Przejdź do treści

Zemsta francuskiej broni? Paryski „król broni” celuje w armię USA

Człowiek w mundurze stoi obok opancerzonego pojazdu wojskowego z dużą lufą, na pustynnym terenie.

Teraz po cichu celuje znacznie wyżej.

Samobieżna armatohaubica Caesar, od dawna uznawana w Europie za punkt odniesienia dla mobilnej siły ognia, jest przygotowywana do znacznie ambitniejszej kampanii: próby uzbrojenia Armii Stanów Zjednoczonych - największego i najbardziej wymagającego nabywcy na świecie.

Francuskie działo spogląda na Pentagon

Na konferencji Association of the United States Army (AUSA) w październiku 2025 r. amerykańska spółka Leonardo DRS oraz francuski producent KNDS France ogłosili strategiczne partnerstwo. Ich cel jest prosty na papierze, ale politycznie obciążony: sprzedać system artyleryjski Caesar Armii USA jako jej kolejną mobilną platformę artyleryjską.

Leonardo DRS, spółka zależna włoskiej grupy Leonardo, miałaby pełnić rolę głównego wykonawcy w USA. KNDS France - lepiej znane pod historyczną nazwą Nexter - dostarczałoby samo działo oraz powiązaną amunicję. Obie firmy chcą zaproponować wersję Caesara dostosowaną do amerykańskich ciężarówek taktycznych i standardów US Army, zachowując jednak nienaruszony rdzeń europejskiej broni.

Propozycja jest śmiała: zaprojektowany we Francji system artyleryjski, zintegrowany na amerykańskich pojazdach, strzelający pociskami w standardzie NATO pod amerykańską flagą.

Tego rodzaju transatlantyczne odwrócenie ról jest nietypowe. Historycznie to europejskie armie kupowały amerykańską artylerię i wozy opancerzone. Amerykańskie zamówienie na francuskie działo wysłałoby silny sygnał, że Waszyngton jest gotów robić zakupy za granicą, gdy pojawia się luka zdolności, a krajowe programy grzęzną.

Dlaczego Caesar nagle ma szansę

Okazja wynika z bardzo amerykańskiego problemu. Program US Army Extended Range Cannon Artillery (ERCA), mający znacząco zwiększyć zasięg własnych armat 155 mm, został anulowany w 2024 r. po latach problemów technicznych i budżetowych. Od tego czasu armia testuje systemy zagraniczne, ale nie obrała jeszcze ścieżki zastępczej.

Jednocześnie wojna w Ukrainie zmieniła sposób myślenia generałów o artylerii. Dalekosiężna, precyzyjna artyleria lufowa zdolna szybko „strzelać i zmieniać pozycję” stała się kwestią przetrwania, a nie luksusem. Rosyjskie radary kontrbateryjne i drony karzą powolne, ciężkie systemy, którym na oddanie ognia i przemieszczenie potrzeba minut.

To dokładnie nisza, którą zajmuje Caesar. Zbudowany jako armatohaubica 155 mm / 52 kalibry na podwoziu ciężarowym, łączy duży zasięg z wysoką mobilnością i stosunkowo niską masą. Załogi mogą zatrzymać się, rozstawić, wystrzelić kilka pocisków i opuścić stanowisko w mniej niż minutę.

Użycie bojowe w Ukrainie zmieniło Caesara z katalogowego bestsellera w sprawdzony w walce punkt odniesienia - około 120 egzemplarzy dostarczono lub zadeklarowano dla Kijowa.

Ten wojenny dorobek ma znaczenie w Waszyngtonie. Amerykańscy oficerowie uważnie wsłuchują się w raporty po działaniach bojowych, a ukraińskie załogi artyleryjskie otwarcie chwaliły celność i szybkość Caesara, zwłaszcza w porównaniu ze starszymi działami holowanymi.

Co wyróżnia Caesara

Caesar nie jest jedyną kołową armatohaubicą na rynku, ale od 2008 r. wypracował solidny dorobek eksportowy. Kupiły go w różnych konfiguracjach tak różne państwa jak Dania, Arabia Saudyjska, Indonezja, Belgia i Litwa.

Kluczowe cechy techniczne obejmują:

  • Armata 155 mm / 52 kalibry, kompatybilna z amunicją w standardzie NATO
  • Zasięg typowo 40 km, do około 50 km z pociskami o zwiększonym zasięgu
  • Czas rozwinięcia poniżej 60 sekund od zatrzymania do pierwszego strzału
  • Podwozie ciężarowe 6×6 lub 8×8, które można zastąpić pojazdami lokalnymi
  • Relatywnie niska masa w porównaniu z armatohaubicami gąsienicowymi, ułatwiająca transport lotniczy

W realiach USA kluczowa jest możliwość integracji działa z istniejącymi amerykańskimi ciężarówkami taktycznymi. Zmniejsza to opór polityczny, upraszcza logistykę i pozwala firmom z USA przejąć znaczną część wartości - poprzez podwozie, elektronikę i prace integracyjne.

Migawka techniczna

Cecha Specyfikacja Caesara
Kaliber 155 mm / 52 kalibry
Typowy zasięg 40–50 km (z amunicją o zwiększonym zasięgu)
Czas rozwinięcia Poniżej 60 sekund
Baza mobilności Ciężarówka 6×6 lub 8×8, możliwa adaptacja do amerykańskich ciężarówek taktycznych
Zgodność z NATO Tak, używa standardowej amunicji 155 mm
Obecni i niedawni użytkownicy Francja, Ukraina, Dania, Belgia, Indonezja, Arabia Saudyjska, Litwa i inni

Amerykańskie wahanie, globalna konkurencja

US Army od kilku lat flirtuje z zagranicznymi kołowymi armatohaubicami. Próby w Yuma Proving Ground w Arizonie w 2021 r. obejmowały wiele systemów, w tym koncepcje zbliżone do Caesara. Jednak wysiłek ten zakończył się bez kontraktu.

W Pentagonie część osób nadal faworyzuje ciężkie armatohaubice gąsienicowe, takie jak M109 Paladin, wskazując na ochronę i zapas amunicji. Inni argumentują, że ostatnie konflikty pokazują, iż lżejsze działa na ciężarówkach, zdolne do szybkiego rozproszenia i pokonywania dużych odległości, oferują lepszą równowagę między przeżywalnością a siłą ognia.

Caesar nie byłby jedyny w przyszłym amerykańskim postępowaniu. Systemy południowokoreańskie, izraelskie i szwedzkie - między innymi - również są brane pod uwagę. Jednak duża baza użytkowników i doświadczenia z Ukrainy dają Caesarowi przewagę narracyjną.

Od 2008 r. na całym świecie zamówiono ponad 650 Caesarów, o szacunkowej łącznej wartości przekraczającej 2,3 mld euro.

Dla Francji przełomowa sprzedaż do USA miałaby znaczenie symboliczne. Kraj od dawna stara się pozycjonować jako poważny dostawca systemów lądowych, często przyćmiewany przez rywali z USA i Niemiec. Ostatnie niemieckie potknięcia przemysłowe w projektach morskich zachęciły Paryż do wykorzystania przewagi w lądowych systemach walki, gdzie Caesar i czołg Leclerc stanowią trzon oferty.

Strategiczne okno dla francuskiego przemysłu

Moment ogłoszenia umowy Leonardo DRS–KNDS nie jest przypadkowy. Zachodnie armie ścigają się, by uzupełniać uzbrojenie na wypadek konfliktów o wysokiej intensywności. Artyleria jest jednym z najszybciej rosnących segmentów - napędzana lekcjami z Ukrainy oraz obawami dotyczącymi Rosji i Chin.

Caesar jest dostępny już teraz, ma działający łańcuch dostaw i został dostosowany do różnych klimatów - od Sahelu po Europę Wschodnią. To ważne dla amerykańskich planistów, którzy stali się ostrożni wobec wieloletnich programów rozwojowych, kończących się opóźnieniami i przekroczeniami budżetu.

Jeśli Waszyngton ostatecznie zgodzi się kupić system - nawet w umiarkowanej liczbie - będzie to znaczący wyraz zaufania do europejskiej technologii lądowej. Umowa pomogłaby też utrwalić współpracę przemysłową między firmami z USA i Europy w czasie debat o zasadach „Buy American” oraz suwerenności obronnej po obu stronach Atlantyku.

Jak mógłby wyglądać „amerykański” Caesar

Zamerykanizowany Caesar raczej nie będzie wierną kopią francuskiego modelu. Źródła branżowe spodziewają się:

  • Integracji na ciężarówce w standardzie US Army, prawdopodobnie ciężkim pojeździe taktycznym już używanym w służbie
  • Amerykańskiej elektroniki kierowania ogniem i systemów łączności
  • Dostosowania do amerykańskich zapasów amunicji oraz przyszłych precyzyjnych pocisków kierowanych
  • Montażu i obsługi technicznej realizowanych głównie w zakładach w USA

Taki układ pozwala USA zachować kontrolę nad kluczowymi technologiami i wspierać miejsca pracy w kraju, jednocześnie opierając się na dziale zaprojektowanym za granicą. Jest to podobne do wcześniejszych rozwiązań dotyczących rakiet i obrony powietrznej, gdzie zagraniczne projekty lokalizowano na potrzeby amerykańskie.

Zrozumieć żargon: dlaczego zasięg i mobilność mają znaczenie

Debaty o artylerii mogą brzmieć bardzo technicznie, ale dwa pojęcia znajdują się w centrum oferty Caesara: zasięg i mobilność.

Zasięg oznacza, jak daleko działo może razić cele. System osiągający 40–50 km może uderzać w cele głębokie i pozostawać poza zasięgiem części artylerii przeciwnika. Większy zasięg daje też dowódcom większą elastyczność w przemieszczaniu baterii bez powstawania luk w pokryciu ogniowym.

Mobilność obejmuje zarówno przemieszczanie po drogach, jak i czas potrzebny na wejście na stanowisko i jego opuszczenie. Działa na ciężarówkach, takie jak Caesar, zazwyczaj poruszają się szybciej po drogach niż armatohaubice gąsienicowe. Szybkie rozwinięcie - mierzone w sekundach, a nie minutach - skraca czas, w którym przeciwnik może wykryć błyski wylotowe lub sygnatury radarowe i przeprowadzić kontruderzenie.

W Ukrainie załogi często walczą pod stałym zagrożeniem ze strony dronów przekazujących współrzędne do artylerii przeciwnika. System, który może zatrzymać się, oddać krótką salwę i odjechać, zanim spadnie ogień odwetowy, potrafi ocalić zarówno działo, jak i jego obsługę.

Ryzyka, scenariusze i co dalej

Nawet przy silnych argumentach technicznych droga Caesara do US Army jest daleka od pewnej. Presja polityczna, by faworyzować krajowe konstrukcje, jest ogromna. Amerykańscy ustawodawcy często wiążą budżety obronne z miejscami pracy w swoich okręgach, a systemy pochodzenia zagranicznego podlegają dodatkowej kontroli.

Jest też kwestia doktryny. USA mogą ostatecznie zdecydować o ograniczeniu artylerii na ciężarówkach do lżejszych jednostek, pozostawiając armatohaubice gąsienicowe dla ciężkich formacji. W takim scenariuszu Caesar mógłby stać się zasobem niszowym, a nie systemem masowym.

Mimo to kilka scenariuszy może sprzyjać francuskiemu działu. Gwałtowny wzrost zapotrzebowania USA na artylerię, którą można szybko wprowadzić do służby - być może wywołany pogorszeniem kryzysu międzynarodowego - zwiększyłby atrakcyjność dojrzałego, dostępnego „z półki” projektu. Armia mogłaby też kupić ograniczoną liczbę Caesarów jako rozwiązanie pomostowe, podczas gdy wróci do programów długoterminowych.

Dla europejskich planistów obronnych amerykańskie zamówienie na Caesara miałoby efekty wtórne. Wspólne systemy ułatwiają standaryzację amunicji, wspólne szkolenia i interoperacyjność w NATO. Wzmocniłoby to również argumenty za inwestowaniem w zaawansowaną amunicję 155 mm - w tym inteligentne i dalekosiężne pociski - z których mogliby korzystać wszyscy użytkownicy.

Niezależnie od tego, czy USA ostatecznie podpiszą kontrakt, sama oferta stanowi punkt zwrotny. Francuski przemysł nie ogranicza się już do obrony rynków krajowego i regionalnych. Otwarcie rzuca wyzwanie amerykańskiej dominacji w artylerii na jej własnym terenie - jedna „królewska armata” na ciężarówce naraz.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz