Przejdź do treści

Babcock i Frankenburg opracowują wyrzutnię do najmniejszego pocisku przeciw dronom.

Mężczyzna w kasku na pokładzie statku, obsługujący drona. Obok otwarta skrzynia z elektroniką i tablet.

Britishki gigant inżynieryjny Babcock oraz estoński startup Frankenburg Technologies łączą siły, by wdrożyć rozwiązanie, które może stać się jedną z najtańszych morskich obron przed dronami-kamikadze.

Nowa, niskokosztowa tarcza dla zatłoczonych mórz

Babcock podpisał z Frankenburg memorandum o porozumieniu w sprawie wspólnego opracowania skonteneryzowanego systemu wyrzutni dla ultrakompaktowych pocisków kierowanych estońskiej firmy - wymierzonych przede wszystkim w drony jednokierunkowe zagrażające okrętom i obiektom nadbrzeżnym.

Współpraca koncentruje się na „nowym i przystępnym cenowo” morskim systemie przeciwdronej obrony przeciwlotniczej, którego zaplecze inżynieryjne ma znajdować się w Wielkiej Brytanii. Firmy przedstawiają to jako sposób na zapewnienie Wielkiej Brytanii i państw partnerskich nowej „suwerennej zdolności” w obszarze, który stał się jednocześnie pilny i bardzo konkurencyjny.

Główna idea: zamienić przechwytywacze kosztujące miliony funtów na roje tanich, szybko produkowanych pocisków umieszczonych w standardowych kontenerach na okrętach lub w portach.

System jest kierowany do marynarek wojennych i sił obrony wybrzeża, które muszą zwalczać duże liczby tanich dronów, nie rujnując przy tym budżetów obronnych.

Dlaczego drony wymuszają zmianę podejścia do obrony przeciwlotniczej

Wojna w Ukrainie pokazała, jak małe i niedrogie drony mogą przeciążyć tradycyjne systemy obrony przeciwlotniczej. Drony jednokierunkowe - w praktyce latające bomby - są dziś używane do polowania na okręty, składy paliw, stanowiska radarowe i węzły logistyczne.

Zaawansowane morskie pociski mogą takie drony zestrzeliwać, ale używanie uzbrojenia kosztującego setki tysięcy funtów przeciw celom wartym ułamek tej kwoty szybko staje się nie do utrzymania.

Prezes Frankenburg, były estoński urzędnik obrony Kusti Salm, twierdzi, że podstawowe reguły się zmieniły. Według niego każda warstwa nowoczesnej obrony musi być od początku projektowana pod „masę i szybkość” - zdolność do wystawienia wielu przechwytywaczy bardzo szybko i w akceptowalnej cenie.

Rodząca się doktryna jest prosta: jeśli drony są tanie i liczne, obrona musi być tańsza i jeszcze liczniejsza.

Partnerstwo Babcock–Frankenburg to jedna z odpowiedzi na ten problem, dopasowana szczególnie do domeny morskiej, gdzie okręty mają ograniczoną przestrzeń i muszą jednocześnie mierzyć się z wieloma zagrożeniami.

„Najmniejszy” pocisk kierowany w sercu porozumienia

W centrum projektu znajduje się flagowy produkt Frankenburg - pocisk Mark 1. Salm opisywał go jako najmniejszy na świecie pocisk kierowany, zaprojektowany od pierwszego dnia z myślą o masowej produkcji.

  • Długość: około 60 centymetrów
  • Napęd: silnik rakietowy na paliwo stałe
  • Komponenty: w dużej mierze oparte na częściach dostępnych komercyjnie
  • Rola: obrona przeciwlotnicza krótkiego zasięgu i przechwytywanie dronów

Według firmy Mark 1 przeszedł drogę od koncepcji do strzelań na żywo w zaledwie 13 miesięcy - tempo niewyobrażalne w tradycyjnych programach rakietowych. Frankenburg twierdzi, że jego systemy mogą być budowane dziesięć razy taniej i sto razy szybciej niż obecne normy branżowe, choć liczby te nie zostały publicznie poddane audytowi.

W grudniu firma poinformowała o pierwszym pełnym przechwyceniu w ramach „łańcucha rażenia”, niszcząc szybko poruszający się cel powietrzny w bazie NATO Ādaži na Łotwie. Opisała test jako swoisty „moment SpaceX” dla branży rakietowej, sygnalizujący przejście do szybkiej iteracji i cykli produktowych w stylu komercyjnym w sprzęcie obronnym.

Skonteneryzowane wyrzutnie: zamiana okrętów w „ciężarówki z pociskami”

Rola Babcock polega na przekształceniu małego pocisku w praktyczną zdolność morską. Oznacza to zaprojektowanie systemu startowego, który mieści się w standardowym kontenerze, może zostać podniesiony dźwigiem na pokład lub nabrzeże, podłączony do zasilania i sensorów okrętu oraz szybko uruchomiony.

Wyrzutnie kontenerowe obiecują warstwę obrony przeciwlotniczej typu plug-and-play, którą można dodać do istniejących okrętów bez głębokich zmian konstrukcyjnych.

Urzędnicy obrony lubią tę koncepcję, ponieważ:

  • Umożliwia szybkie przerzucanie do różnych teatrów działań
  • Pozwala statkom cywilnym lub jednostkom pomocniczym uzyskać podstawową samoobronę
  • Zwiększa „głębokość magazynową” uzbrojenia okrętów już przenoszących większe pociski
  • Może być ustawiana na lądzie w celu ochrony portów, terminali energetycznych i stanowisk radarowych

Babcock, który już wspiera platformy morskie w Wielkiej Brytanii i za granicą, ma dostosować wyrzutnię najpierw do europejskich marynarek, a następnie szukać rynków eksportowych. Firmy twierdzą, że system powinien zapewniać „skalowalne i kinetyczne” rozwiązanie na wielu platformach, zamiast być przypisanym do jednej klasy okrętów.

Europejski popyt i wyścig o przystępne przechwytywacze

Współpraca pojawia się w momencie, gdy europejskie siły zbrojne - od Bałtyku po Morze Czarne - gorączkowo szukają opłacalnych narzędzi antydronowych. Codzienne doświadczenia Ukrainy z amunicją krążącą i quadcopterami stały się pokazem „w warunkach bojowych” tego, z czym mogłyby się mierzyć siły NATO w każdym dużym starciu.

Estonia już przyjęła koncepcję Frankenburg. W październiku Tallinn wybrał firmę jako jedną z czterech spółek, które mają uruchomić produkcję w nowym Parku Przemysłu Obronnego. Początkowym celem jest zdolność wytwarzania około 100 pocisków krótkiego zasięgu dziennie - liczba podkreślająca nacisk na wolumen, a nie na butikową, „pozłacaną” broń.

Estońska spółka nie ogranicza się do zastosowań morskich. W listopadzie podpisała osobne memorandum z polską grupą zbrojeniową PGZ, mające na celu integrację pocisków z polskimi platformami oraz stworzenie lokalnych zdolności produkcyjnych do 10 000 sztuk rocznie.

Wzdłuż wschodniej flanki NATO zaczyna się kształtować regionalna sieć produkcji małych pocisków, zakotwiczona w Estonii i Polsce.

Potencjalni klienci eksportowi i zastosowania

Choć nie wskazano publicznie żadnych nabywców wyrzutni Babcock–Frankenburg, analitycy obronni widzą kilka prawdopodobnych scenariuszy:

  • Mniejsze marynarki NATO chcące wzmocnić obronę powietrzną okrętów patrolowych
  • Straże przybrzeżne i formacje graniczne mierzące się z wtargnięciami dronów w rejonie krytycznych portów
  • Statki logistyczne i jednostki pomocnicze działające na spornych akwenach
  • Firmy energetyczne i rządy szukające obrony stałych obiektów dla platform offshore

Ponieważ wyrzutnia jest skonteneryzowana, marynarki mogą przenosić ją między kadłubami w zależności od poziomu zagrożenia - podobnie jak rotuje się śmigłowce czy zespoły abordażowe.

Jak „tanie” pociski zmieniają planowanie morskie

Koszt pocisków rzadko trafia na czołówki, ale kształtuje sposób myślenia dowódców. Gdy każdy strzał kosztuje fortunę, rośnie presja, by wstrzymać ogień do momentu jednoznacznego potwierdzenia zagrożenia. Niskokosztowe przechwytywacze pozwalają na bardziej liberalne zasady użycia siły, zwłaszcza przeciw rojem dronów lub niejednoznacznym kontaktom.

W praktyce okręt mógłby pozwolić sobie na wystrzelenie kilku pocisków klasy Mark 1 do podejrzanego wrogiego drona, zamiast ryzykować pojedynczy, droższy przechwytywacz. Zwiększa to szanse zniszczenia celu i pozwala zachować pociski wysokiej klasy na pociski manewrujące lub samoloty załogowe.

Cecha Tradycyjny morski pocisk przeciwlotniczy (SAM) Pocisk w stylu Mark 1
Typowy koszt na sztukę Bardzo wysoki Niski
Tempo produkcji Wolne, „szyte na miarę” Szybkie, masowe
Najlepszy typ celu Samoloty, duże pociski Drony, małe zagrożenia powietrzne
Integracja wyrzutni Zależna od platformy Skonteneryzowana, modułowa

To jednak nie jest cudowne rozwiązanie. Zasięg i wielkość głowicy takich mniejszych pocisków są ograniczone. Stanowią one jedną z wielu warstw, poniżej większych pocisków ziemia–powietrze, systemów walki radioelektronicznej i środków soft-kill (wabików).

Kluczowe pojęcia stojące za nowym systemem

Dla czytelników mniej obeznanych z żargonem obronnym kilka idei stanowi fundament projektu:

  • Dron jednokierunkowy (one-way attack drone): dron przeznaczony do uderzenia w cel i detonacji - jak wolny, naprowadzany pocisk.
  • Przechwycenie hard-kill: fizyczne zniszczenie zagrożenia siłą kinetyczną lub głowicą wybuchową, a nie zakłócanie.
  • Łańcuch rażenia (kill chain): pełna sekwencja od wykrycia zagrożenia, przez śledzenie, decyzję o zwalczaniu, odpalenie uzbrojenia i potwierdzenie zniszczenia.
  • Wyrzutnia skonteneryzowana: system uzbrojenia spakowany w format standardowego kontenera transportowego dla łatwego przerzutu i wdrożenia.

Pojęcia te stają się centralne w myśleniu wojsk o ochronie zatłoczonych portów, morskich farm wiatrowych i kluczowych szlaków żeglugowych, które w kryzysie mogą być „sondowane” przez tanie drony.

Co to może oznaczać w realnym incydencie

Wyobraźmy sobie średniej wielkości europejską fregatę eskortującą konwój paliwowy przez napiętą cieśninę. Wywiad sugeruje, że siły wrogie mogą użyć małych dronów odpalanych z kutrów rybackich lub ciężarówek przybrzeżnych.

Fregata ma już na pokładzie zaawansowane pociski, ale w dużej mierze polega teraz na kontenerze na rufie, załadowanym dziesiątkami niskokosztowych przechwytywaczy. Gdy klaster dronów zbliża się na małej wysokości, radar okrętu naprowadza skonteneryzowaną wyrzutnię, która odpala jednocześnie wiele pocisków Mark 1, tworząc tarczę krótkiego zasięgu. Droższe pociski dalekiego zasięgu pozostają nienaruszone - gotowe na poważniejszy atak.

Innego dnia ten sam kontener może stać na nabrzeżu w dużym porcie, chroniąc zbiorniki paliwowe i maszty radarowe przed pojedynczymi atakami dronów lub próbami sabotażu.

Ryzyka, korzyści i co dalej

Popychanie technologii rakietowych w stronę komercyjnego, szybkiego modelu rozwoju ma oczywiste zalety: krótsze harmonogramy, niższe koszty i szybszą adaptację do zmieniających się zagrożeń. Rodzi też pytania o kontrolę jakości, cyberbezpieczeństwo systemów naprowadzania oraz ryzyko, że podobne techniki zostaną skopiowane przez przeciwników.

Dla marynarek korzyść polega na łączeniu takich systemów z istniejącym arsenałem. Duże okręty mogą mieć tradycyjny system pionowego startu do obrony dalekiego zasięgu, wyrzutnię kontenerową na roje dronów oraz narzędzia niekinetyczne, takie jak zakłócanie. Efektem jest gęstsza, bardziej odporna „bańka” obronna zbudowana z kilku uzupełniających się warstw, a nie z jednego efektownego pocisku.

Wraz z rozwojem wojny dronowej rywalizacja nie dotyczy już wyłącznie zasięgu i prędkości, lecz tego, jak szybko obie strony są w stanie wystawiać, uzupełniać i finansować swoje uzbrojenie. Babcock i Frankenburg zakładają, że niewielki pocisk w stalowym kontenerze może odegrać istotną rolę w tym wyścigu.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz