To, co zaczęło się jako improwizacja ukraińskich załóg na polu walki, trafia dziś do chińskich rysunków fabrycznych - zapowiadając nowy wyścig o to, jak osłonić czołgi przed tanimi, śmiercionośnymi dronami.
Od frontowego „patentu” do chińskiego zgłoszenia patentowego
Historia zaczyna się od ukraińskich żołnierzy, którzy stanęli wobec problemu, do którego ich czołgi nigdy nie były projektowane: eksplodujących dronów spadających z nieba.
Drony FPV (first-person-view) - małe quadkoptery z improwizowanymi ładunkami - zaczęły polować na pojazdy opancerzone od góry. Tradycyjny pancerz, projektowany z myślą o trafieniach pociskami i rakietami w płaszczyźnie poziomej, dawał niewielką ochronę przed atakiem, który wpadał pionowo w luki, pokrywy silnika czy pierścień wieży.
Mając mało czasu i jeszcze mniejszy budżet, ukraińscy mechanicy przyspawali prowizoryczne metalowe klatki nad dachami czołgów i bojowych wozów piechoty. W mediach społecznościowych ochrzczono je mianem „cope cages”, ale na linii frontu robiły realną różnicę.
Słabe punkty w konstrukcji czołgu nie są już tylko z przodu czy po bokach - prawdziwe zagrożenie przychodzi teraz bezpośrednio z góry.
Te improwizowane „dachy” były prymitywne: złom stalowy, pręty zbrojeniowe, siatka z grilla. Wymuszały jednak wcześniejszą detonację dronów FPV albo powodowały ich zaplątanie, zanim dotarły do najsłabszych miejsc czołgu. Koncepcja była prosta, modułowa i szybka do zamontowania na istniejących pojazdach - bez odsyłania ich do fabryki.
Siły rosyjskie skopiowały pomysł, spawając własne ramy w stylu „kurnika” na T‑72 i innych wozach. W ciągu kilku miesięcy zdjęcia satelitarne i nagrania z walk pokazały region pełen czołgów noszących domowej roboty metalowe „kapelusze”.
Potem chińska firma wzięła ten sam podstawowy pomysł i przerobiła go na coś, co wygląda, jakby powstało z myślą o katalogu eksportowym.
Dragon Shield wkracza: ten sam pomysł, ale z napędem i patentem
Firma Dragon Shield Intelligent Equipment z siedzibą w Wuhu (prowincja Anhui) złożyła zgłoszenie patentowe na wysuwaną osłonę antydronową dla czołgów i innych pojazdów opancerzonych.
Koncepcja jest rozpoznawalna dla każdego, kto oglądał nagrania z Ukrainy: kratownica lub konstrukcja siatkowa umieszczona nad pojazdem, tworząca ochronny „dach” przeciwko dronom atakującym z góry.
Tym razem jednak klatka nie jest spawana ręcznie w błotnistym warsztacie. Jest zmechanizowana, składana i zaprojektowana z myślą o produkcji przemysłowej.
Opisywany w patencie system to lekka, odporna na falę uderzeniową siatka ochronna, rozkładana po naciśnięciu przycisku i składana, gdy nie jest potrzebna.
Jak ma działać chiński system
Patent opisuje kilka kluczowych cech:
- Składaną ramę mocowaną do kadłuba czołgu, a nie do wieży
- Siatkę lub kratę zaprojektowaną tak, by zakłócać działanie albo powodować przedwczesną detonację małych dronów i amunicji
- Zmechanizowane rozkładanie i składanie sterowane z wnętrza pojazdu
- Minimalną ingerencję w obrót wieży i podnoszenie działa
- Możliwość dostosowania do różnych typów czołgów i pojazdów opancerzonych
Poprzez mocowanie systemu do kadłuba, a nie do wieży, chińscy inżynierowie chcą zapewnić swobodę ruchu i prowadzenia ognia przez działo. To coś, z czym często mają problem ukraińskie i rosyjskie modyfikacje polowe - ich stałe klatki nierzadko ograniczają obrót wieży albo utrudniają przeładowanie.
Chińska konstrukcja kładzie też nacisk na szybkość. Załoga może jechać z systemem złożonym, a następnie podnieść go w kilka sekund przy wjeździe w obszar ryzyka - na przykład do miasta, skraju lasu lub w dowolne miejsce, gdzie aktywne są zespoły FPV.
| Cecha | Ukraińskie klatki polowe | Chiński system opatentowany |
|---|---|---|
| Rozkładanie | Stałe, zawsze założone | Zmechanizowane, na żądanie |
| Projekt | Improwizowany, na poziomie jednostki | Standaryzowany, przemysłowy |
| Wpływ na wieżę | Często ogranicza ruch | Zaprojektowany tak, by nie przeszkadzać |
| Logistyka | Lokalne spawanie, zmienna jakość | Zestawy fabryczne, planowane dostawy |
Ta zmiana z warsztatowej prowizorki w produkt „z katalogu” mówi wiele o tym, dokąd zmierza współczesna wojna lądowa.
Nowe, pionowe pole walki
Od 2022 roku drony zmieniły przestrzeń tuż nad ziemią w osobną, śmiertelną strefę. Tam, gdzie armie wcześniej obsesyjnie koncentrowały się na panowaniu w powietrzu dzięki odrzutowcom i rakietom, dziś martwią się warstwą 0–200 metrów, pełną tanich quadkopterów.
Dron FPV z niewielkim ładunkiem wybuchowym może kosztować zaledwie kilkaset funtów. Tradycyjne środki przeciwpancerne i bomby kierowane potrafią kosztować setki tysięcy. Ta różnica kosztów sprawia, że ataki nasyceniowe stają się opłacalne: obrońca nie może odpalać drogich pocisków do każdego brzęczącego punktu na niebie.
To wywołało gorączkowe poszukiwania rozwiązań „wystarczająco dobrych”: zagłuszarek elektronicznych, obrony przeciwlotniczej w stylu „strzelby”, tanich pocisków, karabinów antydronowych oraz - oczywiście - barier fizycznych w postaci krat, siatek i klatek przeciwwybuchowych na pojazdach.
Współczesny czołg musi myśleć w trzech wymiarach - bronić nie tylko grubego pancerza przedniego, ale też cienkiego dachu przed nisko lecącymi zagrożeniami.
Chińskie zgłoszenie patentowe wpisuje się w tę logikę. Zamiast udawać, że drony to chwilowa moda, Pekin zakłada, że staną się trwałą warstwą pola walki, a ochronne „dachy” będą standardowym wyposażeniem - tak jak w latach 80. stały się nim kostki pancerza reaktywnego.
Inne armie też ścigają się z adaptacją
Ukraina mogła rozpocząć trend, ale nie jest już w tym sama.
Rosyjskie kolumny pancerne szybko zaczęły nosić własne prowizoryczne klatki. Niektóre konstrukcje wystają daleko poza obrys kadłuba, zamieniając czołgi w jeżdżące szopy. Nagrania z frontu sugerują, że chronią przed częścią trafień, ale mogą też zatrzymywać dym, utrudniać ewakuację albo się zapalać.
Korea Południowa i Iran były widziane podczas testów składanych osłon dachowych dla czołgów i transporterów opancerzonych - zwykle opartych na stalowych prętach i ramach na zawiasach. Są one jednak bliższe prototypom warsztatowym niż pełnym systemom przemysłowym.
W krajach zachodnich zmiana jest subtelniejsza, ale równie realna. We Francji organizacje obronne, takie jak grupa przemysłowa GICAT oraz państwowa agencja zakupów DGA, finansują badania nad lżejszymi, aktywnymi osłonami dla pojazdów. Nie wdrożono jeszcze sztandarowego systemu „klatki antydronowej”, ale makiety i zestawy testowe już krążą po targach branżowych.
W USA prace nad przyszłymi wozami, takimi jak koncepcja XM30, wskazują podobny kierunek. Amerykańskie programy mocno stawiają na walkę elektroniczną i czujniki wczesnego ostrzegania, ale kilka demonstratorów pokazało też zasilane, siatkowe „kopuły” nad wieżą - echo kluczowego pomysłu z chińskiego patentu.
W stronę uprzemysłowionych zestawów ochronnych
Chińska decyzja o opatentowaniu koncepcji sygnalizuje coś głębszego niż pojedynczy gadżet: oznacza uprzemysłowienie improwizacji z pierwszej linii.
W poprzednich konfliktach mogły minąć dekady, zanim frontowy „patent” trafiał do standardowego wyposażenia. Dziś nagrania z walk dronami, wywiad open-source i szybko działające firmy zbrojeniowe skracają tę oś czasu. Pomysł zobaczony wiosną na Telegramie może pojawić się jesienią w bazie patentowej.
Jeśli Chiny przejdą od patentu do produkcji, kilka ich głównych czołgów może zacząć nosić takie systemy jako standard - w tym ciężkie czołgi podstawowe Type 99A oraz lżejsze Type 15, budowane z myślą o rejonach górskich, takich jak Tybet czy pogranicze chińsko-indyjskie.
Pytanie nie brzmi już, czy czołgi potrzebują ochrony od góry, lecz która armia najszybciej zamieni tę potrzebę w niezawodną linię produktów.
Co to oznacza dla przyszłego projektowania czołgów
Przez dekady projektanci zakładali, że większość zagrożeń nadejdzie z przedniego sektora: inne czołgi, pociski przeciwpancerne, odłamki artyleryjskie. Ta logika pchała rozwój grubych płyt czołowych, pancerza pochylonego i fartuchów bocznych.
Drony łamią ten model. Mogą niemal bezgłośnie zawisnąć, wypatrzyć słabe punkty i skierować w nie ładunek wybuchowy z góry. Nagle cienkie płyty dachowe i odsłonięte luki stają się poważnymi wrażliwościami.
Przyszłe czołgi prawdopodobnie zmienią się na kilka sposobów:
- Grubszy lub warstwowy pancerz dachu, nawet kosztem masy
- Zintegrowane zagłuszarki dronów i wyrzutnie krótkiego zasięgu obrony powietrznej na wieży
- Modułowe punkty montażowe pod kratownice, siatki lub płytki reaktywne nad wieżą
- Oprogramowanie łączące wykrywanie dronów z automatycznym rozkładaniem klatek lub stawianiem zasłony dymnej
Chiński patent znajduje się po „niższej” stronie tego spektrum technologicznego, ale dobrze się w nie wpisuje. Wysuwany dach jest mniej efektowny niż laser czy system obrony powietrznej sterowany przez SI, ale bezpośrednio odpowiada na to, jak większość dronów FPV faktycznie niszczy czołgi: zrzucając lub wbijając ładunki w miękkie punkty.
Najczęstsze pojęcia i ryzyka ukryte za nagłówkami
W tej debacie wciąż wracają dwa terminy: „drony FPV” i „ochrona aktywna”.
Drony FPV są pilotowane przez gogle wideo, dając operatorom perspektywę jak w wyścigach. Są szybkie, zwinne i potrafią lawirować między drzewami lub budynkami, zanim zanurkują na pojazd. Ich niski koszt sprawia, że są „jednorazowe”.
Ochrona aktywna to systemy, które próbują przechwytywać zagrożenia w locie - na przykład małe pociski lub ładunki sterowane radiolokacyjnie, detonujące w pobliżu nadlatujących środków rażenia. Wiele czołgów NATO i Rosji już je posiada, ale nie były projektowane z myślą o maleńkich dronach konsumenckich.
Tu właśnie wchodzą w grę klatki i siatki dachowe. Nie zastępują ochrony aktywnej; uzupełniają ją. Czołg może użyć zagłuszarek, by zakłócić sygnał drona, dymu, by zasłonić linię widzenia, a na końcu bariery fizycznej, by uniemożliwić bezpośrednie trafienie nawet wtedy, gdy dron podejdzie blisko.
Istnieją oczywiste ryzyka i kompromisy. Dodatkowe konstrukcje mogą zahaczać o drzewa, linie energetyczne lub gruz w terenie zurbanizowanym. Dodają masy wysoko na pojeździe, co może wpływać na stabilność. Mogą komplikować ewakuację, jeśli czołg się zapali lub przewróci. W niektórych przypadkach mogą nawet dawać pilotom dronów dodatkowy metalowy „cel”, wskazując dokładnie, gdzie pod spodem znajdują się wrażliwe elementy.
Jednak fakt, że Chiny są gotowe opatentować - i potencjalnie masowo produkować - taki system, sugeruje, że dla wielu armii bilans się przesuwa: lepiej mieć nieco nieporęczny czołg, który przetrwa uderzenie drona, niż smukły, który go nie przetrwa.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz