Przejdź do treści

Najcichsza broń świata? Ten autonomiczny amerykański czołg niszczy roje dronów bez oddania choćby jednego strzału.

Czołg na pustyni z dużym talerzem antenowym, w tle kilka dronów unoszących się w powietrzu.

Nie ma odrzutu wieży, nie ma wystrzałów, nawet charakterystycznego brzęczenia lasera. A jednak w ciągu kilku sekund chmura dronów traci kontrolę i spada z nieba jak cyfrowy grad.

Czołg, który zabija mikrofalami, nie kulami

Maszyna, o której mowa, to Leonidas AR - nowy amerykański prototyp, który wygląda jak kompaktowy czołg, ale walczy w zupełnie inny sposób. Zamiast pocisków artyleryjskich czy rakiet wystrzeliwuje skoncentrowane impulsy mikrofal o dużej mocy, zaprojektowane tak, by „usmażyć” elektronikę w powietrzu.

Zbudowany przez gigantów sektora obronnego General Dynamics Land Systems oraz Epirus, system łączy autonomiczną, gąsienicową platformę pojazdu znaną jako TRX z umieszczoną na szczycie mikrofalową bronią wysokiej mocy (HPM) Leonidas firmy Epirus. Efekt: mobilny, bezzałogowy „łowca dronów”, który ma obiecywać oczyszczenie nieba bez wydawania dźwięku.

Leonidas AR ma zostać zaprojektowany tak, by zestrzeliwać całe roje dronów jednym elektromagnetycznym uderzeniem, bez zużywania klasycznej amunicji.

Wobec szybko rosnących zagrożeń - tanich quadkopterów, dronów-kamikadze i skoordynowanych rojów - tradycyjna obrona przeciwlotnicza ma coraz większe trudności. Rakiety są drogie i ich zapas jest ograniczony. Działa kończą amunicję. Leonidas AR natomiast potrzebuje przede wszystkim zasilania i chłodzenia.

Jak niewidzialna armata rozrywa rój

Leonidas działa trochę jak elektromagnetyczny granatnik. Zamiast odłamków jego „promień rażenia” tworzą intensywne mikrofale dostrojone do zakłócania i niszczenia elektroniki.

Gdy system strzela, stożek energii przeczesuje obszar celu. W tej objętości kontrolery lotu dronów, odbiorniki GPS i łącza komunikacyjne ulegają przeciążeniu albo przepaleniu. Silniki odcinają się, czujniki przestają działać, a maszyny spadają na ziemię.

Bez błysków, bez dymu, bez hałasu: jedynym widocznym znakiem trafienia jest to, że drony niemal jednocześnie zaczynają spadać z powietrza.

Operatorzy mogą regulować zarówno poziom mocy, jak i częstotliwość, dopasowując efekt:

  • Niższa moc do „chirurgicznego” obezwładnienia pojedynczego drona w przestrzeni powietrznej miasta
  • Wyższa moc w warunkach pola walki - przeciw gęstym rojom lub wielu nadlatującym środkom rażenia
  • Chronione „strefy bezpiecznych częstotliwości”, by uniknąć uszkodzeń własnych systemów

Ta zdolność kształtowania elektromagnetycznego „śladu” ma znaczenie. Współczesne pola walki są pełne radiostacji, radarów, odbiorników GPS i własnych dronów. Niekontrolowany impuls mógłby oślepić wszystkich, także własną stronę. Oprogramowanie Leonidasa ma temu zapobiegać, pozwalając operatorom wykluczać określone pasma lub sektory.

Robotyczne podwozie TRX: cichy nośnik o masie 10 ton

Pod macierzą mikrofalową znajduje się TRX - gąsienicowy pojazd o masie 10 ton od General Dynamics, projektowany od początku jako bezzałogowy „robotyczny skrzydłowy” dla wojsk lądowych.

Kluczowa cecha Możliwość
Masa Około 10 000 kg (mniej więcej jak lekki czołg)
Napęd Hybrydowy układ napędowy elektryczny
Zasięg Do 480 km na jednym zbiorniku paliwa
Prędkość maksymalna Około 72 km/h na drogach
Sterowanie W pełni autonomiczne lub zdalnie sterowane
Czujniki Zestaw świadomości sytuacyjnej 360°

Hybrydowy napęd elektryczny daje dwie korzyści. Zwiększa zasięg bez ciągłego tankowania oraz umożliwia bardzo cichą jazdę w trybie wyłącznie elektrycznym. To dobrze współgra z bronią, która również nie wydaje dźwięku: systemem antydronowym, który może ukrywać się akustycznie, a także wizualnie.

TRX może być zdalnie sterowany z relatycznie bezpiecznego miejsca albo działać półautonomicznie po wcześniej zaplanowanych trasach. Jego oprogramowanie łączy dane z kamer, lidarów i innych czujników, by poruszać się w trudnym terenie i omijać przeszkody - nawet tam, gdzie GPS jest zakłócany lub zawodny.

Zaprojektowany do miejsc, do których żołnierze nie chcą wchodzić

Amerykańscy planiści widzą roboty takie jak TRX z Leonidasem jako idealne do stref „no-go”: pól minowych, obszarów pod stałym ostrzałem artyleryjskim albo odcinków frontu nasyconych amunicją krążącą. Zamiast narażać załogi w pojazdach załogowych, dowódcy mogliby wysuwać do przodu bezzałogowe „mikrofalowe czołgi”, by osłaniać nacierające wojska.

Teoretycznie kilka platform Leonidas AR mogłoby zostać połączonych w sieć, wymieniając dane śledzenia i synchronizując impulsy. Jeden pojazd mógłby wykryć nadlatujący rój dronów, a inny - lepiej ustawiony - wystrzelić impuls obezwładniający.

Poza dronami: amunicja i łączność na celowniku

Choć drony są celem „nagłówkowym”, technologia HPM Leonidasa nie ogranicza się do quadkopterów. Każdy obiekt w zasięgu, mocno zależny od elektroniki, może być potencjalnie podatny.

Dotyczy to m.in.:

  • Kierowanych pocisków artyleryjskich i rakiet z pokładową nawigacją
  • Amunicji krążącej i pocisków manewrujących wykorzystujących elektronikę klasy komercyjnej
  • Radiostacji polowych, improwizowanych węzłów łączności oraz części zestawów radarowych

Moc broni i kształt fali można dostroić tak, by priorytetyzować określone kategorie zagrożeń. Na zatłoczonym odcinku frontu operator mógłby wybrać profil „twardego zniszczenia” skoncentrowany na nadlatującej amunicji. W gęstej zabudowie miejskiej zasady użycia siły mogłyby wymagać łagodniejszego profilu, wymierzonego wyłącznie w drony rozpoznawcze.

Leonidas nie jest cyberatakiem; to brutalna fizyka. Zamiast hakować oprogramowanie drona, po prostu przeciąża sprzęt, który utrzymuje go w powietrzu.

Zwrot w amerykańskiej doktrynie ku dominacji elektromagnetycznej

Leonidas AR jest kontynuacją wcześniejszej integracji mikrofalowej macierzy Epirus na załogowym transporterze opancerzonym Stryker. Ten pierwszy krok trzymał załogi „w walce”. Nowe podejście odsuwa ludzi dalej do tyłu.

Amerykańscy wojskowi coraz częściej mówią o „wymiarze elektromagnetycznym” jako pełnoprawnej domenie wojny obok lądu, morza, powietrza, kosmosu i cyberprzestrzeni. Kto kontroluje eter, kontroluje wskazywanie celów, nawigację i dowodzenie.

Mikrofalowe czołgi takie jak Leonidas AR wpisują się w to myślenie wprost. Zamiast wymiany rakiet, siły zbrojne mogą zacząć wymieniać impulsy energii, próbując oślepić lub unieruchomić sensory i łączność przeciwnika, jednocześnie chroniąc własne.

Dlaczego Pentagon martwi się tanimi dronami

Niedawne wojny w Ukrainie, na Bliskim Wschodzie i na Kaukazie zresetowały założenia dotyczące siły powietrznej. Quadkoptery „hobbystyczne” kosztujące kilkaset dolarów niszczyły czołgi, artylerię i węzły logistyczne warte miliony.

Tradycyjne systemy obrony przeciwlotniczej, budowane do zwalczania samolotów i pocisków manewrujących, często są zbyt wolne i zbyt kosztowne, by radzić sobie z rojami małych dronów. Rakieta za 100 000 funtów wystrzelona w quadkopter za 600 funtów to rachunek nie do wygrania.

Systemy mikrofalowe wysokiej mocy obiecują nowy rodzaj matematyki: jeden impuls na wiele celów, a koszt mierzony paliwem i energią elektryczną zamiast drogich pocisków przechwytujących.

Dla Waszyngtonu ta logika jest przekonująca. Armia, która potrafi tanio „wymazać” wrogie roje dronów, zyskuje swobodę manewru. Piechota może przemieszczać się bez ciągłego strachu przed wiszącymi kamerami i wybuchowymi quadkopterami. Konwoje zaopatrzeniowe, rutynowo polowane przez drony, odzyskują nieco przestrzeni do działania.

Wyścig zbrojeń, którego rywale jeszcze nie wyrównali

Publicznie żadne inne państwo nie wystawiło równoważnego, w pełni zintegrowanego połączenia bezzałogowego pojazdu lądowego i mikrofalowej broni wysokiej mocy. Rosja, Chiny i kilku sojuszników z NATO eksperymentują z systemami energii skierowanej, ale większość z nich montuje się stacjonarnie albo na pojazdach załogowych.

Oferta Leonidasa AR jest prosta: mobilność, autonomia i programowalne efekty energetyczne w jednym pakiecie. Wyzwanie leży dziś mniej w inżynierii, a bardziej w polityce i budżetach.

Aby prototyp trafił do jednostek operacyjnych, potrzebuje wsparcia zarówno planistów Pentagonu, jak i członków Kongresu USA, którzy zatwierdzają duże programy zakupowe. Broń mikrofalowa jest wciąż stosunkowo nowa i może budzić sceptycyzm u osób wychowanych w epoce czołgów, odrzutowców i artylerii.

Ukryte ryzyka i pytania bez odpowiedzi

Broń mikrofalowa wysokiej mocy rodzi kilka obaw. Dokładny zasięg i niezawodność w realnych warunkach pozostają utajnione. Są też pytania o bezpieczeństwo: co stanie się z pobliską elektroniką cywilną albo ze szpitalami i infrastrukturą, jeśli systemów użyje się blisko terenów zaludnionych?

Zasady użycia siły będą musiały obejmować sytuacje, w których neutralne lub własne urządzenia mogą znaleźć się w wiązce. Nawet jeśli impulsy są ściśle skupione, sygnały radiowe rozlewają się i odbijają. Prawnicy wojskowi i inżynierowie będą musieli wspólnie wypracować doktryny bezpiecznego użycia.

Same systemy mogą też stać się celami wysokiej wartości. Przeciwnik, który potrafi wykryć i trafić Leonidasa AR, zanim ten odda „strzał”, mógłby zneutralizować kluczową warstwę obrony - dlatego nadal potrzebne będą dodatkowe środki ochrony: wabiki, maskowanie, warstwowa obrona przeciwlotnicza.

Kluczowe pojęcia i co naprawdę znaczą na polu walki

Mikrofale wysokiej mocy, czyli HPM, należą do tej samej szerokiej rodziny co sygnały używane przez routery Wi‑Fi i radary. Różnica tkwi w intensywności i skupieniu. Zamiast delikatnie przenosić dane, impulsy HPM dostarczają do obwodu tyle energii, że elementy dosłownie przegrzewają się lub ulegają uszkodzeniu.

To coś innego niż cyberatak, który zależy od luk w oprogramowaniu i dróg dostępu. Ataki HPM nie interesują się hasłami ani szyfrowaniem. Dron, który jest całkowicie offline i odporny na hakowanie, nadal może zostać zniszczony, jeśli jego elektronika zostanie fizycznie uszkodzona impulsem.

Pojęcie „roju dronów” również wymaga doprecyzowania. Zamiast przypadkowej masy quadkopterów, rój zwykle obejmuje dziesiątki lub setki małych statków powietrznych połączonych oprogramowaniem, które pozwala im koordynować trasy, wysokości i schematy ataku. Broń taka jak Leonidas, zdolna jednym „strzałem” załamać całą sieć, zmienia kalkulację ryzyka dla dowódców rozważających taktykę rojową.

Przyszłe scenariusze: od frontu po infrastrukturę krytyczną

Choć najbardziej oczywistym klientem jest US Army, technologia wskazuje na szerszy zestaw zastosowań. System w stylu Leonidasa zamontowany na okręcie mógłby chronić porty lub platformy offshore. Wariant na ciężarówce mógłby osłaniać lotniska, elektrownie czy centra dowodzenia przed wtargnięciami małych dronów.

Wyobraźmy sobie na przykład duże wydarzenie sportowe, podczas którego służby obawiają się dronów z kamerami albo improwizowanymi ładunkami wybuchowymi. Niższej mocy, precyzyjnie dostrojona macierz HPM mogłaby patrolować obrzeża, po cichu „strącając” natrętne drony z nieba bez rozsiewania odłamków nad widzami.

Jednocześnie przeciwnicy będą się adaptować. Należy spodziewać się, że przyszłe drony będą miały lepsze ekranowanie, nawigację optyczną lub inercyjną wymagającą mniej wrażliwej elektroniki oraz taktyki zaprojektowane tak, by przeciążać lub dezorientować mikrofalowe systemy obrony. Wyścig między atakiem a obroną raczej nie zatrzyma się na Leonidasie AR.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz