Przejdź do treści

Japońska nowinka technologiczna może zmienić siły w regionie Pacyfiku: pierwszy pocisk zdolny do półautonomicznego ataku roju.

Osoba na pokładzie statku, sprawdzająca mapy morskie i urządzenie, w tle okręty na morzu.

Japan po cichu wdraża nową koncepcję pocisku przeciwokrętowego, która łączy duży zasięg, cechy obniżonej wykrywalności i taktykę roju - celem jest zamienienie kluczowego pacyficznego „wąskiego gardła” w strefę zakazaną dla chińskiej marynarki wojennej.

Modułowy pocisk na inny rodzaj bitwy morskiej

Projekt, rozwijany przez japońską Agencję ds. Pozyskiwania, Technologii i Logistyki (ATLA), koncentruje się na nowej generacji pocisku przeciwokrętowego, zaprojektowanego od podstaw jako modułowa „rodzina” uzbrojenia, a nie jeden sztywny model.

Kompaktowy i ukształtowany pod kątem obniżonej wykrywalności, pocisk jest napędzany wydajnym turboodrzutowym silnikiem XKJ301-1 i ma być odpalany z japońskich wysp zewnętrznych, daleko od głównych wysp macierzystych. Kluczową cechą jest otwarta architektura, która pozwala inżynierom wymieniać ładunki i sensory w zależności od misji.

Ten japoński pocisk pomyślano jako technologiczny zestaw narzędzi: ta sama płatowiec może prowadzić rozpoznanie, zakłócać, zwodzić albo uderzać.

Planiści mówią o „kameleonicznej” konstrukcji. Jeden pocisk może przenosić głowicę burzącą do niszczenia okrętów. Inny może zostać wyposażony w sensory podczerwieni oraz elektrooptyczne do rozpoznania. Trzeci może zabrać wyposażenie walki elektronicznej lub pakiety wabików, mające oślepiać radary i „zużywać” wrogie przechwytywacze.

Taka elastyczność pasuje do geografii i polityki Japonii. Zamiast wprowadzać kilka wyspecjalizowanych pocisków z różnymi łańcuchami logistycznymi, Tokio może wdrożyć jedną platformę i dostosowywać ją poprzez oprogramowanie oraz wymianę modułów wraz z ewolucją zagrożeń.

Zasięg sięgający głęboko w chińskie szlaki morskie

ATLA nie opublikowała dokładnych parametrów osiągów, ale rozmiary płatowca i wybór silnika silnie sugerują zasięg powyżej 900 km. Analitycy widzą w nim naturalną ewolucję pocisku przeciwokrętowego Type 12, którego zasięg wzrósł już z 200 km do ok. 1 200 km w wariancie o zwiększonym zasięgu (ER).

W dalszej perspektywie pozostaje hipersoniczny projekt HVGP Block II, celujący w zasięgi rzędu 3 000 km na początek lat 30. XXI wieku. Choć nowy modułowy pocisk jest poddźwiękowy, wpisuje się w tę samą ideę strategiczną: utrzymywać chińskie okręty i infrastrukturę przybrzeżną w zasięgu rażenia bez wysuwania dużych flot do przodu.

Z łańcucha Riukiu japońskie pociski dalekiego zasięgu mogłyby śledzić i zagrażać chińskim zespołom okrętów na długo przed tym, zanim dotrą na Pacyfik.

Rozmieszczony na mobilnych wyrzutniach rozproszonych po południowych archipelagach Japonii, system umożliwiałby uderzenia na grupy morskie działające między Tajwanem, Morzem Wschodniochińskim a szerszym Pacyfikiem - komplikując ewentualną próbę „przepchnięcia” sił Pekinu przez ten obszar.

Cieśnina Miyako: wąska brama na Pacyfik

Cieśnina Miyako to luka o szerokości około 250 km między Okinawą a Tajwanem. Dla Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLAN) jest to jedna z nielicznych użytecznych głębokowodnych dróg wyjścia z zamkniętego Morza Wschodniochińskiego na otwarty Pacyfik.

Każda poważna chińska operacja przeciwko Tajwanowi, albo próba zagrożenia amerykańskim i japońskim liniom komunikacyjnym dalej na wschód, prawdopodobnie musiałaby przejść przez to „wąskie gardło”. To czyni je naturalnym punktem skupienia japońskich planistów obrony.

Łącząc nowy pocisk z ulepszonymi bateriami Type 12 oraz innymi systemami nadbrzeżnymi na Wyspach Riukiu, Tokio chce zamienić cieśninę w obszar trwałego ryzyka dla chińskich okrętów - w tym cennych jednostek, takich jak lotniskowce i duże okręty desantowe.

Logika roju: nasycanie obrony warstwowej

Współczesne chińskie okręty wojenne nie opierają się na jednej tarczy. Budują obronę warstwowo: przechwytywacze dalekiego zasięgu, pociski średniego zasięgu, systemy bliskiego zasięgu oraz wabiki. Pojedynczy nadlatujący pocisk ma niewielką szansę przebić się w całości.

Japońska koncepcja mocno więc opiera się na skoordynowanych rojach. Zamiast wystrzelić prostą salwę identycznych środków, pakiet uderzeniowy mieszałby role i czasy dolotu w odrębnych falach.

  • Pierwsza fala: pociski rozpoznawcze mapują ugrupowanie, radary i emisje.
  • Druga fala: pociski zakłócające i wabiki prowokują wczesny ogień obronny oraz dezorganizują sensory.
  • Trzecia fala: pociski uderzeniowe celują w kluczowe systemy okrętu, takie jak mostek, reaktory i główne radary.

Każdy pocisk współdzieli dane i koryguje trasę wraz ze zmianą sytuacji, korzystając z półautonomicznej koordynacji, aby reagować szybciej, niż mógłby to robić operator człowiek z dużej odległości.

Celem nie jest tylko trafić, lecz wyczerpać chińskie systemy obrony powietrznej, aż otworzą się luki dla śmiertelnych uderzeń.

Ta koncepcja pozostaje w dużej mierze teoretyczna, ale wpisuje się w szersze trendy w planowaniu USA i sojuszników, gdzie masowe, sieciocentryczne i relatywnie niedrogie pociski są postrzegane jako sposób na zrównoważenie chińskiej przewagi liczebnej w platformach.

Wpięty w szerszą sojuszniczą sieć uderzeniową

Japonia nie zamierza, by ten pocisk walczył w pojedynkę. Ma być wpięty w połączoną sieć kierowania ogniem, łączącą naziemne wyrzutnie, samoloty patrolowe, drony i potencjalnie zasoby sojusznicze.

Amerykańskie wyrzutnie Typhon już rozmieszczone w Japonii, uzbrojone w pociski manewrujące Tomahawk o zasięgu około 2 000 km, umożliwiają uderzenia w cele daleko w głąb terytorium Chin. W połączeniu z japońskimi systemami tworzą nakładającą się „kratownicę” ognia, rozciągającą się od Półwyspu Koreańskiego po Morze Filipińskie.

System Przybliżony zasięg Główna rola
Type 12 ER ~1 200 km Przeciwokrętowy / uderzenia lądowe
Nowy pocisk modułowy >900 km (szacunek) Przeciwokrętowy „rój” / walka elektroniczna
HVGP Block II (planowany) ~3 000 km Uderzenie hipersoniczne
US Tomahawk ~2 000 km Uderzenia lądowe

W kryzysie wokół Tajwanu ta siatka pozwoliłaby USA i Japonii współdzielić dane o celach i dynamicznie przydzielać środki rażenia: chiński niszczyciel wykryty przez japońskiego drona mógłby zostać zwalczony przez amerykańską wyrzutnię - lub odwrotnie - w zależności od tego, kto ma lepszy kąt strzału albo więcej pozostałych pocisków.

Logistyczna autonomiczność i amerykańska niepewność

Dla Tokio budowa tej zdolności to nie tylko kwestia „gołej” siły ognia. To kwestia odporności. Japońscy urzędnicy doskonale zdają sobie sprawę, że amerykańskie zapasy amunicji - już nadwyrężone wsparciem dla Ukrainy i innymi zobowiązaniami - mogą zostać szybko wyczerpane w konflikcie o wysokiej intensywności z Chinami.

Wytwarzając zaawansowane pociski w kraju, Japonia chce utrzymać długotrwałe tempo ognia bez całkowitego polegania na amerykańskim uzupełnianiu. To z kolei pozwala Waszyngtonowi wspierać Japonię i Tajwan wywiadem, wskazywaniem celów i technologią, przy mniejszej liczbie żołnierzy na miejscu.

Japoński nacisk na pociski odzwierciedla strategię „hedgingu”: zacieśniać sojusz z USA, ale być gotowym, jeśli zaangażowanie Waszyngtonu osłabnie.

Polityka wewnętrzna nadal komplikuje te wysiłki. Lokalne społeczności często sprzeciwiają się nowym bazom rakietowym na swoich wyspach. Budżety obronne rosną gwałtownie po dekadach powściągliwości. Przemysł napotyka wąskie gardła w zaawansowanych komponentach. A pacyfistyczne postawy pozostają silne w dużych częściach społeczeństwa.

Dodatkowo zmieniające się administracje w USA rodzą w Tokio pytania o długoterminową wiarygodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Bardziej transakcyjny Biały Dom mógłby żądać wyższych płatności lub narzucać ograniczenia w sposobie użycia sił USA, pozostawiając Japonię narażoną w delikatnym momencie.

Od grafiki koncepcyjnej do scenariuszy bojowych

Planiści wojskowi już nakreślili scenariusze użycia nowego pocisku. Jedna z częstych symulacji dotyczy chińskiej grupy lotniskowcowej próbującej przedrzeć się przez cieśninę Miyako pod silną osłoną z powietrza.

W tym scenariuszu rozproszone japońskie wyrzutnie na wielu wyspach odpalają salwy w odstępach czasowych. Wczesne fale niosą moduły rozpoznania i walki elektronicznej, stale aktualizując obraz chińskiego ugrupowania. Amerykańskie i japońskie statki powietrzne przekazują te dane, podczas gdy okręty podwodne czają się w pobliżu, gotowe wykorzystać każde zamieszanie.

Gdy chińskie niszczyciele zużywają zapasy pocisków przechwytujących na wabiki i zakłócacze, pojawiają się luki w „bańce” ochronnej wokół lotniskowca. Kolejne fale pocisków w konfiguracji uderzeniowej celują w węzły krytyczne: pokład lotniczy lotniskowca, maszty radarowe okrętu flagowego, centra łączności całej grupy.

Nawet jeśli lotniskowiec przetrwa, jego wartość operacyjna może zostać obniżona na dni lub tygodnie - co w zarządzaniu kryzysowym bywa ważniejsze niż spektakularne zatopienie.

Kluczowe koncepcje ataków „półautonomicznym rojem”

Sformułowanie „półautonomiczny rój” może brzmieć bardziej jak science fiction niż rzeczywistość, ale stojące za nim idee są relatywnie proste.

  • Rozproszone podejmowanie decyzji: pociski współdzielą podstawowe dane i korygują trasy w określonych ramach, zamiast czekać na stałe komendy człowieka.
  • Specjalizacja ról: nie każdy pocisk jest „bombą”; część to „oczy”, część to „hałas”, część to właściwe „ostrza”.
  • Dynamiczne przekierowanie celów: jeśli jeden okręt jest już trafiony lub silnie broniony, pozostałe pociski mogą przenieść uwagę na bardziej podatny cel.

Japonia nie jest jedyna w rozwijaniu takich koncepcji, ale jej położenie geograficzne - ściśnięte między potęgą Chin i USA - czyni ją jednym z miejsc, gdzie te idee mogą najszybciej przejść z poligonów do realnych wdrożeń.

Ryzyka są oczywiste. Każda błędna kalkulacja na Morzu Wschodniochińskim lub wokół Tajwanu może szybko eskalować, gdy dojdzie do wymiany salw rakietowych na dużą skalę. Żegluga cywilna i ruch lotniczy doświadczyłyby poważnych zakłóceń. Regionalny wyścig zbrojeń w systemach bezzałogowych i półautonomicznych już trwa - od Korei Południowej po Australię.

Jednocześnie japońscy planiści argumentują, że gęsta, wiarygodna tarcza przeciwokrętowa podnosi koszt agresji, zmuszając Pekin do zastanowienia się dwa razy, zanim postawi swoją flotę na próbę „szarży” przez wąską cieśninę obudowaną wyrzutniami i obserwowaną przez drony.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz