Przejdź do treści

Marynarka wojenna wprowadzi w tym roku łodzie drony – nie są już eksperymentalne, informuje oficjel.

Mężczyzna w mundurze operuje tabletem przy małej łodzi wojskowej przy nabrzeżu, w tle większa łódź i budynek.

Po latach prób służba jest wreszcie gotowa wysyłać duże, bezzałogowe jednostki na realne misje wraz z siłami na pierwszej linii, przenosząc je z projektów badawczych do narzędzi, z których dowódcy mogą faktycznie korzystać.

Bezzałogowe łodzie Marynarki wychodzą z laboratoriów

Marynarka Wojenna USA (US Navy) rozmieści w tym roku dwa średniej wielkości bezzałogowe nawodne statki (unmanned surface vessels, USV), a jedna z jednostek ma operować wraz z zespołem uderzeniowym lotniskowca w 2026 roku - potwierdził wysoki rangą urzędnik. Ten krok oznacza pierwszy raz, gdy te eksperymentalne platformy są przekazywane dowódcom floty do użycia operacyjnego, a nie wyłącznie do ograniczonych prób.

Występując podczas sympozjum Surface Navy Association w Waszyngtonie, kmdr Garrett Miller, który kieruje Surface Development Group One, powiedział, że para dronów morskich - znanych jako Sea Hunter i Seahawk - wkrótce przestanie być traktowana jak „projekt naukowy”.

„Nie będą już jednostkami eksperymentalnymi. Będą faktycznie pod kontrolą floty” - powiedział Miller uczestnikom, określając rok 2026 jako moment, w którym okręty bezzałogowe staną się normalną częścią sił nawodnych.

Obie jednostki są klasyfikowane jako średniej wyporności bezzałogowe nawodne statki, czyli MDUSV (medium displacement unmanned surface vessels). Choć przypominają stosunkowo niewielkie trimaranowe okręty patrolowe, ich prawdziwa wartość tkwi w dużym zasięgu, oprogramowaniu autonomii oraz zdolności przenoszenia różnych ładunków zadaniowych bez narażania marynarzy.

Sea Hunter i Seahawk: od prototypu do zasobu floty

Sea Hunter był pierwszą z tej pary. Powstał w ramach projektu DARPA skoncentrowanego na śledzeniu wrogich okrętów podwodnych oraz zbieraniu danych morskich przy minimalnym nadzorze człowieka. Program miał dowieść, że „robot wielkości okrętu” potrafi przepłynąć tysiące mil, unikać kolizji i realizować złożone wzorce działań bez załogi.

Wnioski z Sea Hunter bezpośrednio wpłynęły na Seahawk, którego marynarka zamówiła w 2017 roku. Wykonawca, firma Leidos, dostarczył Seahawk do służby w 2021 roku, dając inżynierom zmodernizowaną platformę do dopracowania autonomii i integracji sensorów.

Dotąd obie jednostki służyły głównie jako platformy testowe w ćwiczeniach u wybrzeży USA oraz w większych grach wojennych floty. Ich zadania obejmowały m.in. podążanie za innymi okrętami, zbieranie danych wywiadowczych oraz trening taktyk zwalczania okrętów podwodnych.

Leidos informuje, że jego jednostki są oparte o wspólny „kręgosłup” programowy - Leidos Autonomous Vessel Architecture (LAVA) - pakiet testowany „przez lata rygorystycznych prób i realnych wdrożeń”.

Decyzja marynarki o przekazaniu tych platform pod regularną kontrolę floty sygnalizuje, że dowódcy uznali je za wystarczająco dojrzałe, by zacząć wykorzystywać je w realnych scenariuszach, a nie tylko w z góry zaplanowanych eksperymentach.

Nowe dywizjony USV i rosnąca flota dronów

Aby wesprzeć tę zmianę, marynarka planuje w najbliższych dniach utworzyć trzy wczesne „dywizjony bezzałogowych nawodnych jednostek” (unmanned surface vessel divisions). Jednostki te mają rosnąć wraz z rozwojem technologii oraz dać młodszym oficerom wczesne doświadczenie dowódcze na platformach robotycznych.

Do 2027 roku służba spodziewa się mieć w ewidencji 11 MDUSV. Liczba ta może wzrosnąć do ponad 30 do 2030 roku - według prognoz Millera. Tempo wzrostu jest wysokie, ale wpisuje się w szersze plany Pentagonu dotyczące zwiększania liczby systemów bezzałogowych we wszystkich domenach.

Rok Prognozowana liczba MDUSV w US Navy Kluczowy kamień milowy
2024–2025 Para początkowa (Sea Hunter, Seahawk) Pierwsze wdrożenia operacyjne
2026 Rosnąca flota Jeden MDUSV integruje się z zespołem uderzeniowym lotniskowca
2027 11 MDUSV Dywizjony USV zaczynają dojrzewać do formy eskadr
2030 30+ MDUSV Znacząca obecność bezzałogowa w siłach nawodnych

Kontradm. Christopher Alexander, specjalny asystent dowódcy sił nawodnych w US Pacific Fleet, opisał długoterminową zmianę tego, jak marynarka będzie wyglądać do połowy stulecia.

Do 2045 roku - powiedział - około 45% całkowitej wyporności sił nawodnych może pochodzić z systemów bezzałogowych, co oznacza głęboką zmianę strukturalną floty.

Co te łodzie-drony będą faktycznie robić

Choć sprzęt rozwija się szybko, doktryna wciąż próbuje nadążyć. Przedstawiciele marynarki podkreślają, że najbliższe lata będą mocno skoncentrowane na koncepcjach użycia - jak wykorzystywać drony w realnych misjach i jak duży poziom autonomii im przyznać.

Obecne planowanie zakłada szeroki zestaw potencjalnych ról dla MDUSV:

  • Przeciwdziałanie minom: żegluga przed okrętami załogowymi, holowanie sensorów lub wypuszczanie mniejszych robotów do wykrywania i neutralizacji min.
  • Wywiad, obserwacja i rozpoznanie (ISR): długotrwałe pozostawanie na wodach spornych, monitorowanie szlaków żeglugowych lub śledzenie aktywności obcych flot.
  • Śledzenie okrętów podwodnych: wykorzystanie pasywnego i aktywnego sonaru do „cienia” okrętów podwodnych z bezpiecznego dystansu.
  • Uderzenia kinetyczne: działanie jako zdalne platformy odpalania pocisków lub amunicji krążącej - gdy zostaną wdrożone odpowiednie ramy doktrynalne i polityczne.

Działanie obok zespołów uderzeniowych lotniskowców daje szczególnie wyrazisty test. Jeden MDUSV ma zostać rozmieszczony z takim zespołem w 2026 roku, co da planistom szansę sprawdzenia, jak robotyczna jednostka może wnieść wartość do mieszanki lotniskowca, eskorty i okrętów logistycznych.

Bezzałogowe, ale nie zastępujące załóg

Starsze kierownictwo podkreśla, że łodzie-drony mają uzupełniać, a nie wypierać, tradycyjne okręty wojenne. Duże, załogowe niszczyciele i fregaty wciąż zapewniają elastyczne podejmowanie decyzji, odporność oraz zaawansowane systemy walki, których roboty nie są w stanie odtworzyć.

Zamiast tego, jednostki bezzałogowe przedstawia się jako „zbiorniki ryzyka” - platformy, które mogą wpływać na niebezpieczne akweny lub w sporne „wąskie gardła”, gdzie dowódcy wahaliby się wysłać niszczyciel z setkami marynarzy na pokładzie.

„Przyszłość jest teraz” - powiedział Alexander podczas konferencji. - „Systemy bezzałogowe, systemy autonomiczne, AI - to nie jest przyszłość. To dzieje się już teraz.”

W praktyce może to oznaczać, że MDUSV będzie prowadzić rozpoznanie przed grupą lotniskowcową, mapować pole minowe lub nasłuchiwać okrętów podwodnych, podczas gdy krążowniki i niszczyciele pozostaną dalej z tyłu, gotowe do reakcji w razie potrzeby.

Kluczowe pojęcia stojące za nowym impulsem Marynarki

Bezzałogowy nawodny statek (USV)

USV to łódź lub okręt działający bez załogi na pokładzie. Może być zdalnie sterowany ze stanowiska kontroli, zaprogramowany do realizacji wcześniej ustalonych tras albo wykorzystywać oprogramowanie autonomii do podejmowania ograniczonych decyzji, takich jak unikanie kolizji czy dostosowanie do pogody.

Autonomia i AI na morzu

Gdy przedstawiciele marynarki mówią o autonomii, często mają na myśli warstwy oprogramowania, które pozwalają jednostce bezpiecznie funkcjonować w złożonym środowisku: przestrzegać morskich „przepisów drogi”, wyznaczać trasy oszczędzające paliwo i zarządzać sensorami bez ciągłej ingerencji człowieka.

Sztuczna inteligencja może wspierać zadania takie jak rozpoznawanie wzorców w danych sonarowych czy identyfikacja okrętów na podstawie kamer optycznych. Operatorzy ludzie wciąż wyznaczają misję i reguły - szczególnie w przypadku jakiegokolwiek użycia śmiercionośnej siły - ale maszyna przejmuje znaczną część rutynowej pracy.

Ryzyka, korzyści i przyszłe scenariusze

Korzyści z bezzałogowych nawodnych jednostek są jasne: mniejsze ryzyko dla personelu, niższe koszty operacyjne w części misji oraz możliwość utrzymywania stałej obecności w obszarach, gdzie okręty załogowe miałyby trudność z długim utrzymaniem pozycji. Robotyczny okręt może „krążyć” tygodniami bez obaw o zmęczenie załogi czy spadek morale.

Jednak zmiana niesie realne wyzwania. Cyberbezpieczeństwo pozostaje stałą troską; zhakowany lub oszukany (spoofowany) USV może zostać skierowany w złe miejsce, unieruchomiony albo stać się obciążeniem. Kolizje lub błędne manewry na zatłoczonych wodach mogą wywołać incydenty dyplomatyczne. Pojawiają się też pytania prawne i etyczne dotyczące tego, jak daleko można delegować algorytmom uprawnienia decyzyjne w walce.

Planiści obronni już prowadzą symulacje wokół łańcuchów wysp na Pacyfiku lub w rejonie Zatoki, modelując scenariusze, w których roje USV tworzą linie dozoru, chronią tankowce lub cieniują rywalizujące floty. W wielu takich grach wojennych połączenie załogowych niszczycieli, załogowego lotnictwa i autonomicznych łodzi tworzy warstwową obronę trudniejszą do przełamania niż flota oparta wyłącznie na tradycyjnych rozwiązaniach.

Dla marynarzy wchodzących dziś do służby ta zmiana oznacza naukę współpracy z maszynami jak z członkami zespołu. Przyszły oficer wojny nawodnej może dowodzić niewielką flotyllą bezzałogowych jednostek z centrum informacji bojowej niszczyciela, żonglując strumieniami danych i przydzielając zadania, zamiast stać na wachcie na pojedynczym mostku.

W miarę jak Sea Hunter i Seahawk przechodzą od obiektów testowych do zasobów operacyjnych, te scenariusze zaczynają schodzić z prezentacji do rzeczywistych warunków morskich. Najbliższe wdrożenia marynarki pokażą, czy obietnica dużych łodzi-dronów wytrzyma sztormy, zatłoczone szlaki żeglugowe i nieustanną nieprzewidywalność, która zawsze definiowała życie na morzu.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz