Przejdź do treści

Niemcy kończą budowę tarczy antydronowej, wprowadzając nowoczesny pocisk DefendAir od MBDA.

Mężczyzna obsługujący urządzenie do kontroli dronów na polu, w tle latają dwa drony.

Niemcy zdecydowały, że nie będą czekać na kolejną niespodziankę na polu walki. Berlin podpisał duży kontrakt z producentem pocisków MBDA, aby uzbroić swoje wysunięte pojazdy obrony powietrznej w zupełnie nową broń zaprojektowaną specjalnie do zestrzeliwania wrogich dronów, w tym rojów.

Niemcy stawiają mocno na pocisk przeciwdrone’owy zaprojektowany od podstaw

10 listopada 2025 r. MBDA oraz niemiecki federalny urząd ds. zamówień dla sił zbrojnych (BAAINBw) zawarły kontrakt o wartości około 500 mln euro na uruchomienie programu DefendAir. Cel: zaprojektować, wyprodukować i zintegrować pocisk krótkiego zasięgu zoptymalizowany pod kątem zagrożenia dronami - od małych rozpoznawczych quadcopterów po skoordynowane roje dronów-kamikadze.

Nowy pocisk trafi na wyposażenie Rheinmetall Skyranger 30 - mobilnej wieży obrony powietrznej przeznaczonej do ochrony wojsk lądowych oraz kluczowych obiektów. Łącząc istniejącą platformę z dopasowanym pociskiem, Berlin domyka istotną lukę w swojej architekturze obrony powietrznej, jednocześnie trzymając koszty i harmonogram pod ściślejszą kontrolą.

DefendAir zaprojektowano pod jedną misję: szybko i względnie niskim kosztem zestrzeliwać duże liczby małych, zwrotnych dronów.

Program jest częścią niemieckiej inicjatywy NNbS (Nachfolgesystem Nah- und Nächstbereichsschutz) - następcy systemu obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego i krótkiego zasięgu bazującej na środkach naziemnych. Czyni to DefendAir jednym z elementów warstwowej niemieckiej - a w konsekwencji europejskiej - tarczy powietrznej.

Skyranger 30, opancerzony pająk w sieci obrony powietrznej

Skyranger 30 to kompaktowy, wieżowy system obrony powietrznej, który można montować na różnych pojazdach opancerzonych. Już dziś przenosi automatyczną armatę kal. 30 mm, strzelającą do 1200 pocisków na minutę, służącą do zwalczania dronów, wolniejszych statków powietrznych oraz nadlatującej amunicji - zwykle na dystansie 3–5 km.

Wieża łączy radar AESA, czujniki elektrooptyczne oraz cyfrowy system kierowania ogniem. Po wykryciu celu Skyranger może zareagować w czasie krótszym niż trzy sekundy - to kluczowe, gdy chodzi o szybko nadlatujące drony lub amunicję krążącą.

O wyróżnieniu systemu decyduje sieciocentryczność. Skyrangery są projektowane do działania w grupach, wymieniając dane o śledzeniu i przydziałach celów. Zamiast działać jako odizolowane jednostki, tworzą defensywną siatkę wokół sił manewrowych lub chronionych obiektów.

Dodanie zasobników (kanistrów) DefendAir do wieży sprawia, że każdy Skyranger staje się nie tylko „ciężarówką z działkiem”, ale połączoną mini-baterią działowo-rakietową.

Projekt DefendAir: kompaktowy pocisk na zatłoczone niebo

DefendAir jest częściowo wywodzony z lekkiego pocisku MBDA Enforcer - broni odpalanej z ramienia, zamówionej przez wojska lądowe Niemiec. Takie pochodzenie skraca czas rozwoju i ogranicza ryzyko techniczne, ponieważ wiele podsystemów zostało już przetestowanych.

  • Rola: pocisk krótkiego zasięgu do zwalczania dronów
  • Prawdopodobny zasięg: ok. 1–8 km
  • Zestaw celów: małe drony, amunicja krążąca, lekkie statki powietrzne, roje
  • Kluczowe cechy: precyzyjne naprowadzanie, niewielka głowica, kompaktowe wymiary

Relatywnie lekka głowica i zwrotne naprowadzanie są dopasowane do kruchych, trudnych do uchwycenia celów. Przeciwko małemu quadcopterowi ogromny pocisk z masywnym ładunkiem wybuchowym jest zarówno marnotrawny, jak i operacyjnie kłopotliwy. Smuklejsza, tańsza amunicja, którą można odpalać w większych ilościach, ma więcej sensu.

Konflikty w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie pokazały, jak szybko drony potrafią „zatkać” obronę. Salwy małych, tanich systemów mogą zmusić obrońcę do zużywania kosztownych przechwytujących rakiet dalekiego zasięgu. DefendAir ma znaleźć się na niższych szczeblach tej drabiny, oferując bardziej ekonomiczną odpowiedź.

Jak DefendAir wpisuje się w warstwową europejską obronę powietrzną

Niemcy przewodzą European Sky Shield Initiative (ESSI) - przedsięwzięciu mającemu stworzyć skoordynowaną, wielowarstwową obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową w znacznej części kontynentu. W tym kontekście DefendAir staje się warstwą najbliższą, „ostatniej szansy”, poniżej systemów o większym zasięgu.

Warstwa Typowy zasięg Przykładowe systemy Główne cele
Daleki zasięg 30–120+ km Aster, Patriot, przyszłe zasoby ESSI Samoloty, pociski manewrujące, część zagrożeń balistycznych
Średni zasięg 25–45 km CAMM / CAMM‑ER, podobne pociski Myśliwce, śmigłowce, większe BSP
Krótki / bardzo krótki zasięg 1–8 km Mistral, pochodne Enforcer, DefendAir Drony, amunicja krążąca, nisko lecące statki powietrzne

Dodając do zestawu dedykowany pocisk przeciwdrone’owy, Niemcy liczą na oszczędzanie droższych przechwytujących rakiet na zagrożenia strategiczne, a codzienny „ruch dronowy” nad frontem pozostawić tańszym pociskom i działom.

Impuls przemysłowy z europejskimi ambicjami

Kontrakt na DefendAir nie jest tylko projektem technicznym - to także sygnał przemysłowy. MBDA już podwoiła moce produkcji pocisków między 2023 a 2025 rokiem i planuje zainwestować kolejne 2,4 mld euro w infrastrukturę oraz oprzyrządowanie w latach 2025–2029. Znaczną część tego przyspieszenia napędza skok popytu wywołany wojną w Ukrainie oraz rosnącymi napięciami na Bliskim Wschodzie i w Indo-Pacyfiku.

Sama MBDA to rzadki przykład rzeczywiście europejskiej firmy zbrojeniowej. Powstała w 2001 r. z połączenia francuskich, brytyjskich i włoskich aktywów rakietowych, a dziś jest współwłasnością Airbusa, BAE Systems i Leonardo. Zatrudnia około 14 tys. pracowników we Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Niemczech i Hiszpanii, dostarczając uzbrojenie do ponad 90 sił zbrojnych na świecie.

Od Exoceta po Meteora - katalog MBDA wygląda jak lista europejskich pocisków „referencyjnych”; DefendAir jest najnowszą pozycją, stworzoną z myślą o erze dronów.

Kilku partnerów z NATO już wyraziło zainteresowanie DefendAir w ramach szerszej modernizacji obrony powietrznej. Modułowa konstrukcja powinna umożliwić integrację na innych pojazdach, a być może także na wyrzutniach stacjonarnych, co zwiększa atrakcyjność eksportową i potencjał wspólnych zakupów.

Zbieżność francusko-niemiecka wokół wspólnego pocisku

Współpraca obronna Paryża i Berlina często grzęźnie na dużych, politycznie obciążonych projektach - jak przyszłe czołgi czy samoloty bojowe. W tym przypadku dynamika jest inna. MBDA ma siedzibę we Francji, duże zakłady przemysłowe w Niemczech i akcjonariuszy z całej Europy. Program DefendAir naturalnie wpisuje się w tę sieć.

Wywodzenie pocisku z rodziny Enforcer, już przyjętej przez Niemcy, zmniejsza tarcia wokół wymagań. Jednocześnie baza technologiczna jest istotna dla innych europejskich armii, które mierzą się z tym samym wyzwaniem dronowym. To tworzy podatny grunt pod kolejne wspólne zamówienia, współdzieloną logistykę i ujednolicone szkolenia.

Dlaczego drony wymuszają przemyślenie naziemnej obrony powietrznej

Siły zbrojne przez długi czas koncentrowały obronę powietrzną na szybkich samolotach i dużych śmigłowcach. Drony zmieniły równanie na kilka sposobów: są tańsze, mniejsze i łatwiejsze do produkcji w dużych ilościach. Część jest jednorazowa, inne można wykorzystywać wielokrotnie. Mogą też przenosić kamery, materiały wybuchowe albo ładunki walki elektronicznej.

Na polu walki oznacza to, że nawet umiarkowanie silny przeciwnik może nękać lub obserwować lepiej wyposażoną armię dzień po dniu. Małe drony FPV (first-person view) potrafią z zaskakującą precyzją razić pojazdy, okopy czy stanowiska radarowe. Roje mogą próbować oślepić sensory lub nasycić obronę.

Tradycyjne rozwiązania mają tu problem. Odpalanie pocisku dalekiego zasięgu kosztującego setki tysięcy euro do drona wartego kilkaset dolarów jest nie do utrzymania. Armaty przeciwlotnicze mogą mieć właściwy profil kosztowy, ale ich celność i zapas amunicji stają się ograniczeniem, gdy jednocześnie pojawia się kilkadziesiąt dronów.

Krótkodystansowe pociski przeciwdrone’owe, takie jak DefendAir, lokują się między działami a ciężkimi przechwytującymi rakietami, próbując na nowo zbilansować grę kosztów i liczebności.

Co naprawdę oznaczają „roje dronów” na polu walki

Gdy urzędnicy mówią o rojach, nie zawsze chodzi o autonomiczne „chmury robotów” rodem z science fiction - choć badania idą w tym kierunku. W obecnych konfliktach „rój” może po prostu oznaczać dużą grupę dronów wypuszczonych w krótkich odstępach czasu lub z wielu kierunków, by przeciążyć radary i systemy kierowania ogniem.

W prawdopodobnym scenariuszu bateria artylerii lub węzeł logistyczny jest atakowany przez dziesiątki sztuk amunicji krążącej. Operatorzy radarów mają sekundy na reakcję. Załogi nie są w stanie ręcznie śledzić każdego celu. Systemy sieciowe, takie jak baterie Skyrangerów z DefendAir, mogą dzielić obciążenie: jeden radar wykrywa, kilka wież automatycznie przydziela cele i zwalcza je z użyciem zarówno dział, jak i pocisków.

Jeśli taka obrona stanie się powszechna, operatorzy dronów znów zmienią taktykę: będą latać niżej, koordynować działania z zagłuszaniem elektronicznym albo używać dronów-wabików. Ten stały pojedynek między atakiem a obroną jest dokładnie tym, co wpycha narzędzia takie jak DefendAir na listy zakupów rządów.

Korzyści i ryzyka szybko rosnącego rynku antydronowego

Dla Niemiec DefendAir przynosi kilka praktycznych korzyści. Pomaga chronić rozmieszczone wojska, zwłaszcza artylerię i logistykę, które w Ukrainie były kluczowymi celami dronów. Dodaje warstwę krótkiego zasięgu do narodowej obrony powietrznej i wspiera europejską bazę przemysłową, którą rządy chcą utrzymać niezależną od dostawców z USA czy Azji.

Jednocześnie ten szybki wyścig zbrojeń wokół dronów i środków przeciwdronowych niesie ryzyka. Proliferacja jest już widoczna: gdy technologia dojrzeje i zostanie wyeksportowana, ma tendencję do rozprzestrzeniania się poza pierwotnych odbiorców. Państwa mogą mocno inwestować w zaawansowane „tarcze”, podczas gdy aktorzy niepaństwowi nadal będą innowować, korzystając z tańszych, improwizowanych rozwiązań.

Dla obserwatorów śledzących te zmiany przydatnych jest kilka pojęć. „Very short range air defence” (VSHORAD) zwykle odnosi się do uzbrojenia chroniącego ostatnie kilometry wokół jednostki lub obiektu. „Obrona warstwowa” oznacza układanie tych zasobów krótkiego zasięgu pod systemami średniego i dalekiego zasięgu. DefendAir wpisuje się wprost w warstwę VSHORAD, obok przenośnych zestawów rakietowych i artylerii przeciwlotniczej.

Jak dobrze nowy pocisk sprawdzi się w praktyce, będzie można naprawdę ocenić dopiero po wdrożeniu na dużą skalę w Bundeswehrze. Na razie kontrakt sygnalizuje wyraźny trend: dla europejskich armii wiarygodna tarcza powietrzna nie oznacza już wyłącznie przechwytywania szybkich samolotów i pocisków balistycznych. Oznacza też gotowość do zestrzelenia taniego, brzęczącego quadcoptera, zanim zdoła wykryć twoją pozycję.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz