka na morzu, lecz także odporność całego łańcucha handlowego. W Ormuz nawet krótkotrwałe incydenty przekładają się na stawki ubezpieczeniowe, koszty czarteru, decyzje armatorów i presję polityczną, co sprawia, że „efekt” zagrożenia bywa większy niż fizyczne straty. Z tego powodu koalicja musi myśleć o ochronie reputacji bezpieczeństwa korytarza żeglugowego równie poważnie jak o samej osłonie kinetycznej.

Drugim elementem jest walka w domenie elektromagnetycznej: zakłócanie łączności, nawigacji satelitarnej, transmisji danych i sensorów. W środowisku, w którym drony, amunicja krążąca i systemy nadbrzeżne potrzebują rozpoznania oraz wskazywania celów, odporność na zakłócenia i spójne procedury pracy w „hałasie” elektromagnetycznym stają się warunkiem utrzymania tempa eskort.

Wnioski: koalicja w Ormuz to integracja sensorów, uzbrojenia i doktryn

W praktyce oznacza to, że potencjalna koalicja międzynarodowa na Ormuz nie będzie oceniana wyłącznie liczbą zebranych okrętów. Kluczowe stanie się to, jakie sensory, środki rażenia, procedury i doktryny potrafi połączyć w jeden system zdolny utrzymać żeglugę w warunkach ciągłej presji. Jeśli w 1991 r. problemem było operowanie w Zatoce wśród min i w cieniu Exocet, to w 2026 r. dochodzą UAV, amunicja krążąca, miniaturowe okręty podwodne, szybkie łodzie oraz wektory bezzałogowe, które sprawiają, że każda morska mila staje się bardziej niepewna i taktycznie niestabilna.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz