Przejdź do treści

Broń USA, którą planowano wycofać w 2021 roku, może wrócić, by przeciwstawić się Chinom.

Mężczyzna w uniformie obsługuje urządzenie na pokładzie statku, w tle morze i kopuła radaru.

Liczba nadlatujących chińskich pocisków, które pewnego dnia mogłyby zostać wystrzelone w kierunku Guamu, może przewyższyć liczbę amerykańskich przechwytujących pocisków dostępnych na wyspie. Ta luka skłania Waszyngton do ponownego przemyślenia broni, którą wielu uznało za martwą i pogrzebaną: elektromagnetycznej armaty szynowej (railguna).

Od anulowanej ciekawostki do kandydata na powrót

Jeszcze kilka lat temu Marynarka Wojenna USA po cichu schowała marzenie o railgunie do szuflady. Program zakończono w 2021 roku po wydaniu miliardów dolarów na badania i latach podsycanego entuzjazmu, napędzanego filmami pokazującymi pociski wyrywające z eleganckich luf testowych z ogłuszającą prędkością.

Powody brzmiały ostatecznie. Działo „zjadało” szyny. Lufy szybko się zużywały. Naprowadzanie było trudne. Dostarczenie do systemu wystarczającej ilości mocy elektrycznej wyglądało jak logistyczny koszmar na morzu. Sformułowanie „zbyt złożone, zbyt drogie” stało się uprzejmym sposobem na powiedzenie: nie warte zachodu.

A jednak kontekst strategiczny zmienił się szybciej niż technologia. Chiny nadal gromadziły pociski dalekiego zasięgu wymierzone w amerykańskie bazy w całym Indo-Pacyfiku. Guam - terytorium USA i kluczowy węzeł logistyczny - wysunął się na pierwszy plan w pentagonowskich grach wojennych. W wielu scenariuszach wyspie grożą ataki saturacyjne, z którymi tradycyjna obrona przeciwrakietowa nie poradzi sobie sama.

Wobec masowych salw rakietowych koszt jednego strzału ma niemal tak samo duże znaczenie jak celność czy zasięg.

W tym miejscu firmie General Atomics Electromagnetic Systems (GA‑EMS) udało się dostrzec szansę. Spółka promuje dziś zaktualizowaną rodzinę railgunów, zaprojektowanych nie jako rekwizyty science fiction, lecz jako brutalnie praktyczne narzędzia przemysłowe do obrony przeciwrakietowej.

Jak właściwie działa armata szynowa

Klasyczna artyleria spala materiały wybuchowe, aby wyrzucić pocisk. Railgun wykorzystuje zamiast tego fizykę i elektryczność. Dwie długie przewodzące szyny są połączone z impulsowym źródłem zasilania. Pocisk umieszczony między nimi zamyka obwód. Gdy przez szyny przepływa potężny prąd, powstaje pole magnetyczne, które przyspiesza pocisk wzdłuż lufy do kilku kilometrów na sekundę.

Nie ma prochu. Nie ma klasycznej głowicy wybuchowej. Zniszczenie wynika z samej prędkości i masy. Przy prędkości powyżej Mach 7 nawet bryła metalu uderza z ogromną energią kinetyczną - wystarczającą, by przebić pancerz lub rozerwać delikatną strukturę pocisku czy drona.

GA‑EMS twierdzi, że najnowsze projekty wykorzystują pociski bardziej przypominające „sprytne” środki bojowe niż proste metalowe lotki. W wielu koncepcjach pojawia się aluminiowy płaszcz wypełniony wolframowymi kulkami. Gdy pocisk dociera w rejon celu, chmura ultragęstych drobin rozprzestrzenia się, zwiększając strefę rażenia przeciwko zwrotnym zagrożeniom, takim jak pociski manewrujące czy roje dronów.

To jak szybki jak błyskawica strzał ze strzelby - oddany z dziesiątek, a nawet setek kilometrów.

Trzy kalibry, jedna misja: utrzymać Guam przy życiu

Na potrzeby proponowanej przez Waszyngton „złotej kopuły” nad Guam i innymi bazami na Pacyfiku, General Atomics oferuje modułową rodzinę railgunów, z których każdy jest zabudowany w standardowych kontenerach wojskowych.

Model Energia strzału Platforma Główna rola
Blitzer 3 MJ kontener Tricon (mały) mobilna obrona lądowa
Średni kaliber 10 MJ kontener Bicon (średni) ochrona stałych obiektów
Działo okrętowe 32 MJ standardowy kontener 6 m integracja na okrętach

Każdy system ma oferować wysoką szybkostrzelność i relatywnie niski koszt pojedynczego strzału. Obecne demonstratory osiągają mniej więcej jeden strzał na dziesięć sekund. General Atomics utrzymuje, że cena jednego pocisku mogłaby spaść poniżej 25 tys. dolarów - to dramatycznie mniej niż w przypadku większości przechwytujących pocisków przeciwlotniczych/przeciwrakietowych, często kosztujących od 1 do 5 mln dolarów za sztukę.

  • Strzał z railguna: poniżej 25 000 USD
  • Przechwytujący Patriot PAC‑3: około 4 000 000 USD
  • Okrętowy przechwytujący SM‑3 lub SM‑6: kilka milionów dolarów

Przy salwie setek pocisków ta arytmetyka robi się bezlitosna. Railguny nie zastąpią tradycyjnych przechwytujących, które potrafią zwalczać cele z większych odległości i na wyższych pułapach. Mogą jednak stworzyć tańszą „wewnętrzną” warstwę obrony: przerzedzać nadlatujące salwy i oszczędzać najbardziej wyrafinowane rakiety na najgroźniejsze zagrożenia.

Dlaczego railguny odstawiono w 2021 roku

Technologia nie poległa wyłącznie na kosztach. Miewała problemy na wielu frontach jednocześnie:

  • Zużycie lufy: szyny szybko erodowały pod wpływem kolosalnych prądów i tarcia, co wymuszało częste wymiany.
  • Precyzja: niekierowane metalowe „slug’i” były szybkie, ale nie zawsze dostatecznie celne przeciwko manewrującym celom.
  • Zasilanie i chłodzenie: generowanie i kontrolowanie powtarzalnych wyładowań rzędu megadżuli przeciążało systemy okrętowe.
  • Logistyka: działa wymagały specjalistycznego serwisu oraz złożonej integracji z istniejącymi systemami walki.

GA‑EMS przekonuje dziś, że postępy w materiałach, elektronice mocy i zminiaturyzowanym naprowadzaniu zmieniają sytuację. Nowe powłoki luf mają obiecywać dłuższą żywotność. Pociski mogą przenosić drobną elektronikę do korekty toru lotu. Moduły zasilania łatwiej mieszczą się w jednostkach kontenerowych, w tym w bateriach na ciężarówkach oraz hybrydowych rozwiązaniach okrętowych.

Railgun oddala się od statusu „laboratoryjnej ciekawostki” i zbliża do czegoś, z czego zmęczona załoga faktycznie potrafi skorzystać o 3 nad ranem, w fatalną pogodę.

Guam jako poligon dla wojen przyszłości

Położenie Guamu czyni z niego jednocześnie twierdzę i cel. Wyspa gości kluczowe bombowce US Air Force, węzły logistyczne, jednostki wsparcia okrętów podwodnych oraz instalacje wywiadowcze. Dla chińskich planistów unieruchomienie Guamu na początku konfliktu utrudniłoby każdą amerykańską reakcję w sprawie Tajwanu lub szerzej - w Indo-Pacyfiku.

Amerykańskie gry wojenne często pokazują wielkie salwy pocisków balistycznych i manewrujących kierowane na wyspę. Tradycyjne przechwytujące, choć bardzo skuteczne, są ograniczone „głębokością magazynu” i ceną. Przeładowanie okrętu na morzu albo wyspy pod ostrzałem jest powolne i ryzykowne.

Amunicja do railguna zmienia te zależności. Taki pocisk to w gruncie rzeczy metalowy ładunek przechowywany jak zwykłe pociski artyleryjskie. Bez wybuchowego materiału miotającego. Bez lotnego paliwa. Bez złożonej głowicy naprowadzającej - przynajmniej w pierwszych wersjach.

To upraszcza magazynowanie i zasady bezpieczeństwa. Umożliwia też znacznie większe zapasy. Pojedynczy chroniony bunkier mógłby pomieścić tysiące pocisków gotowych do dostarczenia do kontenerowych dział rozproszonych po wyspie.

Globalny wyścig: Chiny, Europa i Japonia przyspieszają

Amerykańska pauza nie zamroziła badań nad railgunami na świecie. Kilka państw kontynuowało je po cichu, lecz konsekwentnie.

  • Chiny testowały duże lufy przypominające railguny na kadłubach okrętów, prawdopodobnie do ostrzału dalekiego zasięgu i zadań przeciwokrętowych.
  • Francja wspiera kompaktowy demonstrator nastawiony na zwalczanie dronów i obronę krótkiego zasięgu.
  • Japonia zaplanowała środki na prace nad railgunami okrętowymi jako część szerszej odpowiedzi na pociski Korei Północnej i Chin.
  • Niemcy analizują opcje integracji dla przyszłych okrętów nawodnych F127.

Projekty te pozostają eksperymentalne, ale wskazują trend: wszyscy chcą tańszych i szybszych przechwytujących, by przeciwdziałać rosnącej liczbie pocisków i dronów. Jeśli Waszyngton zbyt długo pozostanie z boku, ryzykuje konieczność kupowania zagranicznej technologii albo powrót do gry z kilkuletnim opóźnieniem.

Polityczna niewiadoma: Trump i czynnik „made in America”

Ostateczna decyzja, czy amerykańskie railguny przejdą od poligonów do realnych wdrożeń, nie będzie wyłącznie techniczna. Polityka ma ogromne znaczenie. Administracja prezydenta Joe Bidena zamknęła wcześniejszy program marynarki w 2021 roku w ramach szerszego przestawiania priorytetów obronnych.

Donald Trump, jeśli wróciłby do Białego Domu, mógłby postrzegać railguny jako symbol technologicznej śmiałości i przemysłowej siły. Produkowana w kraju „przełomowa” broń, która bezpośrednio odpowiada na chińską dominację rakietową, dobrze pasuje do jego typowej retoryki o obronności i wytwórczości.

W Waszyngtonie programy czasem żyją albo umierają mniej z powodu fizyki, a bardziej z powodu haseł i okazji do zdjęć.

Poza politycznym teatrem rachunek jest prosty: stosunkowo dojrzała rodzina railgunów może kosztować miliardy, by ją wprowadzić, ale może ocalić bazy warte wiele miliardów dolarów w konflikcie wysokiej intensywności. Dla dowódców na Pacyfiku taka wymiana coraz częściej wygląda atrakcyjnie.

Kluczowe pojęcia: megadżule, saturacja i wymiana kosztów

Trzy idee pomagają uporządkować debatę o railgunach:

Co oznacza megadżul

Megadżul (MJ) to miara energii. W dużym uproszczeniu 1 MJ odpowiada energii kinetycznej samochodu o masie jednej tony jadącego około 160 km/h (100 mph). Strzał z okrętowego railguna 32 MJ koncentruje więcej energii niż wiele klasycznych pocisków artyleryjskich - tyle że dostarczonej w bardzo wąskiej, ekstremalnie szybkiej „paczce”.

Ataki saturacyjne i „wymiana kosztów”

Nowoczesne kampanie rakietowe stawiają na saturację: wystrzelenie większej liczby środków rażenia, niż obrońca zdoła przechwycić. Atakujący dąży do korzystnego „współczynnika wymiany kosztów”, czyli sytuacji, w której jego względnie tanie pociski zmuszają obrońcę do zużywania drogich przechwytujących.

Railguny mają odwrócić tę logikę. Jeśli każdy pocisk do railguna jest tańszy niż każdy pocisk atakujący, obrońcy mogą pozwolić sobie na częstsze strzelanie. W połączeniu z klasycznymi przechwytującymi i walką elektroniczną tworzą kolejną barierę dla planistów liczących na „zalanie” amerykańskich baz samą masą środków.

Ryzyka, ograniczenia i możliwe zastosowania poza Guam

Railguny nadal stoją przed poważnymi przeszkodami. Żywotność lufy pozostaje pytaniem otwartym. Integracja kierowanych pocisków z hipersonicznymi reżimami lotu jest trudna. Systemy zasilania muszą wytrzymać ciągłe obciążenia w warunkach słonej wody lub pustynnego pyłu. Przeciwnicy mogą się dostosować, stosując wabiki, manewrujące głowice albo trudniejsze do wykrycia pociski manewrujące.

Mimo to ta sama technologia ma zastosowania wykraczające poza obronę przeciwrakietową. Wersje lądowe mogłyby chronić lotniska, porty lub lotniskowcowe grupy uderzeniowe przed rojami dronów. Działa okrętowe mogłyby dać jednostkom pływającym tańszy sposób rażenia celów przybrzeżnych lub zbliżających się szybkich łodzi szturmowych na dużych dystansach - jako rozwiązanie pośrednie między klasyczną artylerią okrętową a drogimi pociskami rakietowymi.

Dla cywilów historia railguna pokazuje też, jak naprawdę działa innowacja w obronności. Projekty wahają się między hype’em a rozczarowaniem. Polityka, budżety i możliwości przeciwnika ciągną w różne strony. Czasem koncepcja uznana za martwą w jednej dekadzie wraca w następnej - przekształcona przez nowe zagrożenia i lepszą inżynierię.

Niezależnie od tego, czy Guam zostanie otoczony cichymi elektromagnetycznymi armatami, sama debata wokół nich pokazuje, jak USA i Chiny rywalizują dziś nie tylko większą liczbą pocisków, lecz także mądrzejszymi i tańszymi sposobami ich zestrzeliwania.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz