As Russia’s invasion grinds on, Ukraine has turned cheap drones and compressed training into a decisive tool of modern warfare, forcing the British Army and its allies to rethink how a “pilot” is made and what an air force actually looks like.
Jak Ukraina przepisała podręcznik szkolenia operatorów dronów
Gdy rosyjskie wojska pancerne po raz pierwszy przekroczyły granicę w 2022 roku, ukraińscy dowódcy szybko zrozumieli, że sama tradycyjna siła powietrzna nie wystarczy. Potrzebowali dużej liczby pilotów - szybko - i potrzebowali ich do latania bezzałogowcami, a nie myśliwcami.
Odpowiedź, która wyłoniła się z pól bitew takich jak Bachmut i Chersoń, była brutalnie pragmatyczna: krótkie, intensywne kursy skoncentrowane na tym, co najważniejsze dla przetrwania i skuteczności rażenia.
Ukraińskie doświadczenia sugerują, że około 60 godzin ukierunkowanego szkolenia może zamienić rekruta w skutecznego bojowego operatora drona.
Według oficerów współpracujących z ukraińskimi jednostkami ten 60‑godzinny pakiet dzieli się na dwie mniej więcej równe fazy:
- 30 godzin na symulatorach, aby zbudować podstawowe umiejętności pilotażu i odruchy awaryjne
- 30 godzin w warunkach rzeczywistych z użyciem prawdziwych dronów nad poligonami i w strefach blisko linii frontu
Symulacja nie jest traktowana jako miły dodatek, lecz jako rdzeń szkolenia. Kursanci rozbijają się w wirtualnej przestrzeni, a nie nad ostrzeliwanymi okopami. Gdy przechodzą na prawdziwe drony, są już oswojeni ze sterowaniem, opóźnieniami w przekazie wideo i stresem koordynacji z wojskami lądowymi.
Brytyjscy oficerowie zwrócili na to uwagę. Podpułkownik Ben Irwin‑Clark, dowódca 1. Batalionu Gwardii Irlandzkiej, nadzorował szybkie rozszerzenie kompetencji dronowych w swoim pododdziale. Siedemdziesięciu ośmiu żołnierzy zostało już przeszkolonych jako operatorzy lub instruktorzy, zamieniając to, co kiedyś było niszową kwalifikacją, w powszechny zestaw umiejętności w całym batalionie.
Od hobbystów do operatorów na polu walki
Wielu ukraińskich operatorów dronów zaczynało jako cywile latający komercyjnymi quadcopterami dla zabawy albo do filmowania wesel. Wojna zamieniła to hobby w zawód na pierwszej linii. Ich doświadczenie w dużej mierze kształtuje to, co robią dziś sojusznicy.
Typowy kurs, opisywany przez oficerów doradzających Ukrainie i siłom NATO, koncentruje się na trzech filarach:
| Faza | Główny cel | Efekt |
|---|---|---|
| Symulacja (30 h) | Podstawy pilotażu, czytanie map, ćwiczenia celowania, scenariusze awaryjne | Pewna obsługa sterowania i szybka reakcja pod presją |
| Loty na żywo (30 h) | Działanie na wietrze, w terenie pełnym przeszkód, w warunkach zakłóceń elektronicznych, koordynacja z pododdziałami | Operator gotowy do wsparcia realnych działań bojowych |
| Rotacja systemów | Kontakt z różnymi modelami dronów i oprogramowaniem | Elastyczny operator, zdolny szybko dostosować się do nowego sprzętu |
Major Wolf Amacker, który kieruje w Fort Rucker w Alabamie pionem bezzałogowych systemów powietrznych i taktyki, wdraża podobną logikę w US Army poprzez kurs Unmanned Advanced Lethality Course. Celem jest odejście od długich, sztywnych programów na rzecz zwinnych szkoleń nadążających za tempem innowacji na polu walki, jakie widać w Ukrainie.
Zamiast wieloletnich ścieżek szkoleniowych, armie sojusznicze eksperymentują z okresem liczonym w miesiącach, a nawet tygodniach - od rekrutacji do gotowych bojowo załóg dronów.
Eksperyment brytyjskiej armii z „hubem dronowym”
Wielka Brytania była wyjątkowo szybka w przekuwaniu tych lekcji na konkretne reformy. W centrum tej zmiany znajduje się koncepcja nowego „hubu dronowego”, po raz pierwszy testowana w 1. Batalionie Gwardii Irlandzkiej.
Hub działa jak mały, ale kompletny ekosystem dla systemów bezzałogowych. W jego ramach żołnierze uczą się składać, latać, naprawiać i modyfikować drony bez czekania na powolne łańcuchy dostaw.
Takie zaplecze zwykle obejmuje:
- stoły warsztatowe do budowy i naprawy płatowców
- drukarki 3D wytwarzające części zamienne i uchwyty do kamer
- stanowiska symulatorów odtwarzające ukraińskie scenariusze szkoleniowe
- wydzielone strefy do testów i lotów na krótkim dystansie
Brytyjscy oficerowie zaangażowani w projekt mówią, że celem jest taktyczna samowystarczalność: pluton, który złamie śmigło albo straci kamerę, nie stoi bezczynnie - naprawia sprzęt na miejscu i wraca do walki w ciągu godzin.
Model hubu dronowego traktuje systemy bezzałogowe mniej jak delikatny sprzęt od odległego wykonawcy, a bardziej jak zużywalne, adaptowalne narzędzia w żołnierskim plecaku.
Ta zmiana wpływa też na kulturę. Młodsi żołnierze, często bardziej obyci z kontrolerami do gier i smartfonami, dostają odpowiedzialność za projektowanie i „odpluskwianie” nowych konfiguracji. Dowódcy raportują, że sprzyja to eksperymentowaniu i rozprzestrzenia wiedzę poziomo, zamiast trzymać ją w rękach kilku specjalistów.
Operacja Interflex i współdzielone doświadczenie Ukrainy
Równolegle do inicjatywy hubów Londyn prowadzi Operację Interflex - duży program szkoleniowy realizowany wspólnie z 12 innymi państwami. Tysiące ukraińskich żołnierzy przechodzi przez brytyjskie poligony, gdzie uczą się zachodniej taktyki działań w małych pododdziałach, ale też przekazują brutalnie aktualne lekcje z frontu.
Ukraińscy instruktorzy przyjeżdżający do Wielkiej Brytanii, Danii i innych krajów partnerskich przywożą nagrania, logi i omówienia z prawdziwych misji dronowych. Trafiają one bezpośrednio do scenariuszy szkoleniowych sojuszników, w tym do ćwiczeń antydronowych odtwarzających rosyjskie taktyki, schematy zakłóceń i techniki pozoracji.
Dla żołnierzy NATO taka wiedza z pierwszej ręki jest trudna do zdobycia gdziekolwiek indziej. Skraca krzywą uczenia się po obu stronach.
Ameryka próbuje dogonić wojnę bezzałogową
Po drugiej stronie Atlantyku US Army uświadomiła sobie, że obraz pola walki w Ukrainie alarmująco różni się od wielu własnych ćwiczeń. Tanie amunicje krążące, wybuchowe quadcoptery i stały dozór z powietrza jeszcze niedawno traktowano jako zagrożenia poboczne.
W Fort Rucker, tradycyjnie kojarzonym ze szkoleniem śmigłowcowym, program obejmuje dziś zaawansowaną taktykę bezzałogową. Laboratoria symulacyjne odtwarzają środowiska nasycone walką elektroniczną i zakłóceniami GPS - podobne do tego, z czym ukraińscy operatorzy mierzą się blisko frontu.
Amerykańscy oficerowie przyznają, że konflikt w Ukrainie ujawnił lukę między obowiązującą doktryną a rzeczywistością stref walki nasyconych dronami.
Nacisk nie dotyczy wyłącznie uczenia żołnierzy latania dronami. Obejmuje też wykrywanie urządzeń przeciwnika, namierzanie ich operatorów oraz koordynację obrony przeciwlotniczej, zakłócania i maskowania, aby chronić pododdziały pozostające pod stałą obserwacją z powietrza.
Przyspieszone szkolenie ukraińskich pilotów myśliwskich
Choć drony przyciągają nagłówki, Kijów potrzebuje też ludzi w kabinach. Szkolenie ukraińskich załóg na zachodnich myśliwcach, zwłaszcza F‑16, zostało objęte politycznym „stoperem”.
Kilka państw europejskich dzieli się zadaniami. Francja pełni kluczową rolę, goszcząc drugi etap przygotowania pilotów na Alphajecie, dwumiejscowym samolocie szkolno‑treningowym. Ten etap wypełnia lukę między podstawami pilotażu a złożonymi systemami F‑16.
Następnie załogi przenoszą się do rumuńskiej bazy lotniczej w Fetești, gdzie przechodzą konwersję na F‑16. Urzędnicy twierdzą, że cała ścieżka ma trwać około dwa razy krócej niż kurs w czasie pokoju, bez wycinania kluczowego szkolenia bojowego.
Skompresowane harmonogramy odzwierciedlają twardą rzeczywistość: rosyjskie wsparcie lotnicze we wschodniej Ukrainie rośnie w siłę, a Kijów nie może czekać latami na nowe pokolenie pilotów myśliwskich.
Przyspieszony program kładzie nacisk na obronę powietrzną, loty na małej wysokości i szybkie włączenie w naziemne sieci radarowe. Ogranicza się teorię, którą można odłożyć, a zwiększa liczbę godzin na symulatorach i ćwiczenia ukierunkowane na konkretne zadania.
Dlaczego 60 godzin wystarcza na drony, ale nie na myśliwce
Kontrast między 60‑godzinną ścieżką dla operatorów dronów a długą drogą dla załóg myśliwskich podkreśla podstawowy fakt: ryzyko rozkłada się inaczej, gdy fizyczne niebezpieczeństwo ponosi maszyna, a nie człowiek.
Początkujący może po krótkim kursie nauczyć się latać quadcopterem nad bezpiecznym terenem. Jeśli się rozbije, strata jest finansowa i taktyczna, nie ludzka. Dla porównania pilot myśliwca musi opanować ekstremalne prędkości, złożoną awionikę i zagrażające życiu sytuacje awaryjne w trzech wymiarach. Żadna pilność nie zamieni tego w zadanie na 60 godzin.
Kluczowe pojęcia stojące za ukraińską rewolucją dronową
Dla czytelników próbujących zrozumieć tę szybką zmianę, w rozmowach z oficerami i analitykami stale powracają pewne koncepcje:
- Amunicja krążąca (loitering munition): dron, który może krążyć nad obszarem, a następnie uderzyć w cel jak kierowany pocisk.
- Walka elektroniczna: wykorzystanie technologii radiowych i sygnałowych do zakłócania, oszukiwania lub śledzenia dronów i łączności przeciwnika.
- Dron FPV (first‑person view): mały statek powietrzny sterowany przy użyciu gogli z podglądem wideo na żywo, umożliwiający precyzyjne ataki na okopy lub pojazdy.
- Szkolenie rozproszone: krótkie kursy prowadzone blisko frontu, dzięki czemu operatorzy mogą szkolić się i od razu być użyci bez długich opóźnień.
W praktyce ukraiński operator drona może spędzić poranek w kontenerowej sali szkoleniowej, wykonując symulacje ataków FPV, a popołudnie - realizując prawdziwe misje zaledwie kilka kilometrów dalej. Ta ciasna pętla między szkoleniem a działaniem jest tym, co zachodnie armie próbują dziś skopiować.
Ryzyka, kompromisy i co dalej
Kompresowanie szkolenia niesie oczywiste ryzyka. Operator po 60 godzinach ma mniej wiedzy teoretycznej, mniej doświadczeń z rzadkimi awariami i mniej okazji do ćwiczenia koordynacji z artylerią lub piechotą. Dowódcy muszą zaakceptować wyższy odsetek błędów w zamian za szybkie wystawienie większej liczby operatorów.
Jest też koszt psychologiczny. Wielu ukraińskich operatorów dronów ogląda nagrania własnych uderzeń w czasie rzeczywistym, a potem odtwarza je do analizy - dzień po dniu. Zachodni lekarze wojskowi już badają, jak stała zdalna ekspozycja na śmiercionośne misje wpływa na zdrowie psychiczne oraz czy szkolenie powinno obejmować moduły odporności psychicznej lub wytyczne rotacji.
Z drugiej strony korzyści są wyraźne. Tanie, szybko szkolone zespoły dronowe mogą wykrywać zasadzki, śledzić kolumny pancerne i uderzać w linie zaopatrzenia improwizowaną amunicją. W połączeniu z tradycyjną artylerią i siłą powietrzną dają dowódcom znacznie bardziej szczegółowy obraz pola walki.
Analitycy spodziewają się, że przyszłe brytyjskie i amerykańskie pododdziały piechoty będą rutynowo zawierać żołnierzy z kwalifikacjami operatora drona, specjalisty walki elektronicznej i strzelca przeciw dronom. Ukraińska miara „60 godzin do gotowości bojowej” prawdopodobnie stanie się punktem odniesienia, kształtując tempo, w jakim nowi rekruci będą przechodzili przez symulatory i trafiali na realne systemy w każdym przyszłym konflikcie.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz