Przejdź do treści

Saildrone i Lockheed zamontują wyrzutnie rakiet na dronach morskich.

Dron morski z kamerą na pokładzie falującego oceanu, w tle widoczny okręt wojenny.

That shift just took a concrete step as US drone specialist Saildrone and defence giant Lockheed Martin agreed to arm long‑range unmanned surface vessels with guided missiles, fusing cheap robotic platforms with weapons usually reserved for crewed warships.

Cichy statek badawczy dostaje kły

Saildrone jest najlepiej znany z pomarańczowych, napędzanych wiatrem i energią słoneczną dronów nawodnych, które przemierzają oceany, zbierając dane klimatyczne i morskie. Teraz jego 20‑metrowy model Surveyor jest na nowo wyobrażany jako morski środek zdolny do uderzeń.

Firma zintegruje na Surveyorze pocisk Lockheed Martin Joint Air‑to‑Ground Missile (JAGM), zmieniając to, co zaczęło się jako bezzałogowa platforma do mapowania, w jednostkę zdolną identyfikować i razić cele na morzu lub wzdłuż wybrzeży.

Ten sam bezzałogowy statek, który kiedyś sporządzał mapy dna morskiego, wkrótce może odpalać precyzyjne pociski w stronę wrogich okrętów.

JAGM to precyzyjna broń, już używana przez siły USA na śmigłowcach i innych statkach powietrznych. Montaż jej na bezzałogowej jednostce nawodnej (USV) jest wyraźnym sygnałem, że marynarki wojenne nie traktują już dronów wyłącznie jako zwiadowców, lecz jako uzbrojonych uczestników warstwowej sieci obrony.

Duży zakład Lockheeda na uzbrojone drony morskie

Lockheed Martin wspiera Saildrone inwestycją raportowaną na poziomie 50 mln dolarów, mającą na celu połączenie doświadczenia firmy dronowej w autonomii i sensorach z pociskami Lockheeda oraz oprogramowaniem do zarządzania walką.

Poza JAGM partnerzy rozważają większe kadłuby Saildrone jako potencjalnych nosicieli kontenerowego pionowego systemu wyrzutni Mk 70. System ten pozwala, by standardowy kontener transportowy działał jak ukryta bateria rakietowa - koncepcja dobrze pasująca do bezzałogowych jednostek wyglądających „komercyjnie”.

  • Wyrzutnie JAGM na 20‑metrowym Saildrone Surveyor
  • Potencjalne komory pionowego startu Mk 70 na większych USV
  • Wykrywanie i śledzenie zagrożeń nawodnych oparte na SI
  • Sieciowanie z okrętami załogowymi i statkami powietrznymi na potrzeby wskazywania celów

Celem jest danie marynarkom wojennym „menu” uzbrojonych opcji bezzałogowych: małych, relatywnie niskokosztowych jednostek, które można rozproszyć po spornych akwenach, przekazując dane flotom i - gdy zostanie udzielona zgoda - odpalając pociski.

Ludzie wciąż pociągają za spust

Partnerstwo w dużej mierze opiera się na sztucznej inteligencji w obszarze sensorów i przetwarzania danych. Saildrone chce, aby jego jednostki klasyfikowały kontakty, filtrowały „szum” ruchliwych szlaków morskich i prezentowały operatorom tylko najbardziej istotne zagrożenia.

Mimo to firma wyraźnie wyznacza granicę autonomii. Prezes Saildrone i emerytowany wiceadmirał US Navy John Mustin podkreślał, że systemy nie są rozwijane jako „w pełni autonomiczna broń”.

Każde odpalenie pocisku z platformy Saildrone ma być planowane przy stanowczym udziale człowieka w pętli decyzyjnej, a nie pozostawione algorytmom.

Takie stanowisko dotyka jednego z najbardziej spornych pytań technologii obronnych: w którym momencie „inteligentna” broń staje się bronią niekontrolowaną? Na razie firmy przedstawiają uzbrojone drony jako rozszerzenie możliwości załóg, a nie ich zastępstwo.

Dlaczego marynarki chcą bezzałogowej siły ognia

Większość głównych marynarek wojennych szkicuje dziś swoją przyszłość jako „floty hybrydowe” z jednostek załogowych i bezzałogowych. US Navy, na przykład, rozważała strukturę sił rzędu około 500 okrętów, w tym mniej więcej 350 jednostek załogowych i 150 dużych platform bezzałogowych.

Amerykańscy ustawodawcy już zaczęli wspierać ten kierunek finansowo. Niedawna ustawa pojednawcza, nazywana „One Big Beautiful Bill Act”, przeznaczyła ponad 3 mld dolarów na bezzałogowe jednostki nawodne, dzieląc środki między konstrukcje małe i średnie.

Jednocześnie Kongres zażądał większej jasności co do sposobu użycia tych jednostek, zanim uwolni wszystkie fundusze. Raport amerykańskiego Center for Maritime Strategy wskazywał na sceptycyzm na Kapitolu, dopóki marynarka nie przedstawi szczegółowych koncepcji użycia (concept of operations).

Od rozpoznania do misji uderzeniowych

Do niedawna drony morskie głównie obserwowały i nasłuchiwały. Śledziły statki, mapowały prądy i prowadziły monitoring środowiskowy. Polityka, obawy traktatowe i ograniczenia techniczne utrzymywały uzbrojenie z dala od większości bezzałogowych kadłubów.

Wojna w Ukrainie zmieniła to nastawienie. Siły ukraińskie pokazały, że relatywnie tanie bezzałogowe jednostki nawodne, wypełnione materiałami wybuchowymi lub zdalnie prowadzone, mogą zagrażać i uszkadzać znacznie większe i droższe rosyjskie okręty.

Te ukraińskie ataki stały się studium przypadku pokazującym, jak małe robotyczne jednostki mogą odwrócić „rachunek kosztów” wojny morskiej.

Wyposażanie jednostek Saildrone w pociski kierowane opiera się na tej lekcji, ale w bardziej konwencjonalny sposób: zamiast łodzi samobójczych celem są wielokrotnego użytku, sieciowe platformy odpalania, które pozostają na morzu przez miesiące.

Różne oceany, różne wyzwania

Mustin ostrzegał przed założeniem, że podejście Ukrainy zadziała wszędzie. Morze Czarne jest geograficznie ograniczone, a rosyjskie okręty często operują bliżej brzegu.

Inne regiony, takie jak Pacyfik czy Ocean Indyjski, oznaczają ogromne odległości, cięższe warunki morskie oraz bardziej złożone zagrożenia z powietrza i ze strony pocisków. W tych teatrach uzbrojony USV będzie potrzebował większego zasięgu i autonomii działania, odpornych łączności oraz zdolności przetrwania w znacznie trudniejszych warunkach.

Platformy Saildrone są już testowane pod kątem wytrzymałości. Tylko w ciągu ostatniego roku - jak twierdzi firma - jej jednostki zgromadziły ponad 10 000 łącznych dni na morzu, przepłynęły ponad 380 000 mil morskich i wykryły ponad 2,3 mln jednostek pływających.

Metryka Osiągi Saildrone (ostatni rok)
Łączna liczba dni na morzu 10 000+
Przepłynięte mile morskie 380 000+
Wykryte jednostki pływające 2 376 583

Ta wytrzymałość - pozostawanie na posterunku przez miesiące bez uzupełniania zapasów - jest dokładnie tym, czego marynarki wojenne chcą, gdy mówią o trwałym rozpoznaniu i odstraszaniu na odległych wodach.

Próby z ostrą amunicją na horyzoncie

Saildrone planuje szybko przejść od koncepcji do demonstracji. Firma zaplanowała integracje wyrzutni JAGM w ramach demonstracji proof‑of‑concept oraz test z ostrą amunicją na przyszłe lato.

Te próby będą uważnie obserwowane przez marynarki szukające sposobów na rozciągnięcie budżetów. Jeśli relatywnie tania jednostka bezzałogowa będzie w stanie niezawodnie odpalać i komunikować się z precyzyjnymi pociskami na wzburzonym morzu, może to zmienić także sposób myślenia mniejszych państw o obronie wybrzeża.

Dla przemysłu udane testy mogłyby otworzyć nowy rynek: doposażanie istniejących bezzałogowych kadłubów, a nawet jednostek o „komercyjnym” charakterze, w kontenerowe wyrzutnie i standaryzowane pakiety sensorów.

Co naprawdę oznacza „warstwowa obrona morska”

Sformułowanie, które wciąż przewija się wokół tej umowy, to „warstwowa obrona morska”. Najprościej oznacza to nakładanie na siebie różnych typów obrony w przestrzeni i czasie, tak aby wrogi okręt lub pocisk musiał pokonać wiele przeszkód, zanim dotrze do celu.

W systemie warstwowym rolę odgrywają pociski dalekiego zasięgu, drony średniego zasięgu, uzbrojenie bliskiego zasięgu oraz walka elektroniczna. Uzbrojone USV lokują się pomiędzy okrętami wysokiej klasy a bateriami brzegowymi, wypełniając luki tam, gdzie jednostki załogowe byłyby zbyt drogie lub zbyt narażone.

Uzbrojony Saildrone mógłby z dystansu śledzić przeciwnika, raportować jego ruchy i - jeśli zostanie wydany rozkaz - dołożyć się do skoordynowanego uderzenia rakietowego.

W kryzysie, na przykład na Morzu Południowochińskim lub Morzu Czerwonym, flota mogłaby wysunąć USV do przodu jako czaty. Mogłyby przekazywać dane radarowe i optyczne do niszczycieli za horyzontem oraz działać jako wabiki lub dodatkowe „strzelające” platformy, jeśli napięcie wzrośnie.

Ryzyka, etyka i dokąd to może zmierzać

Uzbrajanie systemów autonomicznych lub półautonomicznych zawsze niesie ryzyko. Zagłuszanie, fałszowane sygnały GPS lub cyberataki mogą zakłócać łączność. Projektanci potrzebują zabezpieczeń (fail‑safes), aby przejęty lub wadliwie działający dron nie mógł samodzielnie odpalić broni.

Utrzymywanie człowieka w pętli decyzyjnej przy każdym rozkazie uderzenia rozwiązuje część problemu - ale tylko wtedy, gdy połączenia są bezpieczne i odporne. Operacje dalekiego zasięgu na spornych akwenach będą mocno obciążać te łącza.

Istnieje też wymiar prawny i etyczny. Marynarki muszą dostosować zasady użycia siły (rules of engagement) do platform bezzałogowych: kto odpowiada, jeśli dron błędnie zidentyfikuje cywilną jednostkę, albo jeśli błąd oprogramowania doprowadzi do niezamierzonego odpalenia? Te kwestie są już dyskutowane w kręgach kontroli zbrojeń i będą narastać, gdy więcej państw zacznie wdrażać uzbrojone drony na morzu.

Z drugiej strony takie systemy mogą zmniejszać ryzyko dla marynarzy, wysyłając bezzałogowe jednostki najpierw w najbardziej niebezpieczne obszary. Mogą patrolować zaminowane wody, monitorować wąskie gardła lub śledzić wrogie okręty bez narażania załogi na bezpośrednie niebezpieczeństwo.

W miarę jak Saildrone i Lockheed Martin będą rozwijać uzbrojone w pociski USV, marynarki wojenne będą zmuszane do myślenia nie tylko o nowym sprzęcie, lecz także o nowych taktykach, zabezpieczeniach i dyplomatycznych „barierkach” na przyszłość, w której robotyczne łodzie mogą być pierwszymi jednostkami na miejscu w każdym morskim kryzysie.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz