Germany przeznacza dziesiątki miliardów euro na swoje siły zbrojne, a mimo to wybór konkretnego, amerykańskiego systemu dronów budzi zdziwienie w Paryżu, Brukseli i nie tylko. Ten ruch nie jest jedynie decyzją zakupową - sygnalizuje głębszą zmianę w tym, na co Berlin stawia w zakresie zdolności wojskowych i z kim chce budować przyszłą potęgę powietrzną.
Niemiecki rozmach wydatków obronnych wchodzi na nowy poziom
17 grudnia komisja budżetowa Bundestagu zatwierdziła 30 nowych projektów zbrojeniowych o łącznej wartości około 50 mld euro. Programy te nakładają się na ogromny budżet obronny na nadchodzący rok: 87,2 mld euro dla Bundeswehry oraz dodatkowe 25,5 mld euro z funduszu specjalnego utworzonego po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
Daje to Berlinowi ponad 110 mld euro na przebudowę sił zbrojnych - skok względem ubiegłorocznych 83 mld euro, które i tak obejmowały 103 odrębne programy. Dla kraju, który przez długi czas przedstawiał się jako „mocarstwo cywilne”, jest to uderzające przyspieszenie.
Skala i tempo niemieckiego dozbrajania zaczynają dorównywać głównym cyklom modernizacyjnym z czasów zimnej wojny.
Deklarowanym celem Berlina jest reakcja na twardsze środowisko bezpieczeństwa w Europie. Wojna w Ukrainie, obawy o przyszłą trajektorię Rosji oraz wątpliwości co do długoterminowej wiarygodności USA pod różnymi administracjami - wszystko to wpływa na niemieckich planistów.
Od czołgów po pociski: co Niemcy faktycznie kupują
Nowa fala wydatków obejmuje ląd, morze, powietrze, cyberprzestrzeń i kosmos. Część zakupów została już publicznie zapowiedziana. W październiku Niemcy zatwierdziły zakup 20 samolotów bojowych Eurofighter EF-2000 o wartości 3,75 mld euro. W listopadzie dołożyły pakiet wozów opancerzonych za 8 mld euro, w tym Schakal, Luchs 2 oraz SpähFz NG.
Kluczowe systemy lądowe
- Nowe bojowe wozy piechoty Boxer i Puma
- Dodatkowe pojazdy opancerzone CAVS do transportu żołnierzy
- Systemy artyleryjskie RCH 155 do wsparcia ogniowego na dalekim dystansie
- Zwiększone zapasy amunicji do obrony powietrznej
Rozpoczynają się też prace nad Taurus Neo - zmodernizowanym, odpalanym z powietrza pociskiem manewrującym przeznaczonym do rażenia umocnionych celów na dużą odległość. Program ma szczególny ciężar polityczny ze względu na wielokrotne prośby Ukrainy o pociski Taurus i niechęć Berlina do ich przekazania.
Kosmos staje się niemieckim priorytetem wojskowym
Niemcy nie ograniczają ambicji do atmosfery. Ministerstwo Obrony planuje zainwestować do 2030 roku około 35 mld euro w zdolności kosmiczne. W centrum tego wysiłku znajduje się projekt o nazwie jak z science fiction: SPOCK.
SPOCK to program konstelacji i usług, którego celem jest wzmocnienie niemieckich zdolności operacyjnego śledzenia i rozpoznania z orbity. Projekt wyceniono na 1,76 mld euro i nadano mu status „pilny”, wskazując na zmieniający się klimat bezpieczeństwa w Europie oraz rosnącą rolę satelitów we współczesnej wojnie.
SPOCK sygnalizuje zamiar Berlina, by traktować kosmos jako domenę sporną, a nie jedynie dodatek do tradycyjnego planowania wojskowego.
Projekt zrealizuje spółka joint venture niemieckiego giganta zbrojeniowego Rheinmetall i wywodzącego się z Finlandii specjalisty satelitarnego ICEYE. Satelity z radarem z syntetyczną aperturą (SAR), które ICEYE już eksploatuje, potrafią „widzieć” przez chmury i w nocy, zapewniając niemal ciągłą świadomość sytuacyjną nad granicami Europy i daleko poza nimi.
Drony: wybór, który poruszył Paryż i Brukselę
Wśród lawiny zapowiedzi jedna decyzja wyróżnia się ładunkiem politycznym. Niemcy zdecydowały się kupić drony MQ‑9B SeaGuardian od amerykańskiego producenta General Atomics. Czysto technicznie ma to sens: to dojrzała, sprawdzona bojowo platforma długotrwałego lotu, z szeroką dostępnością części zamiennych i wsparcia.
Kontrowersja wynika z tego, do czego Berlin już się zobowiązał. Niemcy są jednym z motorów programu Eurodrone - europejskiego projektu drona klasy MALE (średni pułap, długotrwałość lotu), wspieranego przez Niemcy, Francję, Hiszpanię i Włochy. Berlin nie jest wyłącznie klientem; odgrywa wiodącą rolę w sterowaniu programem.
Sięgając po MQ‑9B, gdy Eurodrone wciąż jest w fazie rozwoju, Niemcy wyglądają tak, jakby zabezpieczały się kosztem własnego flagowego projektu europejskiego.
MQ‑9B SeaGuardian zaprojektowano do dalekozasięgowych misji rozpoznania, obserwacji i wywiadu oraz do zadań morskich, w tym zwalczania okrętów podwodnych. Może pozostawać w powietrzu ponad 30 godzin, łącząc długotrwałość lotu z dużym ładunkiem sensorów.
Co MQ‑9B wnosi do Bundeswehry
- Długotrwałość lotu powyżej 30 godzin (zależnie od ładunku i profilu misji)
- Głowica optoelektroniczna/podczerwona MX‑20 do obrazowania w dzień i w nocy
- Radar morski SeaVue do wykrywania statków i małych łodzi
- Możliwość zrzutu boi akustycznych do wykrywania okrętów podwodnych
- Opcja instalacji radaru AESA Seaspray 7500E V2 do zaawansowanego dozoru morskiego
Te zdolności dobrze odpowiadają niemieckim potrzebom monitorowania Morza Bałtyckiego, Morza Północnego i podejść północnoatlantyckich. Uzupełniają też operacje NATO, gdzie siły USA i Wielkiej Brytanii już używają pokrewnych rodzin dronów.
Co to oznacza dla Eurodrone i projektów francusko‑niemieckich
Dla partnerów inwestujących w europejską bazę przemysłu obronnego moment jest bolesny. Eurodrone od dawna promowano jako odpowiedź na dominację USA i Izraela w dronach MALE. Jeśli jego główny sponsor zamawia amerykańskie drony do misji, które Eurodrone ma kiedyś realizować, polityczne wsparcie dla systemu europejskiego wygląda na mniej pewne.
Efekty uboczne dotyczą nie tylko jednej platformy. Zamówienie SeaGuardian rodzi wątpliwości wokół kolejnej inicjatywy francusko‑niemieckiej: MAWS (Maritime Airborne Warfare System), przyszłego systemu morskiego lotnictwa rozpoznawczo‑uderzeniowego, który ma zastąpić starzejące się samoloty patrolu morskiego. Jeśli Niemcy już przykrywają część dozoru morskiego amerykańskimi dronami, przyszłe inwestycje w załogowe samoloty wysokiej klasy mogą znaleźć się pod presją.
| Aspekt | Eurodrone (planowany) | MQ‑9B SeaGuardian (zamówiony) |
|---|---|---|
| Status | W fazie rozwoju | Operacyjny, w służbie u sojuszników |
| Zasięg/długotrwałość | Długotrwałość lotu, dokładne parametry wciąż się kształtują | 30+ godzin, potwierdzone |
| Pochodzenie | Konsorcjum europejskie | Stany Zjednoczone |
| Cel polityczny | Wzmocnienie strategicznej autonomii UE | Szybkie zdolności, interoperacyjność z NATO |
Z perspektywy Berlina logika jest prosta: Bundeswehra potrzebuje dronów teraz, a nie za pięć czy dziesięć lat, a systemy zgodne ze standardami NATO ułatwiają integrację z sojusznikami. Z perspektywy Paryża przekaz jest bardziej gorzki: gdy harmonogramy się rozjeżdżają, Niemcy i tak najpierw zwrócą się do Waszyngtonu.
Dlaczego Berlin postawił na amerykańskie drony
Niemieccy planiści obronni są pod silną presją, by szybko dostarczyć widoczne przyrosty zdolności. Lata niedofinansowania pozostawiły Bundeswehrę z niedoborami podstawowego wyposażenia, części zamiennych i nowoczesnych platform. Drony należą do najszybszych sposobów zwiększenia zasięgu dozoru bez narażania pilotów.
MQ‑9B ma też mniej omawianą zaletę: dopuszczenia prawne i regulacyjne. Platforma już spełnia wiele standardów zdatności do lotu NATO i rozpoczęła długi proces integracji z kontrolowaną przestrzenią powietrzną w kilku krajach. To ma znaczenie dla Niemiec, gdzie krajowe organy lotnictwa i opinia publiczna uważnie przyglądają się wszystkiemu, co lata nad obszarami cywilnymi.
Umowa na SeaGuardian to w równym stopniu kwestia terminów i ryzyka politycznego w kraju, co parametrów na papierze.
W grę wchodzi również strategiczne zabezpieczenie. Dywersyfikując dostawców między systemami europejskimi i amerykańskimi, Berlin zostawia sobie furtkę na wypadek opóźnień, problemów technicznych lub przekroczeń kosztów w którymś programie. W obecnym środowisku bezpieczeństwa redundancja może wyglądać bardziej jak roztropność niż nielojalność.
Szersze konsekwencje dla europejskiej autonomii obronnej
Napięcie między „europejską suwerennością” a „interoperacyjnością z NATO” jest sednem tej historii. Francja zwykle mocno forsuje rozwiązania produkowane w Europie, nawet przy wyższych kosztach lub dłuższych terminach. Niemcy często równoważą te aspiracje silnym instynktem, by pozostawać ściśle wpiętym w struktury prowadzone przez USA.
Wybory dotyczące dronów mogą wydawać się techniczne, ale kształtują to, gdzie przez następną dekadę trafią inżynierowie, dostawcy i pieniądze na badania. Jeśli zbyt wiele państw europejskich wypełni niebo platformami USA, rodzime alternatywy ryzykują stanie się niszowe lub nieopłacalne.
Dla mniejszych krajów UE obserwujących Berlin sygnał ma znaczenie. Jeśli największa gospodarka kontynentu ma wątpliwości co do polegania wyłącznie na europejskim dronie, inne państwa mogą uznać, że podobna ścieżka jest uzasadniona - co wzmocni amerykańską dominację przemysłową w tym segmencie.
Kluczowe pojęcia i co naprawdę oznaczają
Kilka skrótów w tej debacie ukrywa złożone systemy pod krótkimi etykietami:
- Dron MALE: bezzałogowy statek powietrzny średniego pułapu i długotrwałości lotu, operujący zwykle między 10 000 a 30 000 stóp przez wiele godzin.
- ISR: wywiad, obserwacja i rozpoznanie - zestaw sensorów i łączy danych, który zamienia drona w stałe „oko na niebie”.
- Radar AESA: aktywna antena ze skanowaniem elektronicznym (Active Electronically Scanned Array), radar zdolny do szybkiej zmiany kierunku wiązki bez ruchomych części, oferujący ostrzejszy obraz i wiele trybów śledzenia.
Zrozumienie tych pojęć pomaga wyjaśnić, dlaczego ministerstwa obrony skłaniają się ku dojrzałym, zintegrowanym systemom. Dron bez solidnego pakietu ISR to tylko latająca platforma; wartość tkwi w sensorach, fuzji danych i zdolności wpięcia się w sieci sojuszników.
Potencjalne scenariusze, jeśli Eurodrone się zachwieje
Jeśli Eurodrone zaliczy kolejne opóźnienia lub spory między partnerami, możliwych jest kilka trajektorii. Niemcy mogłyby zwiększyć flotę MQ‑9B i używać jej jako głównego konia roboczego do dozoru, spychając Eurodrone do roli niszowej lub ograniczając zamówienia. Francja i Hiszpania mogłyby z kolei podwoić stawkę na Eurodrone, by ochronić własny przemysł, tworząc podzielony europejski krajobraz dronowy.
Inny scenariusz zakłada, że Eurodrone w końcu dojrzeje, ale wejdzie na zatłoczony rynek. Wówczas musiałby wygrać wyspecjalizowanymi misjami - na przykład walką elektroniczną lub szczególnie chronionymi łączami danych mniej zależnymi od infrastruktury USA. To nadal wspierałoby europejską autonomię, lecz w węższym wycinku spektrum, niż pierwotnie zakładano.
Na razie przekaz Niemiec jest bezpośredni: w dekadzie napędzanej kryzysami, w której szybkość i niezawodność górują nad symbolicznymi gestami, amerykańskie drony są bezpieczniejszym zakładem krótkoterminowym - nawet kosztem irytowania najbliższych europejskich partnerów.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz