In practice, a flagship digital overhaul is sinking fast.
Germany’s ambitious plan to wire its armoured forces for data-age warfare is bogged down in delays, unusable radios and furious soldiers, just as France’s comparable programme quietly reaches frontline maturity. The contrast is forcing uncomfortable questions in Berlin about defence spending, military culture and the real cost of going “all in” on digital transformation.
Od projektu pokazowego do bólu głowy za 20 mld euro
Po pierwszej rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2014 r., a następnie ponownie w 2022 r., Berlin obiecał odbudować swoje siły zbrojne i postawić na wojnę „sieciocentryczną”. Kluczowym elementem tej obietnicy był program D-LBO, skrót od Digitalisierung Landbasierter Operationen – cyfryzacja operacji lądowych.
Pomysł był prosty i ambitny. Każdy niemiecki pojazd i każdy pododdział wojsk lądowych – od czołgów po piechotę – miałby wymieniać dane w czasie rzeczywistym: pozycje, mapy, wideo, informacje o celach. Pozwoliłoby to dowódcom znacznie szybciej koordynować artylerię, drony i pododdziały lądowe oraz dotrzymać kroku sojusznikom w NATO.
Ambicją projektu było przekształcenie jednostek pancernych Bundeswehry w w pełni połączoną, opartą na danych siłę w zaledwie kilka lat.
Koszt odpowiadał ambicjom. Na szerzej rozumianą cyfrową modernizację przeznaczono około 20 mld euro, a w 2022 r. podpisano umowę ramową na 2,9 mld euro z niemieckim specjalistą elektroniki Rohde & Schwarz. Jego programowalna radiostacja VR500 (software-defined radio), oparta na platformie Soveron, wygrała rywalizację z francuskim Thalesem.
Berlin chciał, aby pierwsza w pełni zdigitalizowana dywizja była gotowa do służby bojowej do 2027 r. Dziś to wygląda na odległe.
Radiostacje, z których żołnierze ledwo potrafią korzystać
Radiostację VR500 reklamowano jako „plug-and-play” i rozwiązanie przyszłościowe: bezpieczne, interoperacyjne oraz zdolne do przenoszenia głosu, danych i obrazu nawet pod elektronicznym ostrzałem. Na poligonach doświadczenia okazały się zupełnie inne.
Gdy interfejs staje się wrogiem
Testy polowe szybko ujawniły brutalną wadę: system może i jest sprytny, ale interfejs użytkownika już nie. Żołnierze, a nawet doświadczeni oficerowie, mają trudności z wykonywaniem podstawowych zadań – takich jak skonfigurowanie łączności grupowej czy przełączanie się między sieciami pod presją.
To, co powinno trwać sekundy, zajmuje minuty. Każde połączenie wymaga wielu kroków konfiguracji, menu i parametrów. W ćwiczeniach pokojowych to frustruje. Pod ostrzałem – byłoby śmiertelne.
Meldunki z batalionów mówią o „nieużytecznych” interfejsach, gdy członkowie załogi potrzebują kilku minut, by zestawić rozmowę, która powinna być niemal natychmiastowa.
Zamiast ułatwiać pracę, oprogramowanie dodaje kolejną warstwę stresu. Żołnierze wychowani na smartfonach są zaskoczeni, jak nieintuicyjny jest system wojskowy. Niektórzy oficerowie mówią dziś otwarcie, że bardziej ufają starszym, prostszym radiostacjom – mimo ich ograniczeń technicznych.
Logistyczny koszmar w każdym czołgu
Pięć tygodni pracy na jednego Leoparda 2
Problemy nie ograniczają się do oprogramowania. Sama instalacja nowych radiostacji w niemieckich ciężkich wozach bojowych przerodziła się w katastrofę w zwolnionym tempie.
Aby w pełni wyposażyć jeden czołg podstawowy Leopard 2, Bundeswehra potrzebuje dwóch wyspecjalizowanych mechaników, z których każdy pracuje około 200 godzin. To oznacza mniej więcej pięć tygodni pracy na jeden pojazd – nie licząc testów i usuwania usterek.
W skali 10 tys. pojazdów przewidzianych do cyfryzacji liczby przestają się spinać. W obecnym tempie cykl przeciągnąłby się o lata poza polityczne obietnice i zobowiązania sojusznicze.
- Czas cyfryzacji jednego Leoparda 2: ok. 400 roboczogodzin
- Liczba typów pojazdów we flocie Bundeswehry: ok. 150
- Typy pojazdów obecnie dopuszczone do nowej radiostacji: tylko 8
- Pojazdy wciąż czekające w magazynach: tysiące
Większość floty tkwi w praktyce w zawieszeniu. Tylko niewielki ułamek typów pojazdów został oficjalnie dopuszczony do montażu nowego sprzętu. Reszta stoi w hangarach albo używa rozwiązań legacy, co rozrywa łączność w całych siłach.
Zabójcze opóźnienia w strumieniu danych
Poza kłopotami z instalacją i słabą ergonomią, krytykowana jest też skuteczność operacyjna.
Raporty z jednostek opisują stałe, trzysekundowe opóźnienie w transmisji głosu. W zwykłej rozmowie telefonicznej to irytujące. W walce może decydować o tym, kto strzeli pierwszy, kto zdąży przyjąć osłonę i kto znajdzie się w zasięgu uderzenia artylerii.
Udostępnianie map i danych jest jeszcze gorsze. Przesłanie obrazu sytuacji taktycznej między dwoma pojazdami może trwać 10–20 minut. W tym czasie szybko manewrujący przeciwnik może zmienić pozycję, wycofać się albo uderzyć gdzie indziej.
Jeden niemiecki poseł zażartował podczas wizyty w batalionie czołgów, że „zanim mapa dotrze, wróg zdąży się spakować i pójść do domu”.
Takie opóźnienia podważają kluczową obietnicę cyfryzacji: szybsze i bardziej precyzyjne decyzje oparte na żywych danych.
Hybrydowe obejścia i drodzy konsultanci
Od śmiałej transformacji do kompromisu z łatek
Wobec narastającej krytyki niemieckie ministerstwo obrony po cichu wycofało się z pierwotnej wizji. Oficjalne dokumenty mówią dziś o „kompatybilności hybrydowej”: podejściu „mix-and-match”, które pozostawia w użyciu stare analogowe radiostacje obok częściowo zintegrowanych modułów cyfrowych.
Dla jednostek liniowych oznacza to więcej kabli, więcej skrzynek i więcej potencjalnych punktów awarii. Utrudnia to również szkolenie i obsługę techniczną, bo załogi żonglują nakładającymi się systemami.
Mimo to Berlin twierdzi, że do końca 2025 r. pojawi się poprawka techniczna. Wielu posłów, widząc stan projektu, wątpi w te zapewnienia. Poseł Zielonych Sebastian Schäfer ujął nastroje bez ogródek: to po prostu nie działa.
Stawki dzienne, które bolą
Aby uniknąć całkowitego załamania, resort sięga po kolejne pieniądze. Dodatkowe 156,7 mln euro przeznaczono na wsparcie z zewnątrz.
| Podmiot | Rola w działaniach ratunkowych |
|---|---|
| BWI GmbH | Publiczny dostawca usług IT koordynujący projekt |
| Capgemini | Integracja systemów i wsparcie architektury |
| PwC | Zarządzanie projektem i nadzór |
| msg systems | Rozwój oprogramowania i optymalizacja interfejsu |
Przecieki parlamentarne sugerują, że niektórzy konsultanci liczą nawet 1200 euro dziennie. Przeciwnicy polityczni pytają dziś, czy Niemcy nie płacą podwójnie: raz za system, który nie działa, a drugi raz za ekspertów, by dało się z niego korzystać.
Po drugiej stronie Renu francuskie czołgi po cichu wchodzą do sieci
Scorpion: ewolucja zamiast rewolucji
Podczas gdy Berlin zmaga się ze swoim „cyfrowym słoniem”, Paryż konsekwentnie wdraża własny program modernizacyjny SCORPION. Francuski cel jest zasadniczo podobny: połączyć pojazdy opancerzone, piechotę i stanowiska dowodzenia w bezpiecznej sieci taktycznej.
Trzonem jest SICS – Scorpion Combat Information System. Oferuje narzędzia dowodzenia oparte na mapie, śledzenie sił własnych (blue-force tracking) i zintegrowaną łączność, ale od początku był wbudowany w sprzęt.
Nowe francuskie pojazdy, takie jak Griffon, Jaguar i Serval, projektowano wokół architektury cyfrowej, a nie doposażano w nią dopiero po latach.
Ta decyzja projektowa ma znaczenie. Zasilanie, anteny, ekrany i wiązki przewodów zaplanowano pod systemy cyfrowe, zanim z fabryki zjechał pierwszy pojazd. Interfejs człowiek–maszyna testowano z żołnierzami wcześnie, a w całej flocie zastosowano wspólny standard.
Francuskie jednostki wysyłane do Sahelu oraz na misje NATO w Europie Wschodniej używały już systemów SCORPION w realnych działaniach. Opinie wskazują na usterki i opóźnienia, ale nie na fundamentalny kryzys użyteczności, jaki widać w Niemczech.
Dlaczego francuskie podejście działa lepiej
Francuscy oficerowie często mówią, że SCORPION to mniej gadżet, a bardziej nowy sposób walki. Doktryna, szkolenie i zakupy ewoluowały razem, zamiast w izolacji.
Wyróżnia się kilka elementów:
- Wdrożenie etapowe: Francja cyfryzowała konkretne brygady i platformy krok po kroku, zbierając opinie przed skalowaniem.
- Nowe pojazdy z założenia: Kluczowe platformy od początku budowano pod sieć, ograniczając potrzebę skomplikowanych modernizacji.
- Ujednolicone interfejsy: Załogi przechodzą między pojazdami bez konieczności uczenia się systemu od zera za każdym razem.
- Wczesna praca nad doktryną: Taktykę i procedury aktualizowano równolegle, by technologia wspierała sposób prowadzenia działań.
Niemcy natomiast próbowali „doszczepić” nowoczesną sieć do platform mających po kilkadziesiąt lat, poświęcając mniej uwagi obciążeniu załóg i integracji w całych siłach.
Co „cyfrowe czołgi” naprawdę zmieniają na polu walki
Koncepcja może brzmieć abstrakcyjnie, więc warto wyobrazić sobie prosty scenariusz. Niemiecki lub francuski dron rozpoznawczy dostrzega w oddali wrogie wozy pancerne. W sieci cyfrowej operatorzy drona oznaczają lokalizację na współdzielonej mapie. Ta informacja pojawia się w ciągu sekund na wyświetlaczu dowódcy czołgu, wraz z sugerowanymi stanowiskami ogniowymi i wspierającymi jednostkami artylerii.
Jeśli jednak sieć ma trzysekundowe opóźnienie w łączności głosowej i 15 minut zwłoki w aktualizacjach mapy, ten łańcuch się rwie. Dron nadal może wykryć przeciwnika, ale czołgi ruszą za późno albo w złe miejsce. Przewaga „zobaczyć pierwszym i uderzyć pierwszym” znika.
Cyfryzacja nie polega na błyszczących ekranach. Chodzi o skracanie decyzji o sekundy i unikanie przypadków ognia bratobójczego. Pozwala też mniejszym armiom koordynować działania precyzyjniej – co ma znaczenie dla średnich europejskich sił lądowych mierzących się z masowymi rosyjskimi zgrupowaniami.
Kluczowe pojęcia i ryzyka kryjące się za modnymi hasłami
W tych debatach wciąż powracają dwa określenia:
Radio programowalne (SDR, software-defined radio): Zamiast opierać się na stałych kanałach sprzętowych, SDR-y wykorzystują oprogramowanie do zmiany częstotliwości, przebiegów sygnału i szyfrowania „w locie”. Są elastyczne i dają się aktualizować, ale są też bardziej złożone w obsłudze niż klasyczne radiostacje.
Chmura walki / walka współpracy (combat cloud / collaborative combat): Oznacza ciągłe współdzielenie informacji między sensorami (radary, drony, patrole) a „strzelcami” (czołgi, artyleria, lotnictwo). Założenie jest takie, że każdy „strzelec” może w teorii niemal natychmiast wykorzystać dane z dowolnego sensora.
Ryzyka są oczywiste. Większa złożoność zwiększa prawdopodobieństwo błędów oprogramowania. Większa łączność powiększa powierzchnię ataku dla hakerów i walki radioelektronicznej. Jeśli interfejs jest słaby, załogi mogą zostać przytłoczone i wrócić do starych nawyków, marnując inwestycję.
Jest też ryzyko kulturowe: politycy mogą zakładać, że samo dosypywanie pieniędzy do cyfrowego sprzętu gwarantuje przewagę. Trwające problemy Niemiec pokazują, że bez realistycznych harmonogramów, głosu żołnierzy z linii i bezwzględnych testów nawet dobrze finansowany program może ugrzęznąć w kosztownej nieskuteczności.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz