Przejdź do treści

FP-9: dlaczego nowy ukraiński pocisk wywołuje niepokój na Kremlu

Mężczyzna analizuje model rakiety, obok laptopa z otwartym oprogramowaniem badawczym, a trzech mężczyzn obserwuje.

What began as an effort to survive has turned into a technologiczna gra o wysoką stawkę: budować broń w kraju albo ryzykować, że Ukraina zostanie odsłonięta, gdy zagraniczne dostawy zwolnią, utkną w martwym punkcie lub zostaną zablokowane przez politykę.

Od zależności do odstraszania

Przez większą część wojny ukraińska siła rażenia na dalekim dystansie zależała od zachodnich zapasów i nastrojów w zagranicznych parlamentach. Ta zależność jest dziś bezpośrednio kwestionowana przez krajowego gracza: Fire Point, ukraińską firmę zbrojeniową, która przez ostatnie cztery lata projektowała rodzinę rodzimych pocisków.

Głównym systemem jest FP‑9 - pocisk balistyczny zaprojektowany do rażenia celów w odległości do około 850 kilometrów, z ciężką głowicą bojową. Na papierze oznacza to, że z terytorium Ukrainy w teoretycznym zasięgu znalazłyby się cenne cele głęboko w Rosji, w tym Moskwa i Petersburg.

FP‑9 daje Kijowowi coś, czego Moskwa od dawna się obawia: rodzimy, trudny do przechwycenia pocisk zdolny do uderzeń głęboko na terytorium Rosji.

Obok FP‑9 Fire Point opracował dwa inne systemy - FP‑5 „Flamingo” oraz FP‑7 - zapewniając Ukrainie warstwowe zdolności uderzeniowe: pociski manewrujące do bardzo dalekiego zasięgu, taktyczne pociski balistyczne do celów regionalnych oraz pociski przechwytujące do obrony.

Co sprawia, że FP‑9 tak niepokoi Moskwę

FP‑9 jest pociskiem balistycznym, co oznacza, że jest wystrzeliwany po stromym torze, wznosi się wysoko ponad ziemię, a następnie opada z dużą prędkością na cel. Sam ten profil lotu stanowi ból głowy dla operatorów obrony powietrznej.

Według ukraińskich źródeł FP‑9 ma następujące cechy:

  • Zasięg: ok. 800–850 km
  • Głowica bojowa: ok. 800 kg
  • Profil lotu: wysoki, łukowy tor „w kształcie dzwonu”
  • Rola: głębokie uderzenia w cele strategiczne

Głowica o masie 800 kg jest z grubsza porównywalna z ładunkiem wielu taktycznych pocisków z czasów zimnej wojny. Przy użyciu precyzyjnych współrzędnych wystarcza, by zdewastować składy paliw, duże stanowiska dowodzenia, mosty oraz krytyczne węzły infrastruktury.

Jego łukowy tor skraca czas reakcji rosyjskiej obrony powietrznej i komplikuje obliczenia przechwycenia.

Rosyjskie systemy, takie jak S‑300 i S‑400, teoretycznie mogą zwalczać cele balistyczne. W praktyce im bardziej złożony tor i im większa prędkość, tym mniejsza szansa na czyste przechwycenie. Salwa FP‑9 mogłaby przeciążyć radary i baterie rakietowe, które i tak są zajęte odpieraniem dronów oraz pocisków manewrujących.

Dlaczego rosyjskie miasta nagle wydają się bliżej

Zasięg leży u sedna obaw Kremla. Odpalony z centralnej lub wschodniej Ukrainy pocisk o zasięgu 850 kilometrów wykracza daleko poza linię frontu. Nawet z pozycji oddalonych od rosyjskiej granicy ukraińscy planiści mogą zacząć wyznaczać potencjalne punkty celowania wokół szerzej rozumianego regionu Moskwy oraz obszaru Petersburga.

Rosyjscy liderzy od dawna przedstawiali „zaplecze” kraju jako odizolowane od większości ukraińskich uderzeń. FP‑9 podważa tę narrację - przynajmniej symbolicznie. Nawet niewielka liczba wiarygodnych, produkowanych w kraju pocisków zmusza Moskwę do przerzucania środków obrony powietrznej, korygowania przekazu do opinii publicznej i planowania scenariuszy, które wcześniej wydawały się odległe.

Reszta arsenału Fire Point

FP‑9 to tylko jedna część strategii Fire Point. Firma zbudowała „rodzinę” pocisków, która ma zapewnić Ukrainie elastyczność i redundancję na polu walki.

System Typ Przybliżony zasięg Głowica bojowa Główna rola
FP‑5 „Flamingo” pocisk manewrujący do 3 000 km brak publicznych danych precyzyjne uderzenia na bardzo dalekim dystansie
FP‑7 pocisk taktyczny / przechwytujący ok. 200 km 150 kg uderzenia na polu walki i rola przeciwrakietowa
FP‑9 pocisk balistyczny 800–850 km 800 kg głębokie uderzenia w cele strategiczne

FP‑5 „Flamingo”: komunikat o zasięgu 3 000 km

FP‑5 „Flamingo” wyróżnia się jedną bezwzględną liczbą: 3 000 kilometrów. Taki zasięg wykracza daleko poza bezpośredni front i sięga głęboko w serce eurazjatyckiego lądu.

Jako pocisk manewrujący FP‑5 leci znacznie niżej niż FP‑9 - „przykleja się” do ukształtowania terenu i korzysta z dyskretniejszego profilu, by prześlizgnąć się przez pokrycie radarowe lub je ominąć. Początkowo planowano wprowadzenie do służby w sierpniu 2025 roku; system ma dać Kijowowi rodzimą alternatywę dla zachodnich pocisków manewrujących, takich jak Storm Shadow czy SCALP‑EG.

Tego typu system sygnalizuje, że Ukraina nie chce, by jej strategiczne opcje załamały się, jeśli zachodnie stolice opóźnią lub ograniczą przyszłe dostawy. Nawet skromna krajowa flota dalekozasięgowych pocisków manewrujących zmienia planowanie regionalne w Moskwie, Mińsku, a nawet dalej.

FP‑7: pomiędzy ATACMS a S‑400

FP‑7 zajmuje inną niszę. Ukraińscy urzędnicy porównują go do amerykańskiego ATACMS - krótkiego zasięgu pocisku balistycznego używanego do rażenia cennych celów wojskowych w odległości do kilkuset kilometrów. Przy deklarowanym zasięgu 200 km i głowicy 150 kg FP‑7 nadaje się do atakowania lotnisk, składów amunicji oraz kluczowych węzłów drogowych i kolejowych za rosyjskimi liniami.

Fire Point przedstawia też FP‑7 jako swego rodzaju „klon” rosyjskiego S‑400 w jednej konkretnej roli: przechwytywania pocisków balistycznych, takich jak rosyjski Iskander. Sugeruje to ambicję wykorzystania FP‑7 nie tylko ofensywnie, lecz także jako narzędzia obrony powietrznej i przeciwrakietowej - warstwowo, ponad dużymi ukraińskimi miastami lub obiektami przemysłowymi.

Jeden projekt pocisku, który potrafi zarówno uderzać, jak i przechwytywać, daje Ukrainie elastyczność i upraszcza logistykę dla przeciążonych sił zbrojnych.

Ekonomiczna logika stojąca za ukraińską autonomią rakietową

Współzałożyciel Fire Point, Denys Shtilerman, argumentował, że szybkie systemy balistyczne są nie tylko atutem strategicznym, lecz także finansowym. Ukraina wydaje obecnie ogromne kwoty na zwalczanie rosyjskich pocisków Iskander, często polegając na dostarczanych przez Zachód pociskach przechwytujących kosztujących miliony euro za strzał.

Według Shtilermana nowe krajowe systemy mogłyby obniżyć koszt zestrzelenia Iskandera z poziomu znacznie powyżej 5,5 mln euro do przedziału około 1–1,5 mln euro. To wciąż duży wydatek, lecz w wojnie prowadzonej przez powtarzające się fale ataków rakietowych i dronowych koszty jednostkowe szybko się kumulują.

Za tymi liczbami stoi szerszy impuls przemysłowy. Od początku 2025 roku ukraińskie władze twierdzą, że krajowa produkcja zbrojeniowa wzrosła do około sześciokrotności poziomu z roku poprzedniego. Fabryki, które wcześniej wytwarzały dobra cywilne, zostały przestawione. Uruchomiono nowe linie dla systemów naprowadzania, silników rakietowych i głowic bojowych.

Dla Kijowa to coś więcej niż rachunek kosztów. Każde przesunięcie w stronę lokalnej produkcji w niewielkim stopniu zmniejsza dźwignię zagranicznych stolic nad codziennym przetrwaniem Ukrainy. Zatrzymuje też więcej pieniędzy i miejsc pracy w sektorach high‑tech w kraju, pomagając podtrzymać gospodarkę wojenną pod nieustanną presją.

Jak to przesuwa mapę strategiczną

Rosja od dawna wykorzystuje własny arsenał rakietowy do niszczenia ukraińskiej infrastruktury, zastraszania miast i wywierania presji na zachodnie społeczeństwa. Rodząca się ukraińska siła rażenia nie usuwa tej nierównowagi, ale wprowadza nową niepewność do planowania Kremla.

Rosyjscy decydenci muszą teraz brać pod uwagę ryzyko, że ataki na ukraińskie elektrownie, linie kolejowe czy ośrodki administracji mogą wywołać uderzenia odwetowe daleko od linii frontu. Nawet sama możliwość może zmienić timing i skalę rosyjskich kampanii.

Odstraszanie rzadko opiera się na tysiącach pocisków; czasem wystarczy wiarygodna garstka, by zmienić zachowanie.

Istnieje też warstwa polityczna. Jeśli Ukraina pokaże, że znaczną część swojego dalekozasięgowego arsenału buduje u siebie, zagraniczni partnerzy mogą poczuć się nieco swobodniej, przekazując dodatkowe systemy bez obawy, że to wyłącznie oni eskalują konflikt. Jednocześnie Moskwa może przedstawiać krajowe ukraińskie pociski jako dowód, że NATO zamienia kraj w stałą platformę wojskową, podsycając propagandę wewnętrzną.

Ryzyka, eskalacja i możliwe scenariusze

FP‑9 i jego „kuzyni” niosą oczywiste ryzyka. Uderzenie w głośny cel w pobliżu Moskwy lub Petersburga mogłoby sprowokować ostrą rosyjską odpowiedź - nasilenie ataków lub nowe posunięcia wojskowe. Nawet bez tego nad operacjami dalekiego zasięgu zawsze wiszą wypadki, błędne kalkulacje i pomyłki w wskazaniu celu.

Zachodni sojusznicy będą uważnie obserwować, jak te systemy są używane. Część może naciskać Kijów, by ograniczać uderzenia do jednoznacznie wojskowych celów i unikać symbolicznych ciosów w rosyjskie miasta, które mogłyby rozbić i tak kruche kanały dyplomatyczne.

Analitycy już dyskutują kilka scenariuszy:

  • skoordynowane salwy FP‑9 i dronów w celu przeciążenia rosyjskiej obrony powietrznej wokół kluczowej bazy lotniczej
  • użycie FP‑7 jako przechwytującego do ochrony Kijowa lub Odessy podczas intensywnego ostrzału Iskanderami
  • selektywne użycie FP‑5 „Flamingo” przeciw cennym celom dalekiego zasięgu, takim jak bunkry dowodzenia lub węzły logistyczne daleko od frontu

Kluczowe pojęcia i co naprawdę oznaczają

Pocisk balistyczny: wystrzeliwany po wysokim łuku, podobnie jak pocisk artyleryjski w większej skali. Po początkowej fazie napędzanej leci głównie po z góry wyznaczonym torze, rządzonym przez grawitację i prędkość. To czyni go szybkim i trudnym do „dogonienia”, ale tradycyjnie mniej elastycznym niż pocisk manewrujący.

Pocisk manewrujący: leci jak mały bezzałogowy samolot, zwykle na małej wysokości i z prędkością poddźwiękową. Może podążać przez punkty nawigacyjne, korygować kurs w trakcie lotu i „wplatać się” w doliny lub wzdłuż linii brzegowych, utrudniając wykrycie radarowe.

Pocisk przechwytujący: pocisk wystrzeliwany w celu zniszczenia innego pocisku lub statku powietrznego. Wymaga szybkich czasów reakcji, dokładnego śledzenia i wysokowydajnego systemu naprowadzania. Skuteczne użycie przechwytujących to w równym stopniu kwestia oprogramowania i sieciowania radarów, co samego pocisku.

W miarę jak FP‑9 i systemy pokrewne przechodzą od stanowisk testowych do jednostek operacyjnych, równowaga między tymi technologiami będzie kształtować nie tylko bezpieczeństwo Ukrainy, ale i sposób, w jaki Rosja kalkuluje ryzyko na swojej zachodniej granicy. Dla Kremla ta kalkulacja właśnie stała się bardziej skomplikowana.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz