The US military is pushing ahead with an ambitious ground-based mobile radar that can follow dozens of missiles at once, from low-flying cruise weapons to manoeuvring hypersonic gliders. If it works as advertised, it could redraw how major powers think about defending their territory against a large-scale missile strike.
Ruchome „oko” dla nowej epoki rakiet
Podstawowy problem jest brutalnie prosty: współczesne pociski nie lecą już po schludnych, przewidywalnych trajektoriach. Broń hipersoniczna może „ślizgać się” na granicy atmosfery z prędkością ponad 6 000 km/h, zmieniać kurs w locie i celowo wchodzić w martwe strefy radarów. Tradycyjne, stacjonarne radary mają trudność z utrzymaniem stabilnego śledzenia takich celów.
Odpowiedzią Pentagonu jest nowy rodzaj sensora: ogromny radar na ciężarówce, który można przerzucić drogą powietrzną do rejonu działań, rozstawić w mniej niż dobę, a następnie ponownie przemieścić, gdy zagrożenie się zmienia. Zamiast bronić jednego, stałego punktu, system ma działać jak wędrujący reflektor, oświetlający ten fragment nieba, który w danym momencie jest dla amerykańskich dowódców najważniejszy.
Ten mobilny radar nowej generacji ma być projektowany tak, aby jednocześnie śledzić do 58 nadlatujących pocisków różnych typów na przestrzeni tysięcy kilometrów przestrzeni powietrznej.
Koncepcja odzwierciedla szerszą zmianę w amerykańskim myśleniu. Zamiast opierać się na rzadkiej sieci stałych radarów, łatwych do namierzenia i zniszczenia, Waszyngton chce elastycznych sensorów, które potrafią wypełniać luki, integrować się z obroną sojuszników i komplikować planowanie ataku przeciwnika.
Radar zbudowany na „burzę” pocisków
Amerykańscy inżynierowie nie projektują tego systemu z myślą o drobnych potyczkach. Wymagania brzmią bardziej jak apokaliptyczny test wytrzymałości. W jednym starciu radar ma obsłużyć:
- Do 24 pocisków balistycznych, lecących z prędkościami rzędu kilku kilometrów na sekundę
- 10 pocisków hipersonicznych o nieprzewidywalnych, manewrujących trajektoriach lotu
- 24 pociski manewrujące, lecące nisko i „przytulone” do ukształtowania terenu
Te 58 pocisków może nadlatywać z wielu kierunków, na różnych wysokościach i z bardzo dużych odległości. Radar musi odróżniać prawdziwe głowice od wabików, wskazywać, które obiekty stanowią realne zagrożenie, oraz w ciągu sekund przekazywać użyteczne dane do systemów przechwytujących.
To nie jest wyłącznie kwestia „gołej” mocy. System najprawdopodobniej będzie opierał się na zaawansowanym przetwarzaniu sygnału, elementach z azotku galu (GaN) zapewniających wysokosprawne generowanie mocy w paśmie radiowym oraz na złożonych algorytmach oddzielających słabe cele od szumu tła. Firmy takie jak Raytheon, które już prowadzą w USA odlewnie GaN, są postrzegane jako naturalni gracze w tym wyścigu.
Mobilność jako broń sama w sobie
Tradycyjne radary dalekiego zasięgu często stoją w stałych lokalizacjach, których zaplanowanie i budowa trwają latami. Są skuteczne, ale też stanowią oczywiste cele. Nowy amerykański system od pierwszego dnia projektowany jest do przemieszczania.
Cały kompleks radarowy ma się mieścić w obrysie 100 × 100 metrów, dać się transportować drogą lądową lub powietrzną oraz osiągnąć wstępną gotowość operacyjną w ciągu 24 godzin od przybycia.
Po rozstawieniu radar potrzebuje około 48 godzin na precyzyjne dostrojenie kalibracji i zgranie z innymi sensorami. Następnie może dołączyć do szerszej sieci obrony powietrznej i przeciwrakietowej. Utrzymaniem na miejscu ma zajmować się dwóch techników, a większość funkcji będzie kontrolowana zdalnie z zabezpieczonych centrów dowodzenia.
Ta mobilność służy kilku celom. Pozwala USA przesuwać zaawansowane sensory bliżej rozwijających się kryzysów, wspierać sojuszników z krótkim wyprzedzeniem oraz unikać prezentowania łatwego, stałego celu dla wrogich rakiet czy sił specjalnych. Ruchomy radar zmusza przeciwnika do nieustannej ponownej oceny, gdzie znajdują się amerykańskie „oczy”.
Wpięty w układ nerwowy obrony USA
Od wykrycia do przechwycenia w kilka sekund
Radar nie jest pomyślany jako system działający w izolacji. Ma zasilać bezpośrednio główne kręgosłupy dowodzenia i kierowania amerykańskich sił zbrojnych, w tym systemy takie jak C2BMC (Command and Control, Battle Management and Communications) oraz IBCS (Integrated Battle Command System).
Te cyfrowe „mózgi” agregują informacje z satelitów, okrętów, statków powietrznych i sensorów naziemnych. Następnie przydzielają cele efektorom przechwytującym, a nawet mogą aktualizować w locie dane naprowadzania pocisków na podstawie nowych informacji śledzenia.
W praktyce łańcuch wygląda tak:
- Mobilny radar wykrywa i śledzi nadlatujące obiekty
- Systemy dowodzenia klasyfikują je, priorytetyzują zagrożenia i przydzielają środki przechwytujące
- Pociski obrony otrzymują precyzyjne aktualizacje naprowadzania aż do trafienia
Cały proces musi działać pod skrajną presją czasu. W przypadku zagrożeń krótkiego zasięgu (balistycznych lub hipersonicznych) dowódcy mogą mieć tylko kilka minut - albo mniej - na podjęcie decyzji.
Zaprojektowany, by przetrwać w środowisku wrogim
Ponieważ radar byłby oczywistym zasobem wysokiej wartości, odporność jest kluczowa w jego projekcie. System ma spełniać wymagania dotyczące wytrzymałości na silne zakłócanie, włamania cybernetyczne, a nawet skutki impulsu elektromagnetycznego (EMP), który mógłby „spalić” konwencjonalną elektronikę.
Pentagon chce radaru, który będzie działał mimo walki elektronicznej, skoków napięcia oraz prób oślepienia lub podszywania się pod jego wiązki.
To wskazuje na elektronikę o podwyższonej odporności, redundantne zasilanie, bezpieczną łączność i rygorystyczne zabezpieczenia oprogramowania. Sugeruje też, że radar będzie ściśle chroniony przez obronę powietrzną i wojska lądowe wszędzie tam, gdzie zostanie rozmieszczony.
Napięty harmonogram dla zdolności strategicznej
Amerykańska agencja Missile Defense Agency przedstawiła agresywną mapę drogową. Celem jest wdrożenie działającego sprzętu, zanim zagrożenia hipersoniczne staną się naprawdę powszechne.
| Kluczowy kamień milowy | Docelowa data |
|---|---|
| Gotowość pierwszego pełnoskalowego prototypu | 31 grudnia 2028 |
| Dostawa dwóch dodatkowych radarów | koniec 2029 |
| Start szeroko zakrojonych testów operacyjnych | 2030 |
Oczekuje się, że testy będą obejmować śledzenie prawdziwych statków powietrznych, satelitów i pocisków testowych. Inżynierowie sprawdzą, jak dobrze radar utrzymuje „lock” na szybkich, manewrujących celach oraz jak niezawodnie dzieli się danymi z bateriami przechwytującymi i systemami sojuszniczymi.
Francja i sojusznicy: obserwacja z boku?
Podczas gdy Waszyngton przyspiesza swój program mobilnego radaru, europejskie wysiłki w tej niszy pozostają skromne. Francja, która dużo inwestuje w zaawansowaną obronę powietrzną i rakiety, nie przedstawiła dotąd niczego na taką skalę: naziemnego, dalekiego zasięgu, mobilnego radaru zaprojektowanego specjalnie do śledzenia mieszanych salw pocisków balistycznych, hipersonicznych i manewrujących.
Paryż koncentruje się na modernizacji istniejących systemów i wkładzie w wspólne projekty europejskie, w tym inicjatywy francusko-włoskie oraz kierowane przez Niemcy przedsięwzięcia obrony przeciwrakietowej. Jednak wędrujący, „teatralny” radar, jaki rozwijają USA, wymagałby politycznego i finansowego impulsu, którego niewiele europejskich stolic wydaje się dziś gotowych udzielić.
Ta luka może zwiększyć dystans technologiczny między USA a ich najbliższymi sojusznikami w dziedzinie obrony przed bronią hipersoniczną. Może też pogłębić europejską zależność od amerykańskich sensorów w przyszłym konflikcie o wysokiej intensywności - co jest kwestią wrażliwą dla rządów dążących do większej autonomii strategicznej.
Zatłoczony wyścig z Rosją i Chinami
Za wyzwaniem inżynieryjnym stoi wyraźna rywalizacja geopolityczna. Rosja reklamuje swoje hipersoniczne systemy Kindżał i Awangard jako „nie do zatrzymania”. Chiny testują zaawansowane pojazdy szybujące, które wyglądają na projektowane tak, by omijać tradycyjne tarcze przeciwrakietowe. Oba kraje eksperymentują ze złożonymi pakietami uderzeniowymi, łączącymi różne typy pocisków w celu nasycenia obrony.
Amerykańscy planiści coraz otwarciej mówią więc o „obronie warstwowej”. Oznacza to łączenie sensorów kosmicznych, radarów naziemnych, systemów morskich i platform powietrznych. Silny radar mobilny dodaje kolejną warstwę, wypełniając luki, których nie pokryją satelity lub stałe stanowiska.
Prawdziwym celem nie jest perfekcja, lecz podniesienie kosztu i niepewności każdego dużego uderzenia rakietowego przeciwko siłom USA lub terytorium sojuszników.
Jeśli agresor nie może być pewien, które pociski się przebiją, zmienia się rachunek strategiczny. Właśnie taką niepewność ma wytworzyć ten typ projektu.
Kluczowe pojęcia i scenariusze z realnego świata
Kilka koncepcji stanowi fundament całego przedsięwzięcia. „Hipersoniczny” zwykle oznacza prędkości powyżej Mach 5, czyli pięciokrotności prędkości dźwięku. Wiele istniejących pocisków balistycznych osiąga prędkości hipersoniczne, ale nowsze konstrukcje dodają zdolność manewrowania w locie, co znacznie utrudnia śledzenie. „Pojazd szybujący” odłącza się od członu napędowego, a następnie leci długą, kontrolowaną trajektorią w górnych warstwach atmosfery.
Pociski „balistyczne” z kolei podążają bardziej przewidywalnymi krzywymi po wyłączeniu silników. Obrońcy często mogą wcześnie obliczyć punkt uderzenia. Pociski manewrujące latają niżej, używając skrzydeł i silników odrzutowych jak małe samoloty, co pozwala im ukrywać się w „szumie” od terenu i za przeszkodami terenowymi.
Wyobraźmy sobie teraz scenariusz w Europie Wschodniej lub na Pacyfiku. Przeciwnik odpala mieszany salwowy atak: pociski balistyczne wymierzone w bazy lotnicze, hipersoniczne szybowce celujące w stanowiska dowodzenia oraz pociski manewrujące sunące nisko w kierunku węzłów radarowych i łączności. Mobilny radar USA rozmieszczony w regionie mógłby przesunąć się bliżej najbardziej zagrożonego sektora, rozszerzyć broniony obszar i pomagać przechwytującym rozróżniać w czasie rzeczywistym prawdziwe głowice od wabików.
Tego typu testy scenariuszowe amerykańscy urzędnicy chcą prowadzić około 2030 roku. Poza danymi technicznymi próby te ukształtują doktrynę: gdzie ustawiać takie radary, ile ich potrzeba oraz którzy sojusznicy mogliby je gościć w sytuacji kryzysowej.
Ryzyka nie są wyłącznie techniczne. Każdy widoczny krok w kierunku wzmocnienia tarczy przeciwrakietowej może wywoływać reakcje rywali, którzy mogą budować więcej systemów ofensywnych albo szukać sposobów oślepiania nowych radarów. Wysiłki kontroli zbrojeń wokół broni hipersonicznej i obrony przeciwrakietowej wciąż są niepewne. Wysoce zdolny radar mobilny może nadać tym debatom nową pilność, nawet jeśli obiecuje kolejną warstwę ochrony dla państw, które mogą sobie na nią pozwolić.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz