Teraz uwaga po cichu przesuwa się w stronę czegoś znacznie mniej widocznego.
Za zamkniętymi drzwiami w Paryżu, Berlinie i Madrycie urzędnicy na nowo przemyślają, jak powinna wyglądać europejska potęga powietrzna. Smukły myśliwiec nowej generacji, który kiedyś symbolizował ten projekt, może już nie zajmować w nim centralnego miejsca - zastąpić go ma wspólna cyfrowa „chmura walki”, łącząca wszystko w jedną całość.
Od okrętowego myśliwca do planu B
Future Combat Air System (po francusku SCAF, po angielsku FCAS) miał być wielką europejską odpowiedzią na amerykańskie i chińskie postępy w wojnie powietrznej. W jego centrum znajdował się New Generation Fighter (NGF) - stealthowy samolot, który około 2040 roku miał zastąpić Rafale’e i Eurofightery.
Ten samolot stał się jednak dziś głównym bólem głowy projektu. Pozycje przemysłowe są okopane. Dassault Aviation, producent Rafale’a, nalega, by przewodzić filarowi myśliwca jako główny wykonawca. Airbus - poprzez swoje niemieckie i hiszpańskie struktury - odmawia roli drugoplanowej.
Pat trwa tak długo, że wysocy urzędnicy dostrzegają prostą rzeczywistość: lepszy brak porozumienia niż złe porozumienie - przynajmniej w sprawie samego samolotu.
Jedną z opcji rozważanych obecnie jest rezygnacja ze wspólnego myśliwca i pozostawienie w rdzeniu programu wyłącznie współdzielonej „chmury walki”.
Według osób cytowanych przez „Financial Times” scenariusz ten jest poważnie analizowany przed zaplanowanymi na ten tydzień spotkaniami wysokiego szczebla.
Czym tak naprawdę jest chmura walki
Projekt SCAF nigdy nie dotyczył wyłącznie jednego samolotu. Opiera się na kilku filarach:
- myśliwiec nowej generacji (NGF)
- nowy silnik
- współdziałające drony bojowe („remote carriers”)
- cyfrowa „chmura walki” łącząca wszystkie zasoby
Szef francuskich Sił Powietrznych i Kosmicznych, generał Jérôme Bellanger, od tygodni podkreśla znaczenie tego ostatniego filaru. Opisuje go jako „bańkę łączności” spinającą myśliwce, drony, czujniki i centra dowodzenia sił francuskich, niemieckich i hiszpańskich.
Dla planistów chmura walki jest spoiwem, które pozwala różnym samolotom, dronom i systemom rakietowym walczyć jako jedna, usieciowiona siła.
Taka sieć udostępniałaby dane w czasie rzeczywistym: ślady radarowe, ostrzeżenia o zagrożeniach, informacje celownicze, a nawet aktualizacje planowania misji w trakcie lotu. Chodzi o to, by niemiecki Eurofighter, francuski Rafale i hiszpański dron mogli reagować jak jeden organizm - niezależnie od tego, kto zbudował sprzęt.
Dlaczego Paryż i Berlin zbliżają się do „chmury”
W sprawie samego myśliwca stanowiska wydają się niemal nie do pogodzenia. W sprawie chmury w dużej mierze się pokrywają. Francuska minister obrony Catherine Vautrin podkreślała, że w tym cyfrowym filarze „nie ma problemu”. Francuscy i niemieccy urzędnicy cytowani przez FT mówią, że wszystkie pozostałe elementy SCAF - poza myśliwcem - działają dobrze.
Jeden z wysoko postawionych rozmówców ujął to bez ogródek: Europa może żyć z więcej niż jednym typem myśliwca, ale nie z niekompatybilnymi architekturami cyfrowymi w powietrzu.
„W Europie może być kilka samolotów, ale potrzebny jest jeden system chmury dla wszystkich” - powiedział jeden z urzędników zaangażowanych w rozmowy.
Skupienie się na oprogramowaniu, łączach danych i wspólnych standardach przyniosłoby też dużą korzyść: czas. Według innego źródła koncentracja zasobów na chmurze mogłaby przyspieszyć jej wdrożenie do ok. 2030 roku, zamiast 2040.
Niemieckie ambicje zderzają się z francuskimi czerwonymi liniami
Pod techniczną debatą kryje się głębsze pytanie: kto poprowadzi kolejny wielki europejski program myśliwski?
Vautrin publicznie argumentowała, że Niemcy „nie mają zdolności zbudowania myśliwca samodzielnie”, wskazując Dassault jako punkt odniesienia w tej dziedzinie. W Berlinie pogląd ten nie jest powszechnie podzielany.
Thomas Pretzl, szef rady zakładowej w Airbus Defence and Space, oraz poseł CDU Volker Mayer-Lay, sprawozdawca budżetowy ds. niemieckich sił powietrznych, twierdzą, że Niemcy mogłyby w razie potrzeby działać samodzielnie. Wskazują na silną bazę przemysłową - Airbusa, producenta silników MTU, firmę elektroniczną Diehl, hiszpańskiego partnera Indra Avitech oraz specjalistę od sensorów Hensoldt - a także poważne badania w zakresie sztucznej inteligencji, sensorów i cyberbezpieczeństwa.
Niemcy nie przewodziły programowi samolotu bojowego od II wojny światowej, ale wniosły duży wkład w projekty wielonarodowe, takie jak Tornado, Alphajet i Eurofighter. Badania Niemieckiego Centrum Aeronautyki i Astronautyki (DLR) w ramach projektu „Diabolo” doprowadziły już do powstania koncepcji uniwersalnego demonstratora, mającej zmniejszyć część luk technologicznych.
Z niemieckiej perspektywy oddanie Dassault niekwestionowanego przywództwa nad NGF utrwaliłoby francuską dominację na dekady. Z francuskiej perspektywy zbyt drobne dzielenie przywództwa grozi powtórzeniem kompromisów i opóźnień znanych z wcześniejszych europejskich projektów.
Zjazd awaryjny: osobne myśliwce, wspólne systemy
Ponieważ żadna ze stron nie ustępuje, wyłania się rozwiązanie „dwupoziomowe”. Jeśli Francja i Niemcy nie potrafią uzgodnić podziału kontroli nad NGF, mogą po prostu przestać próbować - przynajmniej na razie.
Wyłaniający się scenariusz: usunąć myśliwiec z programu wspólnego, a kontynuować współpracę przy silniku, dronach i - przede wszystkim - chmurze walki.
W tym modelu każde państwo - lub grupa państw - mogłoby wspierać własny projekt samolotu, a jednocześnie „wpinać się” w jedną europejską chmurę walki. W praktyce mogłoby to oznaczać:
| Obszar | Wspólne podejście | Ścieżki krajowe / osobne |
|---|---|---|
| Myśliwiec | Wyłącznie wspólne standardy | Różne samoloty (wariant NGF, myśliwiec GCAP, zmodernizowane Eurofightery) |
| Chmura walki | Wspólne prace rozwojowe i zarządzanie | Krajowe dostosowania na „obrzeżach” |
| Drony / „remote carriers” | Wspólne konstrukcje i interfejsy | Krajowe ładunki użyteczne lub zestawy misyjne |
| Silnik | Francusko‑niemiecko‑hiszpańskie konsorcjum | Opcjonalna integracja z różnymi płatowcami |
Takie podejście ułatwiłoby także budowanie mostów do konkurencyjnego Global Combat Air Programme (GCAP), prowadzonego przez Wielką Brytanię wraz z Włochami i Japonią. Generał Bellanger otwarcie sugerował możliwość wyrównania architektur cyfrowych z GCAP, nawet jeśli typy samolotów byłyby różne.
Co chmura walki zmienia na polu bitwy
Wspólna chmura walki to nie tylko efektowny intranet dla pilotów myśliwców. To zmienia sposób prowadzenia misji.
Wyobraźmy sobie kryzys w Europie Wschodniej na początku lat 30. XXI wieku. Francuskie Rafale’e, niemieckie Eurofightery i hiszpańskie drony działają w tej samej przestrzeni powietrznej. Zamiast tego, by każda narodowa formacja prowadziła własny obraz sytuacji, jedna zaszyfrowana chmura scala dane ze wszystkich radarów, satelitów i sensorów naziemnych.
Niemiecki samolot wykrywa nisko lecący pocisk manewrujący, ale jest zbyt daleko, by go zwalczyć. W ułamku sekundy jego ślad radarowy pojawia się we współdzielonej chmurze. Francuski dron, niewykryty, zawisa bliżej zagrożenia i otrzymuje rozwiązanie ogniowe wygenerowane przez SI w węźle zaplecza. Jednocześnie wskazanie dostaje hiszpańska bateria naziemna. System decyduje, który „strzelec” ma najlepszą szansę, biorąc pod uwagę paliwo, ryzyko i zasady użycia siły.
Zamiast wielu równoległych bitew chmura ma tworzyć jedną skoordynowaną walkę - niezależnie od tego, kto jest właścicielem danego statku powietrznego.
Ta obietnica wiąże się jednak z ryzykiem. Jedna architektura oznacza wspólne podatności. Skuteczny cyberatak lub zagłuszanie mogłyby obniżyć sprawność całej sieci. Zabezpieczenie chmury przed zaawansowanymi przeciwnikami, takimi jak Rosja czy Chiny, będzie wymagało stałych aktualizacji, wzmocnionego szyfrowania i silnego zaufania politycznego między partnerami.
Dlaczego to ma znaczenie poza gronem „geeków” od myśliwców
Dla podatników przesunięcie akcentu z hardware’u na sieci zmienia kierunek wydatków. Duże, widoczne platformy przyciągają uwagę i budzą dumę narodową. Oprogramowanie, standardy danych i bezpieczne serwery są mniej efektowne - ale pochłaniają coraz większą część budżetów obronnych.
Zmieniają się też kompromisy polityczne. Rezygnacja ze wspólnego myśliwca zmniejszyłaby tarcia przemysłowe i nacjonalistyczne przepychanki o to, kto buduje które skrzydło. Jednocześnie groziłaby proliferacją różnych europejskich myśliwców - każdy z własnym łańcuchem wsparcia i strategią eksportową.
Zakład urzędników opowiadających się za chmurą walki jest prosty: jeśli Europa nie potrafi w pełni zracjonalizować swoich flot, może przynajmniej je połączyć. Wspólna infrastruktura cyfrowa pozwoliłaby mniejszym krajom stopniowo się podłączać, nawet jeśli dłużej utrzymają starsze samoloty.
Dla niespecjalistów warto zapamiętać kilka pojęć. „Interoperacyjność” oznacza, że siły mogą działać razem płynnie, wymieniając dane i rozkazy bez nieporozumień. „Remote carriers” to częściowo autonomiczne drony towarzyszące załogowym statkom powietrznym, wykonujące ryzykowne zadania rozpoznawcze lub uderzeniowe. A „chmura walki” to w istocie bezpieczna, wojskowej klasy warstwa sieci i danych, która spina oba te elementy - od kabiny myśliwca po bunkier dowodzenia.
Jeśli Paryż i Berlin potwierdzą zwrot od wspólnego samolotu, uwaga skupi się na tym, czy potrafią uzgodnić wspólne reguły cyfrowe: kto kontroluje dane, kto płaci za modernizacje, kto może dołączyć i na jakich warunkach. Najbliższe dni negocjacji ukształtują nie tylko jeden samolot, lecz także to, jak europejskie siły będą walczyć - albo nie będą potrafiły walczyć wspólnie - aż do lat 40. XXI wieku.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz