Przejdź do treści

USA marzą o nowoczesnych myśliwcach, ale brutalna prawda jest taka, że brakuje wykwalifikowanej kadry do obsługi obu programów.

Dwóch mężczyzn pracuje przy stole w hangarze lotniczym, obok nowoczesny myśliwiec.

Snag leży daleko od pasa startowego.

Ambicja Pentagonu brzmi dość prosto: wprowadzić do służby dwa myśliwce szóstej generacji - jeden dla Sił Powietrznych, drugi dla Marynarki Wojennej - zanim rywale zmniejszą dystans. Jednak prawdziwym wąskim gardłem nie są egzotyczne kształty utrudniające wykrycie przez radar ani sztuczna inteligencja. To ludzie, dostawcy i harmonogramy, których nie da się rozciągać w nieskończoność, bez względu na to, jak duży wygląda budżet obronny na papierze.

Dwa myśliwce szóstej generacji, jedna przeciążona baza przemysłowa

Wizja jest uderzająca. Amerykańskie Siły Powietrzne pchają do przodu swój myśliwiec Next Generation Air Dominance, często nazywany w waszyngtońskich kręgach F‑47. Amerykańska Marynarka Wojenna realizuje własnego następcę dla lotniskowców, znanego jako F/A‑XX. Na slajdach w Pentagonie ten podwójny tor krzyczy technologiczna dominacja.

W fabrykach i biurach projektowych wygląda to raczej jak test wytrzymałości.

Oba samoloty wymagają tych samych rzadkich składników: doświadczonych inżynierów lotniczych, zespołów programistów z dopuszczeniami do pracy nad tajnym kodem, zaawansowanej produkcji kompozytów, precyzyjnej obróbki metalu, bezpiecznych układów scalonych oraz sieci podwykonawców, która od czasów zimnej wojny znacznie się przerzedziła.

USA próbują rozpędzić dwie przemysłowe wirówki, czerpiąc z jednego kurczącego się rezerwuaru wykwalifikowanej siły roboczej i wyspecjalizowanych dostawców.

W latach 80. wielu producentów konkurowało na wielu liniach myśliwców. Nadmiarowość i zapas mocy działały jak amortyzatory wstrząsów. Dziś krajobraz jest skoncentrowany, „odchudzony” i znacznie mniej wybaczający. Potęga pozostała, ale odporność osłabła.

Pułapka koncentracji: kilku głównych wykonawców i wiele kruchych ogniw

Przez trzy dekady fuzji amerykański rynek samolotów bojowych zawęził się do garstki głównych wykonawców. Większość analityków wskazuje trzy wielkie nazwy na szczycie piramidy. Tylko część z nich nadal prowadzi aktywną, wielkoseryjną produkcję myśliwców.

Ta zdolność produkcyjna nie działa jak włącznik światła. To powiązany łańcuch umiejętności, maszyn, reżimów kontroli jakości, zasad bezpieczeństwa, sieci logistycznych i wieloletnich kontraktów. Po zakłóceniu odbudowa jest powolna i kosztowna.

Ta sama konsolidacja schodzi w dół poziomów dostaw. Firmy z poziomu tier‑2 i tier‑3 produkują nieefektowne, ale kluczowe elementy: stopy wysokotemperaturowe, złożone panele kompozytowe, utwardzane płytki drukowane, siłowniki, czujniki oraz miniaturowe komponenty napędowe. Wiele z tych części pochodzi od dostawców jedynego źródła lub prawie jedynego źródła.

Małe i średnie firmy często działają na cienkich marżach. Nie mogą po prostu podwoić produkcji bez nowego sprzętu, nowej kadry i czasu na kwalifikację. Jeśli oba programy nowej generacji będą jednocześnie potrzebowały tych samych części, najsłabsze ogniwa w łańcuchu dostaw mogą pęknąć.

Gdy dwa duże programy jednocześnie „ciągną” za tego samego dostawcę jedynego źródła, najbardziej prawdopodobnym skutkiem nie jest opóźnienie jednego samolotu, lecz zakłócenie obu.

Prawdziwy niedobór: doświadczeni ludzie z poświadczeniami

W większości publicznych debat uwagę przyciąga sprzęt. Prywatnie kierownicy programów martwią się o ludzi.

Amerykańska kadra lotnicza się starzeje. Wielu inżynierów, którzy zdobywali doświadczenie przy F‑22, F‑35 czy B‑2, jest blisko emerytury. Zastąpienie ich trwa długo, bo rozwój myśliwca najwyższej klasy wymaga bardzo specyficznej mieszanki kompetencji: aerodynamiki, kształtowania stealth, walki elektronicznej, integracji systemów oraz - coraz bardziej - architektury oprogramowania.

Do tego prawie każdy zaangażowany musi posiadać poświadczenie bezpieczeństwa. To jeszcze bardziej zawęża pulę kandydatów i wydłuża proces zatrudniania.

Jest też rywalizacja z Doliną Krzemową i wielkimi firmami technologicznymi. Ci sami inżynierowie oprogramowania, którzy mogliby pisać krytyczny kod misji dla bezpiecznej awioniki, mogą też projektować systemy chmurowe lub narzędzia AI dla platform cywilnych - często za wyższe wynagrodzenie i z mniejszą liczbą ograniczeń.

Jeśli Siły Powietrzne i Marynarka jednocześnie przyspieszą swoje programy, zaczną licytować się o tę samą małą pulę najlepszych talentów. Płace rosną, rotacja pracowników się zwiększa, a wiedza projektowa wychodzi za drzwi dokładnie wtedy, gdy stabilność jest najważniejsza.

Ściana komponentów: materiałów, układów i silników nie da się przyspieszyć

Nowoczesne myśliwce to „systemy systemów” ciasno ze sobą zszyte. Koncepcje szóstej generacji dodają kolejną warstwę: współdziałanie z bezzałogowymi dronami, głęboką fuzję sensorów, zagłuszanie, bezpieczne sieciowanie oraz aktualizacje definiowane programowo.

Każda z tych warstw opiera się na fundamentach przemysłowych, które nie skalują się z dnia na dzień. Trzy obszary są szczególnie wrażliwe:

  • Zaawansowane materiały: powłoki stealth, kompozyty wysokotemperaturowe i wyspecjalizowane łączniki wymagają ścisłej kontroli i długich testów kwalifikacyjnych.
  • Elektronika i półprzewodniki: układy do zastosowań lotniczych muszą być odporne na promieniowanie, cyberbezpieczne i w pełni identyfikowalne, co zawęża możliwości pozyskania w porównaniu z elektroniką komercyjną.
  • Napęd: silniki nowej generacji wymagają unikatowych stopów, złożonych blisków, nowych metod chłodzenia i rozległych kampanii testowych.

To nie są sektory, w których menedżerowie „nadrobią” weekendowymi nadgodzinami. Piece mają swoje czasy cykli. Poligony i stanowiska testowe mają harmonogramy. Procesy certyfikacji mają kamienie milowe, których regulatorzy nie będą łatwo skracać - zwłaszcza dla systemów przenoszących uzbrojenie.

Dwa myśliwce oznaczają też dwa chwiejne budżety

Wydatki obronne USA są ogromne w ujęciu bezwzględnym, ale i tak są już rozciągnięte między modernizację sił jądrowych, przestrzeń kosmiczną, cyber, starzejącą się infrastrukturę oraz koszty personelu.

Prowadzenie równolegle dwóch drogich myśliwców nowej generacji wymaga czegoś, z czym Waszyngton ma problem: długiego, stabilnego finansowania przez wiele lat i przez wiele administracji.

Historia pokazuje, co się dzieje, gdy ta stabilność pęka. Kongres opóźnia budżet. Wchodzi limit wydatków. Nowy rząd zmienia priorytety. Programy przesuwają się w prawo, koszty jednostkowe rosną, a urzędnicy „rebaselinuą” harmonogram w optymistycznych slajdach PowerPoint.

Gdy terminy się przesuwają, wojsko ryzykuje wprowadzenie dwóch spóźnionych myśliwców zamiast jednego gotowego samolotu i jednego projektu następczego, który rzeczywiście wyciąga z niego wnioski.

Co może podtrzymać przy życiu hazard z dwoma myśliwcami

Obraz nie jest beznadziejny. Kilka dźwigni mogłoby zamienić ambicję w coś wykonalnego, a nie lekkomyślnego.

Wspólne części i otwarte architektury

Jedna droga to przestać traktować oba samoloty jak całkowicie odrębne wszechświaty. Pentagon mógłby naciskać na rodzinę współdzielonych podsystemów:

  • Wspólne „bloki” oprogramowania i narzędzia deweloperskie
  • Znormalizowane łączności i łącza danych
  • Wielokrotnego użytku moduły sensorów i jednostki przetwarzania
  • Wspólne cyfrowe środowiska projektowania i symulacji

Takie podejście zmniejsza łączne obciążenie inżynieryjne i daje dostawcom bardziej przewidywalne, większe serie komponentów zamiast rozdrobnionych mikro‑zamówień.

Może pomóc także awionika o otwartej architekturze. Jeśli radar, zestawy walki elektronicznej i systemy kokpitu są modułowe, ulepszenia mogą przychodzić jako oprogramowanie lub sprzęt typu plug‑and‑play - bez każdorazowego przeprojektowywania płatowca.

Celowo rozłożone w czasie harmonogramy

Kolejną kluczową dźwignią jest fazowanie. Te dwa myśliwce nie muszą osiągać szczytów rozwoju, prób w locie i produkcji w tym samym roku.

W praktyce mogłoby to oznaczać, że wariant dla Sił Powietrznych jako pierwszy doprowadza do dojrzałości pewne technologie: nowy rdzeń silnika, zaawansowane sensory, część algorytmów autonomii. Myśliwiec Marynarki przejmuje potem te sprawdzone elementy, dodając cechy specyficzne dla lotniskowca, gdy ryzyko jest niższe.

Takie rozproszenie szczytów zmniejsza presję na poligony testowe, ośrodki silnikowe i zespoły programistyczne. Jest mniej efektowne politycznie niż obiecywanie obu myśliwców „już”, ale bardziej zgodne z realną dostępnością ludzi i fabryk.

Odbudowa głębi: wzmacnianie dostawców i kompetencji

W dłuższej perspektywie spór o szóstą generację ujawnia głębsze pytanie: ile „głębi” przemysłowej USA chcą opłacać w czasie pokoju?

Dla dostawców mogłoby to oznaczać kontrakty wieloletnie i wsparcie w finansowaniu nowych maszyn. Pentagon już zaczął mapować ryzyka związane z dostawcami jedynego źródła i zachęcać do tworzenia drugich źródeł w krytycznych niszach, ale tempo pozostaje skromne w porównaniu z ambicjami przypinanymi do myśliwców typu NGAD.

Po stronie ludzi firmy zbrojeniowe zaczynają rekrutować wcześniej i szkolić inaczej. Programy uczniowskie, partnerstwa z uniwersytetami oraz narzędzia „cyfrowego bliźniaka”, które pozwalają juniorom uczyć się na wirtualnych samolotach, to próby wyhodowania nowej kohorty inżynierów i techników z poświadczeniami, zanim stara gwardia odejdzie na emeryturę.

Mówi się też o rozluźnieniu niektórych wąskich gardeł rekrutacyjnych, na przykład o przyspieszeniu procesu nadawania poświadczeń bezpieczeństwa lub dopuszczeniu większej skali zdalnej pracy nad materiałami niejawnymi z bezpiecznych obiektów poza tradycyjnymi ośrodkami. Każdy z tych kroków nieco zmniejsza ludzkie wąskie gardło, choć żaden nie jest magicznym rozwiązaniem.

Co w praktyce oznacza „szósta generacja”

Określenie „myśliwiec szóstej generacji” brzmi zgrabnie, ale ukrywa wiele różnych idei. Analitycy zwykle wskazują kilka cech:

  • Poziomy stealth lepiej dostrojone do przyszłych zagrożeń radarowych
  • Łącza o wysokiej przepustowości do dronów i innych statków powietrznych
  • Rozbudowana fuzja sensorów ze wspomaganiem decyzji przez maszyny
  • Modułowa, software’owa awionika umożliwiająca częste modernizacje
  • Silniki zaprojektowane pod wyższą efektywność i lepsze zarządzanie ciepłem

Każda cecha dokłada przemysłowi kolejne wymagania. Na przykład intensywna fuzja danych oznacza mocniejsze procesory, które generują więcej ciepła, co wymaga nowych systemów chłodzenia i materiałów. Pozornie prosta idea rozchodzi się falą na dziesiątki wyzwań inżynieryjnych i łańcucha dostaw.

Możliwe scenariusze, jeśli luka kadrowa się utrzyma

Jeśli USA nie zdołają wystarczająco szybko poszerzyć puli wyspecjalizowanych pracowników z poświadczeniami, prawdopodobnych jest kilka rezultatów.

Jeden to „inflacja projektu”: oba programy wciąż dodają funkcje, by uzasadniać budżety, a jednocześnie posuwają się wolno, bo brakuje inżynierów do domknięcia prac. Drugi to wymuszone połączenie, gdy Kongres ostatecznie naciska na zbieżność w kierunku jednego wspólnego samolotu, powtarzając stare spory z epoki F‑35.

Trzeci, cichszy scenariusz, to że samoloty powstaną, ale zespoły wsparcia i modernizacji będą w tyle. Myśliwce latają, lecz aktualizacje oprogramowania, części zamienne i nowe tryby sensorów spływają kroplami. Na papierze flota wygląda groźnie. W codziennych działaniach wskaźniki gotowości i dane misji pozostają poniżej oczekiwań.

Każdy z tych wyników niesie ryzyko strategiczne. Przeciwnicy obserwują nie tylko to, jak smukle wyglądają prototypy, ale ile samolotów USA są w stanie utrzymać w gotowości bojowej w dowolnym momencie.

Dlaczego to ma znaczenie nie tylko dla pasjonatów lotnictwa

Debata o myśliwcach szóstej generacji jest studium przypadku szerszego problemu: czy zaawansowane gospodarki wciąż potrafią zmobilizować do dużych, wieloletnich projektów wystarczającą liczbę specjalistów i mocy przemysłowych przy rygorystycznych zasadach bezpieczeństwa?

Odpowiedź ukształtuje znacznie więcej niż walkę powietrzną. Podobne ograniczenia wiszą nad obroną przeciwrakietową, łącznością odporną na zagrożenia kwantowe, bronią hipersoniczną, a nawet budową okrętów podwodnych o napędzie jądrowym. W każdej z tych dziedzin nagłówki o technologii przykrywają bardziej przyziemne pytanie o spawaczy, programistów, metalurgów i średnich dostawców, których nie da się natychmiast wymienić na globalnym rynku.

Dla USA prowadzenie równolegle dwóch linii myśliwców nowej generacji mniej dotyczy udowodnienia, że potrafią zaprojektować błyszczące odrzutowce, a bardziej tego, czy potrafią odbudować cierpliwą, nieefektowną siłę przemysłową, która sprawia, że te maszyny są realne, serwisowalne i modernizowalne przez dekady.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz