Przejdź do treści

Zamieszanie biurokratyczne naraża obiekty Departamentu Obrony na ataki dronów – alarmuje inspektor generalny DOD.

Dwóch żołnierzy w mundurach analizuje mapę z dronami na ekranie komputera w biurze.

Pentagonowski organ nadzoru twierdzi dziś, że problem dotyczy w mniejszym stopniu technologii, a w większym - splątanych przepisów, niejasnych kompetencji i papierowej biurokracji, która nie nadąża za szybko zmieniającym się zagrożeniem.

Organ nadzoru ostrzega przed lukami, gdy drony krążą nad bazami USA

Nowy raport Inspektora Generalnego Departamentu Obrony (DOD IG) ostrzega, że duże amerykańskie instalacje wojskowe pozostają podatne na wtargnięcia dronów mimo lat prac nad politykami oraz miliardów dolarów wydanych na systemy zwalczania bezzałogowych statków powietrznych, znane jako C‑UAS.

Raport, datowany na 20 stycznia, stwierdza, że zamieszanie wokół tego, które obiekty kwalifikują się do ochrony przed dronami, oraz kto ma prawo legalnie zestrzelić lub unieszkodliwić nieuprawniony statek powietrzny, pozostawiło kluczowe miejsca bez odpowiedniej osłony. W niektórych przypadkach bazy, które już doświadczyły wielokrotnych incydentów z dronami, wciąż nie mają pełnych uprawnień ani sprzętu, by powstrzymać kolejny.

Śledczy ustalili, że głównym powodem, dla którego wiele baz nie może w pełni używać narzędzi antydronowych, jest biurokratyczna niepewność, a nie brak świadomości zagrożenia.

Ośrodki szkolenia pilotów F‑35 pominięte na liście chronionych obiektów

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów przytoczonych przez IG jest baza Luke Air Force Base w Arizonie. Baza szkoli około trzech czwartych pilotów myśliwców F‑35 na świecie, co czyni ją centralnym ośrodkiem jednego z najbardziej wrażliwych i kosztownych programów lotniczych na planecie.

Mimo to Luke AFB nie jest prawnie uznana za „chroniony obiekt lub zasób” (covered facility or asset) w rozumieniu Sekcji 130i Tytułu 10 Kodeksu Stanów Zjednoczonych - głównego przepisu regulującego krajowe działania antydronowe na terenach wojskowych.

Sekcja 130i wymienia dziewięć kategorii zasobów - od sił nuklearnych po niektóre poligony testowe uzbrojenia - które mogą stosować określone środki przeciwdziałania dronom, takie jak zakłócanie łączności czy przechwycenie kinetyczne. Bazy szkoleniowe nie mieszczą się w tych zdefiniowanych kategoriach.

Ponieważ szkolenie nie jest uznane przez obecne prawo za chronioną misję, kierownictwo Luke AFB ma zakaz używania wielu zdolności C‑UAS dostępnych w innych przypadkach dla Pentagonu.

Ta luka prawna oznacza, że instruktorzy odpowiedzialni za szkolenie pilotów latających zaawansowanymi myśliwcami stealth muszą polegać na doraźnych rozwiązaniach oraz lokalnych służbach porządkowych, nawet gdy drony pojawiają się w pobliżu operacji lotniczych.

Dziesięć lokalizacji, wiele dronów i brak wspólnego obrazu sytuacji

Zespół IG zbadał 10 lokalizacji DOD, które doświadczyły wtargnięć dronów, kreśląc obraz niespójnych kwalifikacji i niejasnych linii odpowiedzialności.

Plant 42: szara strefa w Kalifornii

W Air Force Plant 42 w Palmdale w Kalifornii zamieszanie jest uderzające. Ten należący do rządu, obsługiwany przez wykonawcę obiekt buduje i serwisuje zaawansowane statki powietrzne i drony, w tym części zamienne do RQ‑4 Global Hawk.

Plant 42 odnotowała wiele incydentów z dronami od 2024 roku. Na papierze figuruje na liście Sił Powietrznych jako obiekt objęty Sekcją 130i. Jednak raport IG zauważa, że urzędnicy Sił Powietrznych sami twierdzą, iż obiekt nie jest objęty tym przepisem, a personel centrali Pentagonu nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

W przypadku Plant 42 Siły Powietrzne i Pentagon nie zgadzają się co do tego, czy obiekt w ogóle jest prawnie uprawniony do korzystania z pełnych uprawnień antydronowych.

Taka rozbieżność tworzy niebezpieczną próżnię: wrażliwy obiekt przemysłu lotniczego, który może, ale nie musi mieć upoważnienia do strącania zagrażających dronów - zależnie od tego, jaki dokument polityki przeczyta dany urzędnik.

Stocznie i milczące zaciemnienia

W raporcie wyróżniono także obiekt Newport News Supervisor of Shipbuilding w Wirginii, gdzie wykonawcy budują i serwisują lotniskowce oraz okręty podwodne US Navy. Niemal wszystkie szczegóły operacyjne zostały utajnione (zaczernione), w tym konkretne incydenty z dronami.

Mimo to obiekt znajduje się w regionie, który doświadczył wielotygodniowych epizodów niezidentyfikowanych dronów krążących nad instalacjami wojskowymi i obiektami przemysłowymi. Te loty wzbudziły obawy lokalnych władz i mieszkańców, że statki powietrzne mogą prowadzić rozpoznanie lub ćwiczyć pod przyszłe ataki.

  • Wysokowartościowe zasoby lotnicze i morskie w trakcie budowy lub remontu
  • Bliskie sąsiedztwo centrów zaludnienia i portów handlowych
  • Ograniczona jasność co do tego, kto może podjąć działanie, gdy pojawiają się drony

Ponad dwadzieścia polityk, ale mało jasności

Raport IG wskazuje na głębszy problem strukturalny: mozaikę przepisów bez jednej, autorytatywnej mapy drogowej. Od 2020 roku Pentagon wydał ponad 20 dokumentów polityki dotyczących C‑UAS dla instalacji na terytorium kraju, a mimo to wielu dowódców baz nadal nie ma prostych wytycznych.

Jednym z głównych punktów spornych jest sposób uzyskiwania dopuszczenia operacyjnego przez systemy C‑UAS. Memorandum z 2020 roku wymaga, by każdy „pakiet” antydronowy był testowany w realistycznych warunkach, zanim zostanie przedłożony do zatwierdzenia w ramach Sekcji 130i. Każdy rodzaj sił zbrojnych zaprojektował jednak własną ścieżkę zatwierdzania, z różnymi warstwami przeglądu i akceptacji.

Z powodu niespójnych procesów zatwierdzania „duży procent” instalacji w USA nadal nie może legalnie uruchomić całego posiadanego sprzętu antydronowego.

W praktyce oznacza to, że niektóre bazy dysponują sprzętem, którego nie można w pełni użyć w sytuacji awaryjnej. Inne opóźniają inwestycje, ponieważ droga do uzyskania upoważnienia wydaje się zbyt niepewna lub zbyt powolna.

Gry wojenne ujawniają ryzyko prawne dla dowódców

Ustalenia IG są spójne z wcześniejszymi grami wojennymi prowadzonymi przez Joint Counter-Small Unmanned Aircraft Systems Office (JCO) armii USA oraz RAND Corporation. Te ćwiczenia analizowały, jak około 500 baz USA mogłoby reagować na wrogie lub podejrzane drony.

Badacze stwierdzili dramatyczne różnice w zasadach użycia siły między bazami. Niektórzy dowódcy mieli wyraźne uprawnienia - na mocy Sekcji 130i - do unieszkodliwiania dronów stanowiących wiarygodne zagrożenie. Inni nie mieli takich uprawnień i przynajmniej teoretycznie mogli być narażeni na odpowiedzialność karną lub cywilną, jeśli wydaliby rozkaz zestrzelenia.

W scenariuszach symulacyjnych dwie bazy stojące wobec tego samego zagrożenia dronowego mogły podejmować przeciwne działania nie z powodu różnej tolerancji ryzyka, lecz z powodu sprzecznych wskazówek prawnych.

Gry wojenne uwypukliły też stałe pytanie: kto ma wiodącą rolę w obronie przestrzeni powietrznej w pobliżu bazy USA, gdy pojawiają się drony? Lokalna policja, FBI, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) i władze stanowe mają swoje kompetencje, ale nie istnieją ustandaryzowane ramy, które integrowałyby je w operacjach antydronowych.

Wezwanie do ujednoliconych ram

Uczestnicy badania JCO/RAND wezwali Pentagon do stworzenia systemu, który „integruje, umożliwia i synchronizuje” podmioty stanowe, lokalne, plemienne i terytorialne z wysiłkami DOD. Bez tego każdy incydent grozi przekształceniem się w odpowiedź-kolaż kształtowaną przez osobowości, a nie przez politykę.

Problem Wpływ na bezpieczeństwo bazy
Niejasne uprawnienia prawne Dowódcy wahają się działać przeciw dronom
Niespójne kwalifikacje „covered” Obiekty o wysokiej wartości nie mają pełnego wachlarza opcji C‑UAS
Wiele nakładających się polityk Powolne decyzje i wąskie gardła zatwierdzania
Słaba koordynacja z agencjami cywilnymi Rozproszona reakcja wokół perymetrów baz

Nowa grupa zadaniowa, stare problemy

W 2025 roku Pentagon powołał Joint Interagency Task Force 401 (JIATF‑401), aby uporządkować krajobraz C‑UAS. Raport IG w praktyce przekazuje tej grupie listę zadań.

Śledczy rekomendują jedną skonsolidowaną politykę, która jasno definiuje role, odpowiedzialności i uprawnienia prawne; ustanawia szczegółowe zasady wyznaczania „chronionych” obiektów; oraz standaryzuje ścieżkę zatwierdzania pakietów antydronowych Sekcji 130i we wszystkich rodzajach sił zbrojnych.

Przekaz organu nadzoru do JIATF‑401 jest dosadny: napiszcie jeden podręcznik działania, zróbcie go czytelnym i dajcie dowódcom pewność, że mogą działać.

Pozostaje otwartą kwestią, czy grupa zadaniowa zdoła zgrać Pentagon, Kongres, regulatorów lotnictwa i lokalne służby porządkowe. Presja jednak rośnie, częściowo w wyniku ostatnich konfliktów za granicą.

Ukraińska operacja „Spiderweb” budzi alarm w Waszyngtonie

Planiści wojskowi wskazują na ukraińską Operację Spiderweb, w której - według doniesień - siły ukraińskie przemyciły drony głęboko na terytorium Rosji ciężarówkami i użyły ich do uderzeń na bazy lotnicze oraz samoloty stojące na ziemi. Te ataki pokazały, jak tanie systemy mogą tworzyć wyłomy w silnie bronionej przestrzeni powietrznej, po prostu omijając tradycyjne czujniki.

Urzędnicy ds. bezpieczeństwa obawiają się naśladownictwa. Ta sama klasa dronów jest łatwo dostępna w internecie lub w sklepach hobbystycznych. Są małe, trudne do wykrycia i można je modyfikować, by przenosiły kamery lub ładunki wybuchowe. Zdeterminowana grupa mogłaby teoretycznie złożyć i wcześniej rozmieścić systemy w pobliżu baz USA, nie przekraczając żadnej granicy międzynarodowej.

Konflikt na Ukrainie zamienił to, co kiedyś wyglądało jak science fiction, w żywe studium przypadku tego, jak małe drony mogą zakłócać działania wielkich mocarstw.

Co naprawdę oznacza „zwalczanie dronów” w bazie USA

Operacje antydronowe nie polegają tylko na strącaniu statków powietrznych z nieba. Na terytorium Stanów Zjednoczonych leżą na styku bezpieczeństwa lotniczego, prawa prywatności, walki radioelektronicznej i przepisów karnych.

Typowe środki C‑UAS mogą obejmować:

  • radary i czujniki elektrooptyczne do wykrywania i śledzenia małych obiektów
  • skanery częstotliwości radiowych do lokalizowania łączy sterowania dronem
  • zakłócanie elektroniczne lub „spoofing” w celu zaburzenia nawigacji
  • systemy energii skierowanej, które unieszkodliwiają elektronikę
  • tradycyjne środki kinetyczne - od pocisków po specjalistyczne projektyle

Każde z tych narzędzi może zakłócać cywilną łączność lub stwarzać ryzyko dla ludzi na ziemi. Dlatego Sekcja 130i ściśle reguluje, kto może ich używać, kiedy i na jakich warunkach. Te same zabezpieczenia, które chronią prawa obywatelskie, mogą - gdy są źle skoordynowane - pozostawiać niebezpieczne luki.

Scenariusze, które nie dają spać dowódcom baz

Urzędnicy ds. bezpieczeństwa często przeprowadzają proste scenariusze testujące gotowość. Jeden z nich zakłada komercyjnie kupiony quadkopter uruchomiony z parkingu tuż za ogrodzeniem bazy, która gości samoloty lub składuje amunicję.

Jeśli dron zobaczy płyty postojowe lub zbiorniki paliw, może przekazać precyzyjne współrzędne wrogiemu podmiotowi za granicą. Jeśli jest uzbrojony w ładunki wybuchowe, może spróbować wykonać atak jednokierunkowy na zaparkowane odrzutowce lub tłum. Dowódcy muszą w ciągu sekund zdecydować, czy dron jest nieostrożną zabawką hobbysty, czy realnym zagrożeniem.

Bez jasnych ram prawnych ta decyzja jest obarczona ryzykiem. Zestrzelić zbyt wcześnie - a baza może stanąć przed wyzwaniami prawnymi, zwłaszcza jeśli odłamki zranią cywilów. Czekać zbyt długo - a może dojść do poważnego incydentu. Raport IG sugeruje, że wielu dowódców działa właśnie w tej szarej strefie, polegając bardziej na osobistym osądzie niż na solidnej, spójnej polityce.

W miarę jak małe drony stają się tańsze, cichsze i bardziej autonomiczne, koszt zwłoki rośnie. Wewnętrzny organ nadzoru Pentagonu jasno wskazał, że największą przeszkodą nie jest brak technologii, lecz labirynt przepisów, który sprawia, że osoby na pierwszej linii zastanawiają się, co właściwie wolno im zrobić.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz