Przejdź do treści

USA rozważają plan, który pozwoliłby przejąć pełną kontrolę nad obroną Grenlandii.

Osoba w czerwonej kurtce trzyma mapę na tle lodowców i budynku za kołem podbiegunowym podczas zachodu słońca.

Bidenowska administracja po cichu ocenia, czy mało znane narzędzie prawne - dotąd stosowane wyłącznie na Pacyfiku - mogłoby dać Waszyngtonowi szeroką kontrolę nad obroną i bezpieczeństwem Grenlandii, pozostawiając jednocześnie arktycznej wyspie wewnętrzną samorządność.

USA rozważają „pacyficzny” model porozumienia dla Arktyki

Amerykańscy urzędnicy analizują, czy tzw. Compact of Free Association (COFA), czyli Układ o Wolnym Stowarzyszeniu, mógłby zostać rozszerzony na Grenlandię - wynika z ostatnich doniesień i briefingów dyplomatycznych. Ten model zastosowano dotąd wyłącznie wobec trzech niewielkich państw Pacyfiku: Sfederowanych Stanów Mikronezji, Wysp Marshalla oraz Palau.

W ramach takiego układu Grenlandia zachowałaby własny parlament i autonomię wewnętrzną, lecz odpowiedzialność za obronę zewnętrzną i bezpieczeństwo w dużej mierze przeszłaby na Waszyngton. Wyspa, formalnie część Królestwa Danii, korzysta z szerokiego samorządu od 1979 r., podczas gdy Kopenhaga wciąż odpowiada za politykę zagraniczną i obronę.

Stawką jest to, czy arktyczne terytorium w ramach NATO mogłoby, w drodze dwustronnej umowy, znaleźć się pod niemal całkowitą kontrolą USA w sferze obrony.

Pomysł pojawia się w momencie ostrzejszej amerykańskiej retoryki dotyczącej strategicznej wartości Grenlandii oraz odnowionych rozmów w kręgach Waszyngtonu o przejęciu lub aneksji wyspy - języka, który zaniepokoił zarówno europejskie rządy, jak i grenlandzkich liderów.

Co oznaczałby układ o wolnym stowarzyszeniu

COFA nie jest standardowym traktatem sojuszniczym jak Artykuł 5 NATO. To układ znacznie bardziej asymetryczny. Państwo stowarzyszone pozostaje podmiotem prawa międzynarodowego i prowadzi sprawy wewnętrzne, ale Waszyngton uzyskuje szerokie uprawnienia do zarządzania całą obroną zewnętrzną.

W praktyce ten model ma kilka kluczowych cech:

  • Siły USA mogą się rozmieszczać, utrzymywać bazy i prowadzić działania wojskowe z długoterminowymi gwarancjami.
  • Państwo partnerskie nie może gościć obcych sił zbrojnych bez zgody USA.
  • Waszyngton przyjmuje obowiązek obrony partnera przed zagrożeniami zewnętrznymi.
  • Partner otrzymuje wieloletnią pomoc finansową i korzyści handlowe.

Dla Mikronezji, Wysp Marshalla i Palau układ ten w praktyce zlikwidował potrzebę utrzymywania pełnowymiarowych sił zbrojnych. Ich bezpieczeństwo opiera się na armii USA, podczas gdy instytucje krajowe koncentrują się na policji, obronie cywilnej i patrolach morskich.

W modelu COFA samorząd polityczny pozostaje, ale suwerenność obronna dramatycznie się kurczy i w praktyce może zniknąć.

Zastosowanie tego wzorca wobec Grenlandii byłoby bezprecedensowe. W przeciwieństwie do państw pacyficznych Grenlandia znajduje się w obszarze NATO, jest związana z europejską monarchią i leży na szlakach morskich istotnych zarówno dla USA, jak i ich najbliższych sojuszników.

Unikatowa pozycja strategiczna Grenlandii

Grenlandia ma zaledwie ok. 56–57 tys. mieszkańców, ale zajmuje ogromny, pokryty lodem obszar lądowy łączący Amerykę Północną i Europę. Jej położenie dominuje na każdej poważnej mapie bezpieczeństwa Arktyki i Północnego Atlantyku.

Wyspa góruje nad tzw. luką GIUK (Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania) - wąskim gardłem kluczowym dla śledzenia rosyjskich okrętów podwodnych wychodzących z Arktyki na szerszy Atlantyk. Już teraz znajduje się tam baza Pituffik Space Force Base (dawniej Thule) - kluczowy węzeł ostrzegania przed atakiem rakietowym, obserwacji kosmicznej i łączności.

Amerykańscy planiści argumentują, że układ stowarzyszeniowy „zabetonowałby” dekady gwarantowanego dostępu, umożliwiając:

  • gęstą sieć radarów i sensorów w całej Arktyce,
  • wysunięte bazy dla środków ZOP i obrony powietrznej,
  • szybszą reakcję na rosyjską lub chińską aktywność morską,
  • ochronę szlaków żeglugowych łączących Amerykę Północną i Europę.

Grenlandia to nie jest kolejna placówka; leży na zawiasie między Arktyką, Północnym Atlantykiem i północną flanką Europy.

W Waszyngtonie coraz częściej przedstawia się wyspę jako linię frontu w szerszej rywalizacji z Rosją i Chinami, wskazując na rosyjskie patrole okrętów podwodnych oraz chińskie projekty badawcze i komercyjne wokół arktycznego obrzeża.

Zasoby pod lodem

Poza geografią w amerykańskich kalkulacjach mocno waży bogactwo mineralne Grenlandii. Z amerykańskich ocen wynika, że wyspa posiada udokumentowane złoża 43 z 50 minerałów, które Waszyngton klasyfikuje jako krytyczne - w tym metale ziem rzadkich wykorzystywane w broni precyzyjnej, radarach, myśliwcach i technologiach czystej energii.

Geolodzy wskazują także na potencjał złóż ropy i gazu na szelfie. Rząd Grenlandii wprowadził w 2021 r. zakaz nowych poszukiwań ropy i gazu, powołując się na kwestie klimatyczne i środowiskowe, lecz rosnące temperatury Arktyki i cofający się lód morski w dłuższym horyzoncie ułatwiają technicznie eksploatację.

Dla Waszyngtonu ściślejsza kontrola środowiska bezpieczeństwa wokół Grenlandii pośrednio wpływałaby na to, kto i na jakich warunkach uzyska dostęp do tych zasobów. Ograniczałaby też przestrzeń dla rosyjskich lub chińskich firm do budowania wpływów w sektorze wydobywczym i infrastrukturze wyspy.

Czym „kompakt grenlandzki” różniłby się od NATO

Jednym z głównych napięć jest to, że Grenlandia już dziś podlega parasolowi obrony zbiorowej NATO poprzez Danię. Każdy zbrojny atak na Grenlandię w zasadzie uruchamiałby konsultacje na mocy Artykułu 4 i mógłby doprowadzić do reakcji z Artykułu 5.

Cecha Obrona NATO Układ w stylu COFA
Podejmowanie decyzji Kolektywne wśród sojuszników Przede wszystkim dwustronne z USA
Prawa do bazowania sił obcych Zależne od polityki państwa-gospodarza i sojuszu USA mają prawo weta wobec każdej obcej obecności wojskowej
Własne siły zbrojne partnera Utrzymywane przez każdego sojusznika Zwykle ograniczone do bezpieczeństwa wewnętrznego i funkcji porządkowych
Wsparcie gospodarcze Brak automatycznego mechanizmu bezpośredniej pomocy Wbudowana pomoc finansowa i rozwojowa

Europejscy dyplomaci obawiają się, że COFA z Grenlandią zepchnęłaby na margines struktury NATO i umieściła terytorium sojusznicze pod odrębnym amerykańskim łańcuchem dowodzenia. Niektórzy boją się też precedensu, który pozwoliłby Waszyngtonowi omijać ramy sojusznicze w innych miejscach.

Silny sprzeciw ze strony Grenlandii i Europy

Grenlandzcy i duńscy przywódcy publicznie odrzucili jakąkolwiek jednostronną zmianę statusu wyspy. Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wezwał Waszyngton do zakończenia spekulacji o aneksji i ostrzegł przed zewnętrzną presją na niewielkie społeczeństwo arktyczne.

Premier Danii Mette Frederiksen podkreślała, że amerykańskie groźby lub język przymusu należy traktować poważnie, przywołując europejskie obawy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Państwa nordyckie i bałtyckie, a także Wielka Brytania i Francja, wyraziły poparcie dla duńskiej i grenlandzkiej suwerenności.

Dla wielu w Europie myśl, że presja mogłaby przyjść ze strony innego państwa NATO, jest głęboko niepokojąca - nawet jeśli jednocześnie polegają na sile USA w odstraszaniu Rosji.

Wewnątrz NATO temat wymusił niezręczne dyskusje o scenariuszach, w których duży sojusznik naciska wbrew woli mniejszego partnera. Niemieccy urzędnicy podkreślali, że Grenlandia pozostaje objęta gwarancjami NATO - to czytelne przypomnienie, że bezpieczeństwo zbiorowe budowano po to, by zarządzać zagrożeniami zewnętrznymi, a nie sporami wewnątrz sojuszu.

Dlaczego Waszyngton chce czegoś więcej niż obecny dostęp

USA już dziś korzystają z szerokich praw wojskowych na Grenlandii na mocy porozumień z Danią. Nie ma formalnych limitów liczby amerykańskich żołnierzy, a Pituffik zapewnia Waszyngtonowi stały przyczółek. Każda duża zmiana postawy byłaby w praktyce negocjowana z Kopenhagą, ale sam dostęp zasadniczo nie stoi pod znakiem zapytania.

Po co więc rozważać kompakt? Z perspektywy Waszyngtonu COFA:

  • zapewniłaby pewność prawną i długoterminowe prawa do bazowania, odporne na duńskie zmiany polityczne,
  • dawałaby USA wyraźne prawo weta wobec jakiejkolwiek obcej obecności wojskowej, także ze strony innych sojuszników,
  • otwierałaby drogę do wielkoskalowych projektów infrastrukturalnych i obserwacyjnych bez ciągłych renegocjacji,
  • wiązałaby Grenlandię ściślej z amerykańskim planowaniem strategicznym, poza szerszą polityką UE.

Dla państw europejskich te same cechy wyglądają jak utrata wpływu nad krytycznym obszarem Arktyki. Niektórzy przedstawiciele przemysłu po cichu ostrzegają, że jednostronny ruch USA mógłby sprowokować działania odwetowe - np. ograniczenie udziału Europy w wybranych amerykańskich programach obronnych albo zmniejszenie współpracy przy kluczowych komponentach systemów takich jak myśliwiec F-35.

Jak mogłoby wyglądać życie pod „kompaktem grenlandzkim”

Gdyby Grenlandia zaakceptowała układ w stylu COFA, codzienna polityka mogłaby nie zmienić się z dnia na dzień. Lokalny parlament nadal zarządzałby polityką socjalną, edukacją i rybołówstwem. Języki duński i grenlandzki pozostałyby obecne w życiu publicznym. Jednak pole manewru wyspy w sprawach zahaczających o bezpieczeństwo uległoby gwałtownemu zawężeniu.

Grenlandia nie mogłaby podpisywać umów obronnych z innymi krajami ani wpuszczać zagranicznych jednostek badawczych o zdolnościach podwójnego zastosowania bez zgody USA. Każdy ruch zmierzający do zaproszenia np. europejskich patroli morskich wymagałby akceptacji Waszyngtonu. Wymiana wywiadowcza i sieci obserwacyjne działałyby głównie kanałami amerykańskimi.

W takim scenariuszu własne formacje bezpieczeństwa Grenlandii prawdopodobnie przypominałyby te z państw pacyficznych objętych COFA: mieszanka straży przybrzeżnej, policji i obrony cywilnej, bez konwencjonalnej armii, marynarki czy sił powietrznych odpowiedzialnych za obronę terytorium. Młodzi Grenlandczycy mogliby postrzegać służbę w amerykańskich siłach zbrojnych jako ważną ścieżkę kariery - tak jak wielu mieszkańców wysp Pacyfiku dziś.

Kluczowe pojęcia i ryzyka, które warto rozumieć

Debata używa technicznego języka, który maskuje bardzo konkretne konsekwencje. „Obrona zewnętrzna” obejmuje więcej niż czołgi i rakiety. To także cyberobrona, kontrola przestrzeni powietrznej, wykorzystanie satelitów, kable podmorskie i zasady dotyczące tego, które zagraniczne statki mogą korzystać z portów.

„Weto wobec obcych baz” brzmi abstrakcyjnie, a jednak wpływa na wszystko - od ćwiczeń NATO po projekty naukowe korzystające z sensorów podwójnego zastosowania. Silniejszy amerykański głos w kwestii obecności zagranicznej mógłby ograniczyć misje UE lub wspólny monitoring z innymi państwami arktycznymi, nawet jeśli grenlandzcy liderzy by tego chcieli.

Dla Grenlandczyków kompromis byłby ostry. Pomoc gospodarcza i gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA mogłyby przynieść inwestycje, miejsca pracy i infrastrukturę. Jednocześnie wyspa ponosiłaby ryzyko polityczne, że będzie postrzegana jako amerykańska wysunięta platforma operacyjna, co czyniłoby ją bardziej oczywistym celem w ewentualnej przyszłej konfrontacji z udziałem Rosji lub Chin.

Dla NATO taki scenariusz jest testem tego, jak daleko może się rozciągnąć polityka sojuszu, zanim solidarność zacznie pękać. Kompakt marginalizujący europejski wkład mógłby zachęcać innych do zawierania bardziej dwustronnych porozumień z Waszyngtonem, fragmentując i tak napięty system euroatlantycki w czasie, gdy szlaki arktyczne, bezpieczeństwo energetyczne i rywalizacja mocarstw coraz mocniej koncentrują się na Dalekiej Północy.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz