Przejdź do treści

Marynarka wojenna USA zwiększa ładunek boi sonarowych drona MQ-9B SeaGuardian, by wzmocnić bezzałogowe zwalczanie okrętów podwodnych.

Dron zrzucający żółte i pomarańczowe boje do wody, w tle płynący statek i lecący samolot.

S. Marynarka Wojenna po cichu wykonała kolejny krok w stronę całodobowych, robotycznych patroli nad spornymi akwenami - z wyraźnym naciskiem na zagrożenia podwodne.

Najnowszy test w locie MQ-9B SeaGuardian nie obejmował pocisków ani widowiskowych przechwyceń, lecz coś znacznie bardziej cierpliwego: boje sonarowe, łącza danych i oprogramowanie zaprojektowane do śledzenia okrętów podwodnych godzina po godzinie, długo po tym, jak samoloty załogowe muszą wrócić do bazy.

SeaGuardian podwaja „podwodne uszy”

General Atomics Aeronautical Systems potwierdził, że w grudniu 2025 r. podczas lotu testowego dla U.S. Navy MQ-9B SeaGuardian przeniósł i zrzucił dwukrotnie więcej boi sonarowych niż w poprzednich próbach.

Test, przeprowadzony 17 grudnia i ujawniony w styczniu 2026 r., wykorzystał rozszerzoną konfigurację zasobników Sonobuoy Dispensing System (SDS) pod skrzydłami bezzałogowca.

Najnowsza próba Marynarki Wojennej w praktyce podwoiła ładunek boi sonarowych SeaGuardiana, a jednocześnie dowiodła, że może on monitorować i udostępniać dane akustyczne w czasie rzeczywistym.

Każdy zasobnik SDS może uwolnić do 10 boi w rozmiarze A albo 20 mniejszych jednostek w rozmiarze G. Zwiększając liczbę zasobników, samolot przeszedł od skromnych demonstracji do układu bliższego operacyjnie istotnemu wzorcowi użycia.

Co kluczowe, nie był to wyłącznie „ćwiczebny zrzut”. Konfiguracja MQ-9B obejmowała system Sonobuoy Monitoring and Control System (SMCS), zdolny do odbioru podwodnych sygnałów akustycznych, ich przetwarzania na pokładzie oraz zamiany na ślady (tracks) z oszacowaniem prędkości, kursu i głębokości.

Pierwsze zrzuty boi MAC z bezzałogowca

General Atomics wskazał także inny kamień milowy: pierwsze użycie boi Multistatic Active Coherent (MAC) z bezzałogowego statku powietrznego.

Boje MAC współpracują sieciowo - „pingują” i nasłuchują w skoordynowany sposób, aby wykrywać ciche okręty podwodne, trudne do uchwycenia starszymi systemami opartymi wyłącznie na pasywnym nasłuchu.

Zrzut boi MAC z drona pokazuje, że zaawansowana, wieloczujnikowa taktyka zwalczania okrętów podwodnych nie jest już domeną wyłącznie załogowych samolotów patrolowych.

Demonstrując zrzut boi MAC, SeaGuardian przybliża się do roli realnego, pierwszoliniowego węzła zwalczania okrętów podwodnych (ASW), a nie jedynie „ciężarówki” do przenoszenia sensorów.

Od samotnego sensora do sieciowego partnera

SMCS robi więcej niż tylko wyświetlanie „punktów” na ekranie operatora zdalnego. General Atomics twierdzi, że system fuzjuje dane akustyczne i przesyła powstałe informacje o kontaktach przez taktyczne łącza danych do floty.

Oznacza to, że MQ-9B ma dostarczać gotowe do użycia ślady ASW do centrów dowodzenia, samolotów P-8A Poseidon, śmigłowców MH-60R, okrętów nawodnych i okrętów podwodnych - zamiast gromadzić surowe dane na pokładzie.

Koncepcja przesuwa MQ-9B z roli samodzielnego środka do roli rozproszonego sensora, który nieprzerwanie odświeża obraz sytuacji podwodnej dla wielu użytkowników.

Podejście to wpisuje się bezpośrednio w szerszy nacisk U.S. Navy na Distributed Maritime Operations, gdzie sensory i środki rażenia są rozproszone, aby ograniczyć podatność i zwiększyć pokrycie.

Dlaczego większa liczba boi sonarowych naprawdę ma znaczenie

Zwalczanie okrętów podwodnych to problem czasu i geometrii. Siły rzadko wiedzą dokładnie, gdzie znajduje się wrogi okręt podwodny; operują na prawdopodobieństwach, wzorcach i ciągłych aktualizacjach.

Zwiększona pojemność boi sonarowych ma zmienić sposób projektowania tych wzorców przez dowódców. Mając więcej boi na jedno wyjście, mogą oni:

  • Rozkładać gęstsze pola w rejonie cieśnin i przesmyków
  • Odświeżać starsze boje, zanim zakończy się ich czas pracy
  • Przesuwać pokrycie, gdy kontakt manewruje
  • Utrzymywać linie „barierowe” przez dłuższy czas

Długotrwałe bezzałogowce wnoszą inny kompromis niż załogowe samoloty patrolowe. Przenoszą mniej uzbrojenia i sensorów, ale mogą pozostawać w rejonie działania wiele godzin i akceptować wyższy profil ryzyka w spornej przestrzeni powietrznej.

Nie zastępstwo dla P-8A, lecz mnożnik siły

Zarówno przedstawiciele Marynarki, jak i przemysłu, prezentują rolę ASW SeaGuardiana jako uzupełnienie platform załogowych, a nie bezpośredni substytut.

Zaawansowane „prowadzenie” kontaktu - klasyfikacja, lokalizacja i atak - wciąż w dużej mierze opiera się na samolotach P-8A Poseidon, śmigłowcach i okrętach nawodnych wyposażonych w uzbrojenie oraz wiele typów sensorów.

Warstwa bezzałogowa ma natomiast przejąć to, co dla załóg bywa najbardziej wyczerpujące: długie, powtarzalne patrole utrzymujące dozór nad kluczowymi szlakami morskimi i wąskimi gardłami.

Przenosząc rutynową „uporczywą obecność” na drony, Marynarka liczy na utrzymanie nielicznych zasobów załogowych w gotowości na momenty, które naprawdę ich wymagają.

Niemieckie zamówienie sugeruje szerszą zmianę

U.S. Navy nie jest jedyna, która stawia na ten model. 12 stycznia 2026 r. Niemcy potwierdziły zamówienie ośmiu samolotów MQ-9B do misji nad wodą, w tym rozpoznania morskiego i wsparcia ASW.

Opis programu przez Berlin podkreśla kilka wątków, które odzwierciedlają myślenie USA:

Niemiecki priorytet Wkład MQ-9B
Monitorowanie rozległych obszarów morskich Długotrwałe patrole z polami boi sonarowych i radarem
Ochrona szlaków morskich i infrastruktury energetycznej Stały dozór nad trasami żeglugowymi, rurociągami i kablami
Działanie wraz z P-8A Poseidon Drony utrzymują kontakt; samoloty załogowe realizują szybką reakcję
Współdzielenie danych z sojusznikami Systemy sieciowe udostępniają partnerom ślady akustyczne

Niemcy planują bazowanie nowej floty MQ-9B w Naval Air Wing 3 „Graf Zeppelin” w Nordholz, a dostawy są oczekiwane od 2028 r. Wyraźny nacisk na dostęp sojuszników do danych wskazuje na rosnące, wielonarodowe architektury ASW, zwłaszcza na Północnym Atlantyku i Bałtyku.

Kontekst strategiczny: wypełnianie luk w obrazie sytuacji podwodnej

Odnowione zainteresowanie bezzałogowym ASW wynika z mieszanki geografii, technologii i zachowań przeciwników.

W Indo-Pacyfiku ogromne odległości i rozproszone łańcuchy wysp tworzą duże „dziury w pokryciu”, w których okręty podwodne mogą działać pomiędzy sporadycznymi patrolami. Na Północnym Atlantyku powróciły obawy o morskie linie komunikacyjne oraz podatność kabli i rurociągów na dnie morza.

Każda luka w dozorze - nawet kilkugodzinna - może dać wrogiemu okrętowi podwodnemu szansę na zmianę pozycji, przeładowanie lub ciche naruszenie krytycznej infrastruktury.

MQ-9B zdolny do długiego przebywania w rejonie, ciągłego odświeżania pól boi i zasilania na żywo rozproszonej sieci dowodzenia jest projektowany właśnie po to, by zmniejszać te luki.

Sieciowanie: najtrudniejsza część obietnicy

Podczas gdy wyrzucanie boi sonarowych z zasobnika podskrzydłowego jest głównie wyzwaniem inżynieryjnym, uczynienie tych danych realnie użytecznymi to problem sieci i oprogramowania.

Wartość wkładu SeaGuardiana w ASW zależy od:

  • Jak szybko ślady akustyczne są przetwarzane na pokładzie
  • Jak niezawodnie są przesyłane przez łącza danych pod presją zakłóceń i cyberataków
  • Jak łatwo dowódcy ASW mogą fuzjować informacje z drona z danymi z okrętów, okrętów podwodnych i satelitów
  • Czy zasady użycia siły i procedury nadążają za tymi nowymi wzorcami sensorów

Projekt Overmatch U.S. Navy oraz szersze inicjatywy Joint All-Domain Command and Control (JADC2) mają rozwiązywać właśnie te kwestie, budując odporne sieci, w których każdy sensor może wspierać każdy środek rażenia.

Kluczowe pojęcia dla czytelników

Czym jest boja sonarowa?

Boja sonarowa to niewielkie, jednorazowe urządzenie zrzucane do oceanu w celu nasłuchu okrętów podwodnych.

Po wejściu do wody rozwija hydrofon i albo nasłuchuje pasywnie hałasu silników i śrub, albo aktywnie wysyła „pingi” i nasłuchuje echa.

Boja przesyła dane radiowo do samolotów lub okrętów. Współczesna misja ASW może obejmować dziesiątki boi układanych we wzory, aby triangulować kontakt.

Dlaczego bezzałogowe patrole ASW zmieniają kalkulację ryzyka

Wysyłanie załogowego samolotu patrolowego blisko wrogiego wybrzeża lub przez obszar z zaawansowaną obroną przeciwlotniczą niesie oczywiste ryzyko polityczne i ludzkie. Ta realność może po cichu wpływać na to, gdzie i jak często państwa są skłonne patrolować.

Bezzałogowce eliminują ryzyko dla załogi, co ułatwia decydentom utrzymanie uporczywego dozoru w rejonach napięć.

Nie czyni to dronów niewrażliwymi - nadal mogą zostać zestrzelone, zakłócone lub oszukane. Jednak próg ich rutynowego użycia w spornej przestrzeni powietrznej jest niższy niż w przypadku środków załogowych, co z kolei zacieśnia monitoring podwodny w wrażliwych regionach.

Potencjalne scenariusze przyszłości

W wiarygodnym scenariuszu kryzysowym wiele MQ-9B mogłoby otrzymać nakładające się sektory wzdłuż morskiego „wąskiego gardła”, przy czym każdy zarządzałby własnym polem boi sonarowych, a jednocześnie zasilał wspólny obraz sytuacji w regionalnym centrum operacji morskich.

Gdy jeden dron wykryje podejrzany kontakt za pomocą boi MAC, system mógłby automatycznie naprowadzić pobliskiego P-8A i okręt nawodny. Dron utrzymywałby kontakt, dostosowując wzór boi wraz z manewrami okrętu podwodnego, podczas gdy siły załogowe podchodziłyby do klasyfikacji i - w razie potrzeby - zwalczania celu.

Takie współdziałanie załogowo-bezzałogowe pozwoliłoby mniejszej liczbie cennych samolotów obejmować większe obszary, utrzymując jednocześnie stałą presję na przeciwne okręty podwodne, które dotąd liczyły na luki pomiędzy patrolami.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz