Przejdź do treści

Ten rosyjski cud techniki mógł nurkować głębiej niż inne, ale okazał się największą klapą morską od czasów zimnej wojny.

Mężczyzna w kasku notuje coś przy dokowanym okręcie podwodnym, obok części statku i manometru.

Conceived as a skryty tytan głębin, okręty podwodne projektu Sierra II przesunęły naukę o materiałach i technologię reaktorów na skraj możliwości - po czym rozbiły się o twarde ograniczenia budżetu, polityki i postsowieckiej degradacji.

Tytanowa bestia, która miała przerazić NATO

Na początku lat 80. radzieccy planiści mieli proste polecenie: pokonać US Navy w jej własnej grze pod lodem. Z tej zimnowojennej obsesji narodziła się Sierra II - atomowy okręt podwodny myśliwski, którego kadłub wykuto nie ze stali, lecz z tytanu.

Pomysł był brutalny i genialny. Tytan jest lżejszy od stali, odporny na korozję i zachowuje wytrzymałość na znacznie większych głębokościach. Dzięki podwójnemu tytanowemu kadłubowi Sierra II mogła schodzić daleko poniżej warstw, w których działała większość zachodnich jednostek - i robić to z dużą prędkością.

Sierra II zaprojektowano tak, by była szybsza, głębiej nurkowała i była cichsza niż jakikolwiek zachodni rywal - duch pod arktycznym lodem.

Na papierze to działało. Klasa obiecywała:

  • głębokości zanurzenia powyżej 600 metrów, znacznie poniżej standardowych poziomów patroli NATO
  • prędkości chwilowe około 40 węzłów, czyli ok. 74 km/h, na krótkie, gwałtowne sprinty
  • niski podpis akustyczny dzięki dopracowanej linii kadłuba i starannej izolacji maszyn
  • potężny reaktor jądrowy OK-650, zapewniający tygodnie autonomii w zanurzeniu

Uzbrojona w torpedy i pociski manewrujące oraz wyposażona w czuły zestaw sonarowy, Sierra II była projektowana przede wszystkim jako łowca okrętów podwodnych, a dopiero w drugiej kolejności jako platforma uderzeń na cele lądowe. Zachodni analitycy obawiali się wówczas nowej ligi radzieckich jednostek, które mogłyby po cichu śledzić amerykańskie okręty podwodne z rakietami balistycznymi na Północnym Atlantyku oraz na Morzu Barentsa.

Cena „bezgranicznej” innowacji

Potem przyszedł rachunek. Tytan może być cudownym materiałem pod ciśnieniem, ale w stoczni jest koszmarem. Sam zakup metalu kosztował w realiach lat 80. kilka tysięcy euro za tonę (w przeliczeniu). Bezpieczne spawanie wymagało atmosfery argonu, precyzyjnej obróbki i wysoko wyspecjalizowanych umiejętności, którymi dysponowała tylko garstka zakładów.

Każdy etap budowy dokładał kosztów i ryzyka. Opóźnienia wydłużały projekty. Efekt końcowy był okrętem, który zachwycał inżynierów, ale przerażał planistów budżetowych.

Tylko dwie jednostki - K-336 Pskow i B-534 Niżny Nowogród - kiedykolwiek zeszły z pochylni, mimo ambitnych planów radzieckich admirałów.

Dla Moskwy tworzyło to niezręczny paradoks. Sierra II mogła teoretycznie przewyższać amerykańskie okręty typu Los Angeles pod względem głębokości i prędkości sprintu. Jednak przy zaledwie dwóch kadłubach w służbie rosyjska marynarka nie mogła przełożyć tej błyskotliwości na realną kontrolę morza.

Osiągi, które zostały na desce kreślarskiej

W tabelach parametrów Sierra II wyglądała jak drapieżnik z marynistycznego thrillera. Kadłub o wysokiej odporności na zgniecenie, napęd jądrowy i mocne sensory zapowiadały niemal nietykalnego „hunter-killera”. W praktyce gotowość bywała nierówna, a utrzymanie - wymagające.

Radzieckie stocznie miały trudności z podtrzymaniem produkcji. Części zamienne i wyspecjalizowani spawacze pozostawali rzadkością. Szkolenie załóg dla tak egzotycznej platformy wymagało czasu i stałego finansowania.

Podczas gdy Stany Zjednoczone wypuszczały dziesiątki ustandaryzowanych okrętów typu Los Angeles, a później Virginia, Sowieci pakowali pieniądze w niewielką tytanową elitę, która nigdy nie osiągnęła masy krytycznej.

Za mało, za późno

Na morzu liczy się ilość. Dwa atomowe okręty myśliwskie, choćby najbardziej zaawansowane, nie utrzymają stałych patroli na wielu akwenach. Nie nasycą obrony przeciwnika ani nie zapewnią całodobowej obecności w Arktyce, na Atlantyku i Pacyfiku.

Gdy Sierra II w końcu weszła do floty około 1990 roku, Związek Radziecki już chwiał się w posadach. W ciągu roku państwo, które ją zbudowało, zniknęło. Reżimy serwisowe rozpadły się z braku pieniędzy. Cykl szkoleniowy się posypał. Patrole ograniczono.

W latach 90. obie jednostki często spędzały więcej czasu przy nabrzeżu niż na polowaniu pod lodem. „Tytanowy postrach” stał się po cichu królową kei.

Postsowiecki upadek i śmierć tytanowych flot

Koniec ZSRR zabił marzenie o pełnowymiarowych siłach tytanowych okrętów podwodnych. Rosyjscy stoczniowcy niemal z dnia na dzień stracili wykwalifikowaną siłę roboczą, łańcuchy dostaw i regularne finansowanie państwowe. Prace nad zaawansowanymi projektami utknęły albo przesunęły się w stronę tańszych koncepcji ze stalowym kadłubem.

Dla Moskwy priorytetem stało się wyżywienie ludności, a nie egzotyczne kadłuby. Budżety obronne skurczyły się. Stocznie rdzewiały. W takich warunkach Sierra II z „zakładu strategicznego” zmieniła się w kosztowną ciekawostkę.

Klasa przetrwała jako inżynieryjny cud, podziwiany przez specjalistów, lecz w dużej mierze nieistotny dla realnych konfliktów - od Bałkanów, przez Syrię, po kolejne teatry.

Dziś K-336 Pskow i B-534 Niżny Nowogród wciąż biorą udział w okazjonalnych ćwiczeniach Arktyki i Floty Północnej, często jako aktywa prestiżowe. Testują taktykę, rozwijają umiejętności nawigacji podlodowej i „pokazują flagę” w północnym bastionie Rosji.

Nie kształtują jednak już globalnej równowagi morskiej. Pozostają w cieniu nowszych rosyjskich konstrukcji, takich jak typ Jasień - a po drugiej stronie typów Virginia (USA) i Astute (Wielka Brytania).

Jak wypada na tle amerykańskich „koni roboczych”

Kontrast między Sierra II a amerykańskim typem Virginia ujawnia dwie zupełnie różne filozofie: egzotyczne osiągi kontra stabilny, skalowalny projekt.

Kryterium Sierra II (Rosja) Virginia (USA)
Materiał kadłuba Podwójny tytan Stal
Szacowana maks. głębokość 600+ m 250–300 m
Prędkość maksymalna ≈ 74 km/h ≈ 46 km/h
Liczba zbudowanych 2 21+ i rośnie
Wejście do służby ok. 1990 od 2004
Reaktor OK-650 S9G
Uzbrojenie Torpedy + pociski manewrujące Torpedy + pociski manewrujące Tomahawk

Tam, gdzie Rosja goniła za głębokością i prędkością dzięki eksperymentalnemu metalowi, US Navy postawiła na liczby, ścieżki modernizacji i logistykę. To ma znaczenie w długich kryzysach, gdy ciągłe rozmieszczenia i wspólne części zamienne mogą przeważyć nad „surowymi” osiągami.

Od awangardy do niemal muzealnego eksponatu

Rosyjscy oficerowie marynarki wciąż mówią o Sierra II z pewną dumą. Tytanowe kadłuby zaskakująco dobrze oparły się czasowi i korozji. Akustyka - niegdyś silna strona - doczekała się pewnej modernizacji. W określonych warunkach okręty nadal są trudne do wykrycia.

Jednak ich wartość strategiczna wyblakła. Przy ograniczonej pojemności rakietowej w porównaniu z nowszymi projektami i przy dostępności zaledwie dwóch kadłubów trudno uzasadnić duże programy modernizacyjne. Współczesna wojna przesunęła się także w stronę pocisków manewrujących do ataków na ląd, systemów bezzałogowych i sieciowego rozpoznania - obszarów, w których starsze platformy wymagają kosztownych przeróbek, by nadążyć.

W rosyjskich mediach co jakiś czas pojawiają się pogłoski o radykalnych remontach przedłużających życie. Każdy plan uderza jednak w tę samą ścianę: miniaturową flotę i wysoki rachunek za platformy, które nie odpowiadają już priorytetom państwa.

Co ta porażka mówi o broni z najwyższej półki

Historia Sierra II wybrzmiewa daleko poza Rosją. Wiele sił zbrojnych flirtuje z ultrazaawansowanymi projektami, które na papierze wyglądają na niepokonane, ale nie dają się skalować. Niezależnie od tego, czy chodzi o samoloty stealth, pociski hipersoniczne czy drony, wciąż wracają trzy pytania:

  • Czy zbudujemy dość egzemplarzy, by miało to znaczenie?
  • Czy będziemy w stanie utrzymać je i modernizować przez dekady?
  • Czy nasz przemysł realnie udźwignie tę technologię w czasie wojny?

Radzieccy planiści w latach 80. mieli jasne odpowiedzi na temat osiągów, ale mgliste w odniesieniu do reszty. Gdy gospodarka ZSRR implodowała, ta słabość stała się brutalną rzeczywistością.

Kluczowe terminy, które kształtują debatę

W dyskusjach o Sierra II i jej amerykańskich odpowiednikach często pojawiają się dwa pojęcia:

  • Okręt podwodny myśliwski (SSN): Atomowy okręt podwodny przeznaczony do zwalczania innych okrętów podwodnych i nawodnych, zbierania informacji wywiadowczych i czasem odpalania pocisków manewrujących. Nie przenosi balistycznych rakiet jądrowych.
  • Standaryzacja: Budowa wielu jednostek według wspólnego projektu, z dzielonymi częściami, szkoleniem i infrastrukturą. Zwykle obniża to koszt jednostkowy i ułatwia naprawy w czasie wojny.

Sierra II poświęciła standaryzację na rzecz czystych osiągów. Typy Virginia i Los Angeles poszły w przeciwnym kierunku, oddając część maksymalnej głębokości i prędkości w zamian za przewidywalność, przystępność kosztową i przemysłowy rytm.

A gdyby ZSRR utrzymał się na powierzchni?

Analitycy obronni czasem rozważają prosty scenariusz: gdyby Związek Radziecki przetrwał z silną gospodarką, co mogłaby znaczyć pełna eskadra tytanowych okrętów myśliwskich?

Przy dziesięciu lub dwunastu jednostkach Sierra II rotujących w Arktyce siły ZOP NATO miałyby nieustanny ból głowy. Głęboko nurkujący, szybcy i cisi łowcy operujący pod krawędzią lodu mogliby wymusić na USA znacznie większe inwestycje w podlodowy dozór i wzmocnienie bastionów okrętów z rakietami balistycznymi.

Taki scenariusz zakłada jednak, że radziecki przemysł potrafiłby rok po roku dostarczać tytanowe kadłuby, szkolić załogi, budować doki i zapewniać części zamienne. Rzeczywisty upadek maluje inny obraz: high-techowy klejnot, który przez chwilę błyszczał, a potem zatonął pod własnym ciężarem.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz