Przejdź do treści

Nowy morski potwór Korei Północnej: dlaczego najnowszy okręt wojenny Pyongyangu budzi poważne obawy świata.

Osoba pracuje nad modelem okrętu na stole, obok leżą mapa i odznaczenie, w tle widać morze przez okno.

Wodowanie niszczyciela Choe Hyon oznacza ostry zwrot w morskich ambicjach Korei Północnej, rodząc nowe pytania dla Korei Południowej, Japonii i Stanów Zjednoczonych o to, jak daleko Kim Dzong Un chce wypchnąć swoje siły na morze.

Wyreżyserowana ceremonia, bardzo realny sygnał

Gdy Kim Dzong Un wszedł na pokład nowego niszczyciela Choe Hyon na początku października, choreografia wydawała się znajoma: nieskazitelne mundury, wypolerowane pokłady, patriotyczna muzyka i kamery śledzące każdy gest. Jednak za propagandą analitycy wojskowi dostrzegli coś, co rzeczywiście zrywa z dotychczasową praktyką Korei Północnej.

Przez dekady marynarka wojenna tego kraju była w dużej mierze formacją obrony wybrzeża, opartą na starzejących się kutrach patrolowych, małych jednostkach rakietowych i okrętach podwodnych z napędem diesel-elektrycznym, trzymających się wód przybrzeżnych. Choe Hyon jest inny. Przy szacowanej wyporności 5 000–5 500 ton to pełnoprawny niszczyciel, zaprojektowany do działań i walki daleko od brzegu.

Choe Hyon to pierwszy północnokoreański nawodny okręt bojowy pomyślany do operowania poza wodami przybrzeżnymi, zmieniający lokalną marynarkę w czynnik regionalny.

Media państwowe przedstawiają okręt jako symbol narodowej dumy. Zachodni i azjatyccy urzędnicy obrony widzą natomiast platformę, która może dać Pjongjangowi nowe sposoby zagrażania amerykańskim bazom, żegludze sojuszniczej i regionalnym szlakom handlowym.

Bardziej „stealth” niż oczekiwano

Architektura zaprojektowana, by mylić sensory

Zdjęcia satelitarne i oficjalne nagrania sugerują, że Choe Hyon ma wyraźnie nowoczesną sylwetkę. Nadbudówka wygląda na kanciastą i zwartą, z naciskiem na ograniczenie odbić radarowych. Analitycy opisują pewien układ „dwublokowy”, który rozbija profil okrętu - rozwiązanie typowe dla bardziej zaawansowanych konstrukcji.

Wyróżnia się kilka cech:

  • Działo główne kal. ok. 127 mm na dziobie, odpowiednie do ostrzału wybrzeża i starć nawodnych.
  • Działa pomocnicze ukryte w nadbudówce w celu zmniejszenia sygnatury radarowej.
  • System obrony bezpośredniej (CIWS) przypominający rosyjski AK‑630, przeznaczony do zwalczania nadlatujących pocisków na bardzo krótkim dystansie.
  • Dwie grupy wyrzutni pionowego startu (VLS), jedna w pobliżu dziobu i jedna bliżej rufy.

Najbardziej niepokojące są bloki VLS. Pozwalają one umieścić pociski pod pokładem i odpalać je pionowo, zamiast używać widocznych, skośnych wyrzutni. Szacunki wskazują, że Choe Hyon mógłby przenosić do 76 pocisków różnych typów.

Niszczyciel średniej wielkości z kilkudziesięcioma pociskami manewrującymi lub przeciwokrętowymi zmusza planistów do traktowania Korei Północnej jako czegoś więcej niż przybrzeżnego utrapienia.

Chińska inspiracja, północnokoreańska adaptacja

Ściany anten radarowych okrętu wyglądają, jakby czerpały inspirację z chińskich niszczycieli typu 052D, które wykorzystują stałe panele radarów AESA do dalekiego wykrywania celów powietrznych i nawodnych. Korea Północna najpewniej nie dysponuje porównywalnym poziomem elektroniki, ale podobieństwo wizualne wskazuje na wpływ Chin - bezpośredni lub pośredni.

Czujniki elektrooptyczne - kopuły i głowice kryjące kamery oraz systemy podczerwieni - nadają okrętowi bardziej współczesny wygląd niż starszym jednostkom północnokoreańskim uzbrojonym w przeciwokrętowy pocisk Kumsong‑3, sam inspirowany rosyjskim Ch‑35.

Tajemnica kryje się poniżej linii wodnej. Bez dostępu do nowoczesnych turbin gazowych z powodu sankcji i ograniczeń technologicznych eksperci sądzą, że Choe Hyon opiera się na konwencjonalnym układzie napędowym diesla. Ograniczałoby to prędkość i długotrwałość działań w porównaniu z zachodnimi niszczycielami, ale nadal zapewniałoby zasięg wystarczający do operacji na Morzu Japońskim, Morzu Żółtym i w pobliżu strategicznych „wąskich gardeł” w Azji Północno‑Wschodniej.

Więcej niż symbol: nowy problem strategiczny

Pociski, które przerysowują mapę

Prawdziwy wpływ Choe Hyon tkwi w tym, co może przenosić. Korea Północna mocno inwestowała w pociski manewrujące i balistyczne, w tym takie, które według jej deklaracji można wyposażyć w głowice jądrowe. Jeśli takie uzbrojenie trafi do komór VLS na tym okręcie, mapy obronne sojuszników zmienią się z dnia na dzień.

Pojedynczy niszczyciel operujący na wodach międzynarodowych, potencjalnie uzbrojony w pociski manewrujące dalekiego zasięgu, może dosięgnąć takich celów jak amerykańskie instalacje na Okinawie, a nawet - teoretycznie - Guam, zależnie od ostatecznej konfiguracji rakiet. To zmusza USA i ich sojuszników do śledzenia i eskortowania okrętu za każdym razem, gdy opuszcza port.

Uzbrojony północnokoreański niszczyciel na pełnym morzu zaciera granicę między rutynową obecnością morską a bezpośrednim zagrożeniem - zwłaszcza gdy nie wiadomo, co znajduje się w wyrzutniach.

Efekt jest psychologiczny równie mocno, co militarny. Dowódcy muszą zakładać najgorszy wariant: że część pocisków może przenosić głowice jądrowe lub chemiczne, nawet jeśli brak publicznych dowodów.

Napięcie w „szarych strefach”

Choe Hyon wpisuje się też w trend działań w „szarej strefie”, gdzie państwa przesuwają granice bez wywoływania otwartej wojny. Północnokoreański niszczyciel krążący w pobliżu wspólnych ćwiczeń USA–Korea Południowa albo ocierający się o wody japońskie może tworzyć prawne i strategiczne bóle głowy.

Czy to tylko korzystanie z prawa do żeglugi po wodach międzynarodowych, czy ustawianie się do uderzenia? Jak blisko to „za blisko”? Czy siły sojusznicze zaryzykują wejście na pokład lub nękanie jednostki, z całym ryzykiem eskalacji? Dokładnie takie dylematy Pjongjang często stara się wywoływać.

Początek nowej floty Korei Północnej?

Od jednego prototypu do małej grupy zadaniowej

Planiści obronni rzadko martwią się pojedynczym okrętem samym w sobie. Ich obawy dotyczą tego, co będzie dalej. Choe Hyon może być jednorazowym projektem prestiżowym, ale kilka sygnałów sugeruje, że może to być pierwszy model nowej serii.

Przyszła północnokoreańska grupa nawodna mogłaby obejmować:

  • Kilka niszczycieli typu Choe Hyon do obrony powietrznej i misji uderzeniowych.
  • Mniejsze korwety rakietowe i szybkie jednostki uderzeniowe do osłony bliskiej.
  • Okręty logistyczne i zaopatrzeniowe do wspierania dłuższych rejsów.
  • Okręty podwodne z napędem diesla działające w pobliżu, by dodać zagrożenie podwodne.

Taki schemat przypomina to, co Chiny robiły na początku lat 2000.: wprowadzały fregaty typu 054, by zdobyć doświadczenie w operacjach oceanicznych (blue‑water), zanim przeskalowały program do znacznie większych jednostek typu 055. Podejście krok po kroku pozwala na stopniowe uczenie się, podczas gdy propaganda przedstawia wszystko jako działania obronne.

Jak wypada na tle światowych niszczycieli

Pod względem „surowej” siły ognia i zaawansowania Choe Hyon nie dorównuje czołowym niszczycielom Stanów Zjednoczonych, Chin ani sojuszników USA. Współczesne jednostki, takie jak amerykański Arleigh Burke Flight III czy południowokoreański KDX‑III Batch II, przenoszą więcej pocisków, mają lepsze radary i silniejsze systemy obrony powietrznej.

Klasa Kraj Przybliżona wyporność Komory VLS Kluczowa rola
Arleigh Burke Flight III Stany Zjednoczone 9 800 t 96 Obrona powietrzna obszaru, uderzenia lądowe Tomahawk
Type 052D Chiny 7 500 t 64 Regionalna projekcja siły, eskorty
KDX‑III Batch II Korea Południowa 10 600 t 128 Tarcza przeciwrakietowa przeciw Korei Płn., operacje oceaniczne
Type 45 Daring Wielka Brytania 8 500 t 48 Eskorta obrony powietrznej wysokiej klasy
Choe Hyon (szac.) Korea Północna 5 000–5 500 t do ok. 76* Regionalne uderzenie i odstraszanie (*niepotwierdzone)

O znaczeniu Choe Hyon nie decyduje to, że pokonuje te okręty w bezpośrednim starciu. Nie pokonuje. Zamiast tego daje Korei Północnej narzędzie asymetryczne: relatywnie skromne w skali globalnej, ale potencjalnie przełomowe dla państwa, które wcześniej opierało się na krótkodystansowych jednostkach przybrzeżnych i okrętach podwodnych.

Trudniejsze zadanie dla Seulu i Tokio

Morze jako bufor nie jest już gwarantowane

Korea Południowa i Japonia od dawna budowały swoją postawę obronną wokół założenia, że morze działa jako częściowa tarcza. Oczywiście pociski mogą przelatywać nad wodą, ale sądzono, że wrogie okręty nawodne łatwiej śledzić i odstraszać w pobliżu Półwyspu Koreańskiego.

Choe Hyon podważa to poczucie dystansu. Może śledzić ruch statków handlowych, zbliżać się do „bastionów” okrętów podwodnych albo zagrażać słabiej chronionej infrastrukturze przybrzeżnej z krótkim wyprzedzeniem. To zmusza Seul i Tokio do korekt.

Prawdopodobne odpowiedzi obejmują:

  • Bardziej ciągłe patrole z użyciem samolotów patrolu morskiego i dronów.
  • Większe inwestycje w przeciwokrętowe pociski i systemy wskazywania celów dalekiego zasięgu.
  • Ściślejszą integrację struktur dowodzenia morskiego i lotniczego w czasie kryzysów.
  • Dodatkowe wspólne ćwiczenia skoncentrowane na wykrywaniu i neutralizowaniu nawodnych celów wysokiej wartości.

Japońskie niszczyciele klas Maya i Atago, a także południowokoreańskie jednostki KDX‑III, już dysponują zaawansowanymi radarami i pociskami przechwytującymi Aegis. Teraz mogą też zostać zmuszone do niemal stałej osłony i obserwacji na spornych akwenach, co obciąża załogi i budżety.

Kluczowe pojęcia stojące za nagłówkami

Co naprawdę oznacza „pionowa wyrzutnia” (VLS)

Określenie „vertical launch system” może brzmieć abstrakcyjnie. W praktyce chodzi o siatkę komór na pociski, zagłębionych w pokładzie. Każda komora może przechowywać i odpalić pocisk pionowo w górę, zanim ten skręci w stronę celu. Taka architektura daje kilka zalet:

  • Pociski są ukryte pod pokładem, co zmniejsza podatność na uszkodzenia.
  • W tym samym bloku wyrzutni można mieszać różne typy pocisków.
  • Okręty mogą strzelać szybkimi salwami, nasycając obronę przeciwnika.

Dla kraju takiego jak Korea Północna dodanie VLS do okrętu nawodnego oznacza możliwość zaskakiwania potencjalnych przeciwników ładunkiem trudnym do oszacowania z zewnątrz. Niszczyciel mógłby na przykład przenosić głównie pociski przeciwokrętowe w jednej misji, a w innej przejść na manewrujące pociski uderzeniowe na cele lądowe - bez widocznych zmian.

Scenariusz, który niepokoi planistów

Jeden ze scenariuszy po cichu omawianych w kręgach obronnych wygląda następująco: w okresie wzmożonego napięcia Choe Hyon wypływa na wody międzynarodowe na wschód od Japonii. Nadaje standardowe sygnały nawigacyjne i twierdzi, że prowadzi rutynowy patrol. Okręty sojusznicze śledzą go, ale unikają bliskiej prowokacji.

W pewnym momencie niszczyciel mógłby odpalić salwę pocisków manewrujących nie z wybrzeża Korei, lecz z pozycji znacznie bliższej bazom USA i sojuszników - skracając czas ostrzeżenia i wykorzystując luki w pokryciu radarowym. Nie oznacza to, że okręt faktycznie to zrobi, ale planiści muszą brać taką możliwość pod uwagę za każdym razem, gdy opuszcza port.

Dla Korei Północnej ta niepewność jest cechą, a nie błędem. Choe Hyon pozwala Pjongjangowi przerzucać ryzyko na zewnątrz, zmuszając bogatszych przeciwników do wydawania większych środków na śledzenie pojedynczego, relatywnie taniego zasobu. W epoce napiętych budżetów obronnych i wielu globalnych kryzysów „rozciąganie” przeciwników może być niemal równie cenne jak bezpośrednie starcie na morzu.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz