Przejdź do treści

Amerykańsko-filipińska grupa zadaniowa ma przywrócić odstraszanie na Morzu Południowochińskim.

Dwóch oficerów nawigacyjnych na mostku statku analizuje mapę na ekranie dotykowym, w tle ocean i okręty.

Dwie wieloletnie strony sojuszu traktatowego uruchomiły stałą wspólną grupę zadaniową skoncentrowaną na Morzu Południowochińskim, zakładając, że szybsza koordynacja i niemal natychmiastowa wymiana informacji wywiadowczych mogą stępić presję Pekinu na filipińskie pozycje i szlaki żeglugowe - bez tworzenia nowych amerykańskich baz ani rozmieszczania dodatkowych sił bojowych USA.

Nowa grupa zadaniowa zbudowana, by działać „w czasie rzeczywistym”

Ogłoszona na marginesie szczytu ministrów obrony ASEAN w Kuala Lumpur, Task Force-Philippines jest przedstawiana jako pierwsza tego rodzaju wspólna grupa zadaniowa pod przewodnictwem USA w Azji Południowo‑Wschodniej. Amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth oraz filipiński sekretarz obrony Gilberto Teodoro Jr. zaprezentowali ją jako praktyczną odpowiedź na lata napiętych konfrontacji z chińskimi jednostkami na spornych wodach.

Głównym celem grupy jest przywrócenie wiarygodnego odstraszania poprzez skrócenie czasu między incydentem na morzu a skoordynowaną reakcją USA i Filipin.

Według US Pacific Fleet, nowa struktura ma:

  • mieć siedzibę w Manili i obejmować cały obszar filipińskiego archipelagu,
  • liczyć około 60 dedykowanych pracowników,
  • być dowodzona przez generała lub oficera flagowego w stopniu jednogwiazdkowym,
  • działać bez nowych stałych baz USA ani przydzielonych sił bojowych.

Taki projekt sygnalizuje nacisk na koordynację, planowanie i wymianę informacji, a nie na widoczną rozbudowę sprzętu. Urzędnicy opisują go jako ramy pozwalające szybciej „spinać” amerykańskie i filipińskie zasoby, gdy chińska straż przybrzeżna, milicja morska lub okręty marynarki kwestionują działania filipińskich jednostek.

Dlaczego Manila i Waszyngton twierdzą, że tego potrzebują

Pekin rości sobie suwerenność niemal nad całym Morzem Południowochińskim, głęboko wkraczając w wyłączne strefy ekonomiczne Filipin, Wietnamu, Malezji, Brunei i Indonezji. Międzynarodowy trybunał w 2016 r. odrzucił chińską mapę „dziewięciu kresek”, jednak chińskie statki i samoloty nadal patrolują, blokują, a czasem zderzają się z łodziami innych roszczących sobie praw stron.

Dla Filipin punktami zapalnymi są m.in. Second Thomas Shoal, Scarborough Shoal oraz wody wokół zachodnich prowincji. Incydenty obejmowały użycie armatek wodnych, agresywne manewry oraz rzekome taranowania, mające zakłócać filipińskie misje zaopatrzeniowe.

Analitycy twierdzą, że jedną z lekcji Chin z ostatniej dekady jest to, iż siły USA zwykle opuszczają rejon po dużych ćwiczeniach, takich jak Balikatan, tworząc okresy mniejszej uwagi.

Chiny nauczyły się działać szybko, gdy amerykańskie okręty wracają do domu, wykorzystując luki między ćwiczeniami a decyzjami politycznymi.

Umieszczenie stałej wspólnej grupy zadaniowej w Manili ma pozwolić obu stronom działać szybciej niż dotąd, zwłaszcza gdy chińskie jednostki testują filipińskie „czerwone linie” wokół spornych mielizn.

Od uciążliwej koordynacji do współdzielonego wywiadu

Emerytowany kontradmirał Rommel Jude Ong, dziś profesor w Manili, opisuje grupę zadaniową jako efekt lat cichej pracy przygotowawczej. Regularne ćwiczenia Balikatan, mniejsze wspólne operacje oraz porozumienie z 2024 r. o udostępnianiu tajnych informacji wojskowych stworzyły fundament.

Dotąd dane operacyjne i prośby o wsparcie często musiały iść od filipińskich dowódców do Manili, następnie przez Pacyfik do dowództwa US Indo‑Pacific Command (INDOPACOM) na Hawajach, by potem wracać w postaci decyzji lub rozkazów.

Ta długa pętla spowalniała reakcje i zależała od surowych, uciążliwych protokołów łączności, które nigdy nie były projektowane do szybko zmieniających się konfrontacji „szarej strefy” na morzu.

Task Force-Philippines ma spłaszczyć ten proces. Ong argumentuje, że gdy oficerowie obu państw pracują ramię w ramię w Manili, będą mogli dzielić się wrażliwymi informacjami wywiadowczymi „niemal w czasie rzeczywistym” i projektować wspólne odpowiedzi dopasowane do konkretnych incydentów.

Czym jest - i czym nie jest - ta grupa zadaniowa

Choć grupa pogłębia współpracę, zatrzymuje się przed kilkoma krokami, które prawdopodobnie wywołałyby ostrzejszą reakcję Chin. Według US Pacific Fleet, nie obejmuje ona:

  • nowych stałych baz USA na terytorium Filipin,
  • rozmieszczenia dodatkowych amerykańskich okrętów lub samolotów bojowych przeznaczonych wyłącznie dla tej grupy,
  • ofensywnych operacji planowanych jako stałe misje.

Zamiast tego chodzi o planowanie, koordynację i zapewnienie, że gdy amerykańskie i filipińskie zasoby już obecne w regionie reagują, robią to w sposób skoordynowany i na tyle wiarygodny, by zniechęcać Chiny do eskalacji.

Odstraszanie, polityka i timing

Moment powołania grupy odzwierciedla także nastroje polityczne w Manili. Za prezydentury Ferdinanda „Bongbonga” Marcosa Jr. polityka Filipin ponownie przechyliła się w stronę Waszyngtonu po latach zbliżenia z Pekinem za poprzednika, Rodrigo Duterte.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa wskazują, że Marcos podpisał nowe ustalenia dotyczące dostępu wojsk USA do wybranych filipińskich baz i zachęcał do twardszej linii wobec chińskich działań na morzu. Przyszłość polityczna pozostaje jednak niepewna. Sara Duterte, córka byłego prezydenta i obecna wiceprezydent, jest postrzegana jako jedna z głównych kandydatek w wyborach prezydenckich w 2028 r. i uchodzi za bardziej przychylną Pekinowi.

Budując nowe nawyki, struktury i wspólne procedury już teraz, obie armie chcą utrwalić współpracę, która przetrwa wahania nastrojów politycznych w każdej ze stolic.

Stała grupa zadaniowa z własnym personelem, dowódcami i rutynami jest trudniejsza do rozmontowania niż pojedyncze ćwiczenie czy jednorazowa umowa. Dla Waszyngtonu to także sygnał dla innych państw Azji Południowo‑Wschodniej, że USA nastawiają się na długoterminową rolę w bezpieczeństwie morskim, a nie na epizodyczną obecność.

Prawdopodobna reakcja Chin i ryzyko błędnej kalkulacji

Pekin nie przedstawił szczegółowej reakcji, ale analitycy spodziewają się kombinacji twardszych patroli, bliższego „cieniowania” filipińskich i amerykańskich jednostek oraz częstszych prób blokowania filipińskich misji zaopatrzeniowych do spornych obiektów.

Abdul Rahman Yaacob, analityk związany z Australian National University, ostrzega, że zwiększony ruch wojskowy może działać w obie strony. Z jednej strony ciągła obecność i uporządkowana koordynacja mogą uspokajać emocje. Z drugiej - więcej okrętów i samolotów działających w ciasnej przestrzeni podnosi ryzyko błędnej oceny sytuacji.

Więcej aktywności na morzu oznacza więcej okazji do wypadków lub błędnych odczytów intencji, zwłaszcza jeśli dowódcy po różnych stronach są pod presją, by wyglądać na twardych.

Chiny mogą też przeprowadzać własne testy, sprawdzając, jak szybko Task Force-Philippines reaguje na konkretne incydenty i czy jej obecność realnie zmienia układ sił przy poszczególnych mieliznach i rafach. Ten okres testowania może być szczególnie napięty.

Jak wygląda „odstraszanie” na Morzu Południowochińskim

Odstraszanie w tym kontekście mniej dotyczy grożenia wojną na wielką skalę, a bardziej kształtowania codziennego zachowania. Dla Manili i Waszyngtonu oznacza to przekonanie Pekinu, że pewne działania - takie jak taranowanie łodzi zaopatrzeniowych czy blokowanie legalnych misji zaopatrzeniowych - będą niezawodnie spotykać się ze skoordynowaną, widoczną odpowiedzią.

Taka odpowiedź może obejmować:

  • szybkie skierowanie na miejsce amerykańskich i filipińskich jednostek patrolowych,
  • użycie samolotów rozpoznawczych i dronów do dokumentowania incydentów,
  • publiczne ujawnianie materiałów i danych, by mobilizować wsparcie dyplomatyczne,
  • ściślejszą koordynację z innymi marynarkami regionu w ramach wspólnych patroli lub misji obecności.

Nadzieja jest taka, że jeśli te reakcje staną się rutynowe i przewidywalne, Chiny dostosują taktykę, by unikać przekraczania wyraźnych granic, nawet przy utrzymaniu formalnych roszczeń.

Jak to wpisuje się w szerszy obraz strategiczny

Dla państw Azji Południowo‑Wschodniej obserwujących sytuację z boku Task Force-Philippines to zarówno szanse, jak i dylematy. Niektóre mogą przyjąć silniejszą obecność USA jako przeciwwagę dla Chin. Inne obawiają się, że zostaną zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron w rywalizacji, którą wolałyby po cichu równoważyć.

Z czasem nowa grupa zadaniowa mogłaby stać się centrum szerszej współpracy, np. skoordynowanej świadomości sytuacyjnej na morzu (maritime domain awareness) czy misji humanitarnych. Taka ekspansja zależałaby jednak od woli politycznej w regionie oraz od tego, czy struktura sprawdzi się w praktyce.

Kluczowy aktor Główna obawa Potencjalna korzyść z grupy zadaniowej
Filipiny Ochrona roszczeń morskich i rybaków Szybsze wsparcie, bardziej wiarygodna postawa odstraszania
Stany Zjednoczone Utrzymanie równowagi regionalnej i szlaków morskich Silniejszy sojusznik, wysunięta obecność bez nowych baz
Chiny Utrzymanie szerokich roszczeń morskich i wpływów Presja na korektę taktyk i kalkulacji ryzyka

Kluczowe pojęcia i scenariusze, które warto znać

Za tym rozwojem sytuacji stoją liczne pojęcia techniczne i prawne. Jednym z nich jest „traktat o wzajemnej obronie” podpisany przez USA i Filipiny w 1951 r. Pakt ten zobowiązuje każdą ze stron do wsparcia drugiej w razie ataku na obszarze Pacyfiku, a Waszyngton wielokrotnie podkreślał, że dotyczy on zbrojnych ataków na filipińskie siły na Morzu Południowochińskim.

Innym pojęciem są „taktyki szarej strefy” - działania poniżej progu otwartej wojny, ale wywierające presję przymusem. Obejmują one użycie jednostek straży przybrzeżnej lub milicji, niebezpieczne manewry oraz środki nieśmiercionośne, takie jak armatki wodne. Nowa grupa zadaniowa jest dostosowana do tej szarej strefy, gdzie szybkość, dokumentowanie i skoordynowane komunikaty są równie ważne jak siła ognia.

Jednym ze scenariuszy, których obawiają się planiści, jest kolizja chińskiego okrętu straży przybrzeżnej z filipińską jednostką zaopatrzeniową - z możliwymi obrażeniami załogi lub zatonięciem łodzi. Przy istnieniu Task Force-Philippines amerykańscy i filipińscy oficerowie mieliby szybko ocenić fakty, rozmieścić zasoby oraz wybrać reakcję z „menu” opcji - od publicznego ujawnienia zdarzenia po wspólne patrole lub konwoje eskortowane.

Inny scenariusz to nagły wzrost liczby chińskich jednostek w pobliżu filipińskiego posterunku, mający sondować obronę lub testować determinację Manili. W takim przypadku niemal natychmiastowe współdzielenie śladów radarowych, danych satelitarnych i przechwyconych łączności radiowej mogłoby pomóc ukształtować spokojną, lecz stanowczą reakcję zamiast panicznej.

Powodzenie grupy zadaniowej będzie zależeć mniej od spektakularnych bitew, a bardziej od tysięcy drobnych decyzji podejmowanych przez dowódców i polityków w nadchodzących latach. Jej projektanci liczą, że te wybory stopniowo przesuną wzorce zachowań na Morzu Południowochińskim, oddalając region od kryzysu, nawet gdy rywalizacja wielkich mocarstw będzie się toczyć dalej.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz