Przejdź do treści

Chiny prezentują rój 200 dronów sterowanych przez jednego operatora.

Osoba z tabletem kontroluje formację dronów latających nad otwartym terenem.

Krótki materiał wyemitowany przez chińską telewizję państwową na pierwszy rzut oka wyglądał niemal zwyczajnie: kilka małych dronów wznosi się w powietrze, potem kolejne, a potem dziesiątki. Za tym nagraniem kryje się jednak uderzająca teza - że jedna osoba może dziś uruchomić i zarządzać skoordynowanym rojem 200 uzbrojonych dronów w zaledwie kilka minut.

Najnowszy sygnał Chin: masowe użycie dronów przechodzi z teorii do praktyki

Według materiału telewizji państwowej chińscy inżynierowie zademonstrowali zautomatyzowany system startu i sterowania, który pozwala jednemu operatorowi wypuścić rój 200 dronów w szybkim ciągu. Maszyny mają być rzekomo zaprojektowane tak, by wytrzymywać zakłócanie (jamming) i walkę elektroniczną - dwie z głównych form obrony przed dronami na współczesnym polu walki.

Chińskie media państwowe opisują salwę 200 dronów, wystrzelonych w ciągu kilku minut i koordynowanych pod nadzorem jednego operatora.

Przez lata drony FPV (first-person view) oraz amunicja krążąca działały według prostej reguły: jeden dron, jeden pilot, jedno podatne łącze radiowe. Ten model ograniczał skalę. Sprawiał też, że drony stosunkowo łatwo było zakłócać środkami walki elektronicznej.

Ta demonstracja sugeruje, że Chiny próbują przełamać to wąskie gardło, opierając się mocno na automatyzacji, zaprogramowanych trasach oraz rozproszonej koordynacji wewnątrz samego roju.

Od konstrukcji hobbystycznych do broni algorytmicznej

Drony FPV zaczynały jako platformy wyścigowe i hobbystyczne. Konflikty w Ukrainie, na Bliskim Wschodzie i na Kaukazie zamieniły je w tanie środki precyzyjnego rażenia. Małe zespoły przytwierdzają ładunki wybuchowe do komercyjnych płatowców i sterują nimi przez gogle wideo prosto w pojazdy, bunkry czy stanowiska artyleryjskie.

Koncepcja jest przerażająco skuteczna, ale pracochłonna. Każdy operator musi intensywnie trenować, opanować sterowanie i utrzymywać podatne łącze danych przez cały czas lotu. W złej pogodzie, w miejskim „szumie” lub w silnie zakłócanym środowisku wskaźniki powodzenia gwałtownie spadają.

Dlaczego roje obsługiwane przez jednego operatora zmieniają reguły gry

Masowe roje działają według innej logiki. Zamiast mikrozarządzać każdym dronem, człowiek ustawia szerokie parametry misji. Oprogramowanie rozdziela następnie zadania w roju: który dron rozpoznaje, który atakuje, a który przekazuje łączność.

  • Człowiek wyznacza cele i obszary rażenia.
  • System obsługuje sekwencje startu i wyznaczanie tras.
  • Algorytmy zarządzają unikaniem kolizji i utrzymaniem odstępów.
  • Drony współdzielą dane, by nawigować i aktualizować swoje ścieżki.

Przesunięcie polega na przejściu od pilotażu pojedynczych statków powietrznych do nadzorowania sieciowego systemu robotycznego, który w dużej mierze lata sam.

Jeśli to działa zgodnie z zapowiedziami, rozwiązuje trzy długoletnie problemy „wojny FPV”: potrzebę wielu wyszkolonych pilotów, kruchość łączy radiowych oraz trudność w nasycaniu obrony na żądanie.

Wyzwanie dla obrony powietrznej: nasycenie tanimi zagrożeniami

Współczesne systemy obrony powietrznej projektowano do wykrywania i zestrzeliwania niewielkiej liczby celów o wysokiej wartości: myśliwców, śmigłowców, pocisków manewrujących. Opierają się na radarach, drogich efektorach i dużej mocy obliczeniowej systemów kierowania ogniem.

Rój 200 dronów odwraca tę logikę. Każdy dron jest tani, mały i wolny. Radar może mieć trudność z ich wyraźnym wykryciem, zwłaszcza na tle zakłóceń i „clutteru”. Nawet jeśli zostaną wykryte, szybkie strącenie wszystkich to zupełnie inny problem.

Cecha Tradycyjne zagrożenie z powietrza Rój dronów
Koszt jednostkowy Wysoki (pociski, statki załogowe) Niski (płatowce w stylu komercyjnym)
Liczebność ataku Najwyżej dziesiątki Setki lub więcej
Wykrywalność Wyraźna sygnatura radarowa Małe cele, „zlane” z tłem, trudne do rozdzielenia
Sterowanie Załogi ludzkie na platformę Jeden operator nadzoruje wiele

Nawet jeśli broniące się siły użyją jednocześnie dział, pocisków krótkiego zasięgu i zagłuszarek, sama liczba może je przytłoczyć. Każdy interceptor wystrzelony na drona to jeden mniej dostępny na groźniejszy cel.

Zakłócanie nie jest już gwarantowaną odpowiedzią

Dotąd walka elektroniczna była jednym z najskuteczniejszych sposobów przeciwdziałania tanim dronom. Zakłócając GPS, łącza sterowania lub przekazy wideo, obrońcy mogą zmusić je do rozbicia się albo utraty orientacji. Ukształtowało to taktykę w Ukrainie, gdzie obie strony nieustannie dostosowują częstotliwości i sprzęt.

Chińskie media państwowe twierdzą, że ten nowy rój ma być znacznie bardziej odporny na zakłócanie. Najpewniej oznacza to kilka rzeczy naraz:

  • Wykorzystanie zaprogramowanych tras wymagających minimalnego sterowania na żywo.
  • Krótkie, „paczkowane” transmisje trudniejsze do wykrycia i zagłuszenia.
  • Wiele metod nawigacji, nie tylko GPS.
  • Zdolność roju do rekonfiguracji, jeśli część dronów utraci łączność.

Jeśli drony potrafią dalej lecieć i koordynować się w silnie zakłócanym rejonie, obrońcy tracą jedno z najtańszych i najbezpieczniejszych narzędzi.

Natychmiastowe ryzyka dla sił na pierwszej linii

Dla wojsk lądowych, baz i okrętów najpilniejszym zagrożeniem jest nasycenie. Jednostka może poradzić sobie z pięcioma czy dziesięcioma nadlatującymi dronami. Poradzenie sobie z 200 naraz to co innego.

Wyobraźmy sobie batalionowy punkt dowodzenia. Tradycyjna ochrona obejmuje kilka systemów OPL krótkiego zasięgu, jakiś radar, być może w przyszłości laser lub dwa. Przeciwko dużemu rojowi dowódcy stają przed trudnymi wyborami: które radary włączyć, kiedy zdradzić pozycje OPL, które zasoby bronić, a które poświęcić.

Potencjalne scenariusze sugerowane przez chińską demonstrację obejmują:

  • Masowe ataki na składy amunicji, by wywołać wtórne eksplozje.
  • Skoordynowane uderzenia w radary obrony powietrznej, by oślepić sektor frontu.
  • Ataki falowe na okręty na akwenach zamkniętych, zmuszające je do zużywania cennych pocisków.
  • Naloty rojowe głęboko na tyły, by uderzać w logistykę i węzły paliwowe.

Nawet jeśli każdy dron przenosi tylko niewielki ładunek, skumulowane zniszczenia i zakłócenia mogą być dotkliwe, zwłaszcza jeśli ataki powtarzają się dzień po dniu.

Możliwe środki przeciwdziałania: warstwy, automatyzacja i kontrola kosztów

Obrona przed rojami pcha armie w stronę systemów warstwowych. Żaden pojedynczy typ broni nie wystarczy. Siły najpewniej połączą:

  • Czujniki wczesnego ostrzegania wykorzystujące wskazania radarowe, podczerwone i akustyczne.
  • Walkę elektroniczną do zakłócania koordynacji wewnątrz roju.
  • Tanie środki kinetyczne, np. programowalne pociski odłamkowo-burzące z detonacją powietrzną.
  • Systemy energii skierowanej, jak lasery dużej mocy lub mikrofale, do obrony bezpośredniej.
  • Wabiki i fałszywe cele, by odciągać drony od realnych zasobów.

Kluczowe pytanie dotyczy kosztu: czy obrońcy potrafią zestrzeliwać tanie drony, nie wydając wielokrotnie więcej na każde przechwycenie?

Tu również większą rolę odegra automatyzacja. Żaden operator nie jest w stanie ręcznie przydzielać celów, gdy naraz pojawiają się dziesiątki. Oprogramowanie będzie musiało priorytetyzować zagrożenia, przydzielać efektory i korygować ogień w czasie rzeczywistym, a ludzie będą nadzorować zamiast mikrozarządzać.

Co „rój” naprawdę oznacza w praktyce

Termin „rój” bywa używany luźno. W robotyce wojskowej zwykle oznacza trzy cechy:

  • Skala - wiele jednostek działających jednocześnie, a nie garstka.
  • Rozproszone podejmowanie decyzji - drony korzystają z prostych reguł i danych lokalnych, nie tylko z komend centralnych.
  • Zachowanie emergentne - grupa osiąga efekty, których pojedynczy dron nie zdołałby uzyskać sam.

Nie musi to oznaczać pełnej sztucznej inteligencji ani całkowicie niezależnej siły robotycznej. W chińskim przypadku materiał telewizyjny sugeruje hybrydę: człowiek odpowiada za ogólny kierunek misji, a algorytmy zarządzają szczegółami pozycjonowania i koordynacji.

Ryzyka i ścieżki eskalacji

Rojom towarzyszą trudne pytania etyczne i strategiczne. Jeśli jeden operator może wysłać 200 uzbrojonych dronów przez granicę w kilka minut, czasy reakcji się kurczą. Łatwiej o błędną kalkulację. Atrybucja również może się komplikować, gdy w operacjach skrytych używa się dronów o „komercyjnym” charakterze.

Istnieje też ryzyko presji typu „użyj albo strać”. Jeśli obie strony uznają, że duże roje mogą na początku konfliktu zniszczyć kluczowe zasoby, rosną bodźce do uderzenia jako pierwszemu. Ta dynamika już istnieje przy pociskach; tanie systemy półautonomiczne utrudniają jej kontrolowanie.

Na poziomie praktycznym problemem staje się zatłoczona przestrzeń powietrzna. Wojskowe drony muszą dzielić niebo z lotnictwem cywilnym, śmigłowcami ratunkowymi i ruchem komercyjnym. W miarę jak roje będą pojawiać się w kolejnych doktrynach, rządy będą musiały dostosować zasady zarządzania przestrzenią, systemy identyfikacji i procedury awaryjne.

Na razie chińska demonstracja pozostaje wyreżyserowanym wycinkiem z telewizji państwowej, a nie niezależnym raportem z poligonu. Mimo to wskazuje wyraźny kierunek: od pojedynczych pilotów dronów pochylonych nad ekranami - ku dużym, półautonomicznym formacjom uruchamianym i prowadzonym przez garstkę ludzi. Inne kraje pędzą tą samą drogą. Kolejny duży konflikt może zostać rozstrzygnięty w takim samym stopniu przez kod i układy scalone, jak przez klasyczną siłę ognia.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz