Przejdź do treści

Chiński dron wojskowy wielkości Airbusa cicho testuje nowy poziom technologii stealth.

Mężczyzna w stroju lotniczym pracuje przy dronie na lotnisku nad morzem, w tle statek i hangar.

Militaryjni analitycy twierdzą, że te loty testowe mogą sygnalizować poważną zmianę w tym, jak Pekin planuje obserwować, śledzić i potencjalnie zagrażać rywalizującym siłom na całym Pacyfiku - pozostając przy tym w dużej mierze niewidocznym.

Gigant w kształcie ducha o rozpiętości skrzydeł jak samolot pasażerski

Statek powietrzny, o którym mowa, jest znany w źródłach otwartych jako GJ‑X - długodystansowy dron stealth (o obniżonej wykrywalności), który pojawił się na zdjęciach satelitarnych nad chińskim poligonem testowym Malan w Sinciangu, a później został uchwycony na nagraniu w locie w połowie października. Przy szacowanej rozpiętości skrzydeł około 42 metrów jest mniej więcej wielkości Airbusa A321 i należy do największych bezzałogowych bojowych statków powietrznych, jakie kiedykolwiek testowano na oczach opinii publicznej.

Jego układ jest uderzający. GJ‑X wydaje się wykorzystywać układ „cranked‑kite” latającego skrzydła, podobny do przypisywanego tajemniczemu amerykańskiemu dronowi rozpoznawczemu RQ‑180. Obrys skrzydła załamuje się ostro ku tyłowi w pobliżu końcówek, co pomaga kontrolować przepływ powietrza i zmniejszać sygnaturę radarową. Nie ma statecznika pionowego, klasycznego usterzenia i jest niewiele wystających powierzchni, które odbijałyby energię radaru z powrotem w stronę nadajnika.

GJ‑X łączy gabaryty krótkodystansowego samolotu pasażerskiego z „obecnością” na radarze małego ptaka - przynajmniej na papierze.

Zdjęcia sugerują, że silniki są głęboko ukryte wewnątrz kadłuba, a na zewnątrz widać jedynie dyskretnie ukształtowane wloty i wyloty. Taki układ osłania najgorętsze elementy przed radarami naziemnymi oraz czujnikami podczerwieni. Doniesienia na chińskojęzycznych forach opisują jaśniejszy spód, prawdopodobnie celowy schemat malowania, który ma utrudniać dostrzeżenie samolotu wzrokowo na tle zamglonego nieba.

Osiągi, które niepokoją zachodnich planistów

Zachodni eksperci obronni, którzy analizowali komercyjne materiały obrazowe i chińskie źródła, uważają, że GJ‑X jest bliższy strategicznemu statkowi rozpoznawczemu niż dronowi taktycznemu. Szacowany czas lotu przekracza 30 godzin, a prędkości przelotowe mają mieścić się w przedziale 800–900 km/h, co pozwala mu obejmować ogromne obszary oceanu i pozostawać w rejonie działania przez całą dobę lub dłużej.

Zgrubne porównania lokują go w tej samej ogólnej kategorii co RQ‑180:

Cecha GJ‑X (Chiny, szac.) RQ‑180 (USA, szac.)
Rozpiętość skrzydeł ≈ 42 m ≈ 40 m
Podstawowa rola ISR / UCAV zdolny do uderzeń ISR (wywiad, obserwacja, rozpoznanie)
Długotrwałość lotu > 30 godzin > 24 godziny
Napęd Dwa wbudowane silniki Dwa silniki o obniżonej wykrywalności
Wewnętrzna komora ładunkowa Tak (pojemność nieznana) Tak
Sygnatura radarowa Bardzo niska (ocena) Bardzo niska (ocena)

Choć te wartości pozostają szacunkami, ogólny kierunek jest jasny: Pekin wdraża platformę zaprojektowaną tak, by latać daleko, długo utrzymywać się w powietrzu i być trudną do wykrycia. To połączenie bezpośrednio podważa długo utrzymywane założenia, że USA i ich sojusznicy zawsze będą dominować w korytarzach rozpoznania na dużych wysokościach, rozciągających się od Japonii po Guam i dalej.

Nie tylko szpieg: wielozadaniowy węzeł powietrzny

Za gładką powłoką zewnętrzną GJ‑X ma prawdopodobnie przenosić gęsty zestaw sensorów i sprzętu łączności. Chińskie media powiązane z państwem oraz zagraniczni analitycy wskazują na mieszankę radaru z syntetyczną aperturą (SAR) o wysokiej rozdzielczości, radarów AESA (z aktywnym elektronicznym skanowaniem), pasywnych odbiorników rozpoznania elektronicznego (ELINT) oraz terminali łączności satelitarnej.

Taki ładunek użyteczny pozwoliłby dronowi:

  • Mapować bazy wojskowe i lotniska przez chmury i w nocy dzięki obrazowaniu SAR.
  • Śledzić okręty i okręty podwodne pośrednio, monitorując ich emisje radarowe, łączności i nawigacji.
  • Przekazywać dane celownicze do nadbrzeżnych jednostek rakietowych oraz innych statków powietrznych niemal w czasie rzeczywistym poprzez bezpieczne łącza satelitarne.
  • Krążyć nad wrażliwymi obszarami ponad 24 godziny, dostarczając dowódcom ciągły obraz sytuacji wywiadowczej.

Obecność wewnętrznej komory uzbrojenia pozostaje niepotwierdzona, ale rozmiar płatowca czyni ją prawdopodobną. Jeśli byłby uzbrojony, GJ‑X mógłby przejść od roli czysto szpiegowskiej do roli skrytego bombowca lub środka uderzeniowego, odpalając pociski manewrujące albo bomby szybujące z odległości znacznie przekraczających zasięg większości okrętowych systemów obrony.

Ta sama platforma, która słucha i obserwuje, mogłaby w późniejszej konfiguracji naprowadzać albo nawet wykonywać precyzyjne uderzenia.

Bezpośredni ból głowy dla marynarek USA i sojuszników

Teatr Indo‑Pacyfiku to miejsce, gdzie ten samolot ma największe znaczenie. Dron stealth o dużej długotrwałości lotu, krążący w pobliżu Tajwanu, Wysp Riukiu lub północnych Filipin, mógłby po cichu śledzić amerykańskie lotniskowcowe grupy uderzeniowe i zespoły desantowe. Każda zmiana kursu, starty samolotów czy operacje tankowania byłyby rejestrowane i wprowadzane do chińskich sieci celowniczych.

W połączeniu z rakietami przeciwokrętowymi dalekiego zasięgu, radarami przybrzeżnymi, sensorami kosmicznymi i zaawansowanymi myśliwcami, takimi jak J‑20, GJ‑X wzmacnia chińską strategię antydostępową i odmowy obszaru (A2/AD). Idea jest prosta: uczynić każde podejście obcych sił na tyle ryzykownym i „przejrzystym” informacyjnie, by przywódcy polityczni w Waszyngtonie, Tokio czy Canberze dwa razy się zastanowili, zanim je rozmieszczą.

Stealth przez ciszę: jak działa kontrola emisji

Jednym z bardziej niepokojących elementów dla zachodnich sił zbrojnych jest to, jak dron zdaje się zarządzać własną wykrywalnością. Analitycy twierdzą, że GJ‑X prawdopodobnie stosuje ścisłą kontrolę emisji - często skracaną do EMCON. W tym trybie utrzymuje swoje radia i radary wyłączone albo mocno ograniczone przez większą część misji, zbierając sygnały pasywnie zamiast nadawać.

W ustalonych odstępach dron mógłby nieznacznie wznieść się, skierować antenę o wąskiej wiązce w stronę satelity i wysłać skompresowane dane w krótkim „wybuchu” transmisji, po czym ponownie zamilknąć. Taki wzorzec znacząco utrudnia przeciwnikowi wykrycie poprzez triangulację emisji.

Płatowiec stealth staje się znacznie trudniejszy do przechwycenia, gdy jego elektronika zachowuje się jak duch: mówi krótko, a potem znika.

Resztę dopełniają kształtowanie stealth, wbudowane silniki i prawdopodobne materiały pochłaniające fale radarowe. Radary wczesnego ostrzegania mogą wykryć co najwyżej słaby „punkt” - jeśli w ogóle - dając obrońcom niewiele czasu na reakcję albo nawet potwierdzenie, że cokolwiek tam jest.

Kamień milowy technologiczny o politycznym ciężarze

Dla Pekinu GJ‑X jest czymś więcej niż eksperymentem inżynieryjnym. Zaprezentowanie drona tej skali wysyła czytelny sygnał: Chiny działają dziś w tej samej strategicznej lidze co USA, jeśli chodzi o zaawansowane systemy bezzałogowe. Moment - w czasie napiętych wymian wokół Tajwanu i Morza Południowochińskiego - raczej nie jest przypadkowy.

Planiści w USA, Japonii i Australii muszą teraz zakładać, że wrażliwe korytarze powietrzne między łańcuchami wysp mogą być regularnie penetrowane przez drony stealth. To oznacza więcej pieniędzy na radary zdolne do wykrywania obiektów o obniżonej wykrywalności, systemy poszukiwania w podczerwieni, zestawy walki elektronicznej oraz dyżurujące w stałej gotowości myśliwce obronne.

Dla mniejszych sił regionalnych sygnał jest ostrzejszy. Państwa bez dużych budżetów mogą mieć trudność z obroną w środowisku, w którym skryte platformy rozpoznawcze potrafią czaić się przez dobę lub dłużej tuż poza ich przestrzenią powietrzną, obserwując każdy wylot i ruch okrętów.

W stronę w pełni nasyconego nieba

GJ‑X wpisuje się też w szerszy chiński wysiłek wypełnienia „pionowego” wymiaru od poziomu morza po niską orbitę. Pekin rozwija pseudossatelity wysokiego pułapu, małe drony taktyczne, systemy rojowe oraz nowe generacje satelitów rozpoznawczych. Duży dron stealth może działać jako centralny „autobus” w tej sieci - zbierając dane, łącząc je i przesyłając przez wiele warstw.

Przyszłe warianty mogłyby przenosić:

  • Zakłócacze standoff do dezorganizacji radarów i łączności przeciwnika.
  • Pociski manewrujące dalekiego zasięgu do uderzeń na cele lądowe.
  • Uzbrojenie przeciwokrętowe naprowadzane przez własne sensory oraz inne platformy.
  • Oprogramowanie autonomii pozwalające koordynować grupy mniejszych dronów w roju.

Taka architektura rozproszona kontrastuje z tradycyjnymi zachodnimi doktrynami, które opierają się na niewielkiej liczbie załogowych, wysoko wartościowych środków - takich jak samoloty AWACS i tankowce - operujących z dobrze chronionych baz. W konflikcie, w którym lotniska i duże samoloty załogowe są zagrożone, odporne systemy bezzałogowe stają się kluczowe dla utrzymania zdolności bojowej.

Co „dron stealth” naprawdę oznacza w praktyce

To pojęcie może brzmieć abstrakcyjnie, ale sprowadza się do kilku mierzalnych efektów. Stealth nie czyni statku powietrznego dosłownie niewidzialnym. Zmniejsza odległość, z jakiej różne czujniki mogą go wiarygodnie wykryć i śledzić. Dla drona takiego jak GJ‑X oznacza to:

  • Radary naziemne widzą go później, często z krótszych odległości, dając mniej czasu ostrzeżenia.
  • Radary okrętowe muszą używać większej mocy lub innych trybów, co może ujawnić je na wykrycie zwrotne.
  • Czujniki podczerwieni mają trudniej z wykryciem gorącego wylotu spalin dzięki osłonięciu silników i sprytnemu chłodzeniu.
  • Pasywne odbiorniki mogą wychwycić jedynie krótkie transmisje podczas zaplanowanych „burstów” danych.

Z operacyjnego punktu widzenia skrócone okno wykrycia zmusza obrońców do wyboru: utrzymywać sensory na pełnej mocy - a więc być łatwiejszym celem - albo zaakceptować, że część statków powietrznych prześlizgnie się przez luki w ich pokryciu.

Potencjalne ryzyka i efekty uboczne

Pojawienie się drona takiego jak GJ‑X niesie kilka ryzyk. Jednym jest eskalacja wynikająca z błędnej interpretacji. Platforma stealth krążąca w pobliżu spornego obszaru może zostać uznana za przygotowanie do uderzenia, a nie jedynie rozpoznanie - zwłaszcza gdy napięcie jest już wysokie. Granica między „obserwowaniem” a „naprowadzaniem” szybko się zaciera, gdy ten sam płatowiec może zostać wyposażony w uzbrojenie.

Innym ryzykiem jest wyścig zbrojeń. W miarę jak Chiny inwestują w drony stealth, sąsiedzi poczują presję, by odpowiedzieć własnymi systemami bezzałogowymi, obroną przeciwdronową i pociskami dalekiego zasięgu. Taki cykl zwykle pochłania budżety, które mogłyby trafić na potrzeby cywilne, a jednocześnie zwiększa prawdopodobieństwo, że usterka techniczna lub błędnie odczytany ślad radarowy doprowadzi do nagłego kryzysu.

Wreszcie istnieje cichszy, długofalowy wpływ na normy. Im bardziej potężne państwa normalizują uporczywą, niewidoczną obserwację przy użyciu dronów wielkości samolotów pasażerskich, tym trudniej argumentować za powściągliwością w czasie pokoju. Dla państw nadbrzeżnych i społeczności wyspiarskich życie pod tym stałym, odległym spojrzeniem może stać się nową normą - niezależnie od tego, czy wyrażają na to zgodę, czy nie.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz