Przejdź do treści

Kongres dodał do nowego budżetu drony MQ-1C, które armia uznała za przestarzałe.

Żołnierz obsługujący drona na tablecie, w tle duży dron w hangarze.

W najnowszej waszyngtońskiej ustawie budżetowej dotyczącej obrony znajomy dron, wcześniej spisany na straty przez dowódców Armii, po cichu zalicza niespodziewany powrót.

Kongres zmierza do sfinansowania kolejnych dronów MQ‑1C Gray Eagle, mimo że najwyżsi rangą urzędnicy U.S. Army nazwali ten typ „przestarzałym” i zapowiedzieli, że przestaną go kupować. Ten ruch obnaża narastający rozdźwięk między ustawodawcami a planistami wojskowymi co do tego, jakie bezzałogowce będą miały znaczenie w przyszłej walce z Rosją lub Chinami.

Kongres dopisuje 240 mln dolarów do rachunku za Gray Eagle’a

Nowy projekt ustawy o środkach na obronę (Defense Appropriations Act) na rok fiskalny 2026 zawiera podbicie finansowania programu MQ‑1C o 240 mln dolarów.

Pieniądze te są przeznaczone nie dla regularnej armii czynnej, lecz konkretnie dla Gwardii Narodowej (Army National Guard) oraz jej najnowszego wariantu Gray Eagle 25M. Główny wykonawca, General Atomics, już dostarcza tę zmodernizowaną wersję do jednostek Gwardii w ramach kontraktów podpisywanych od 2024 roku.

Armia nie wnioskowała o żadne nowe zakupy Gray Eagle’i w swoim własnym projekcie budżetu na 2026 r. Kongres teraz wymusza sprawę.

Na papierze wniosek Armii był skromny: zaledwie 3,44 mln dolarów na dalsze modernizacje istniejącej floty MQ‑1C. Pozycje zakupowe miały spaść do zera.

Mimo to negocjatorzy ds. środków zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów uzgodnili dodatkowe 240 mln dolarów, sygnalizując, że Kongres wciąż widzi wartość w uzbrojonych dronach o długiej długotrwałości lotu, szczególnie dla formacji Gwardii, które mogłyby zostać zmobilizowane w razie dużego konfliktu.

Dowódcy Armii: „Wczorajsza broń nie wygra jutrzejszych wojen”

Nowe pieniądze ostro kontrastują z tym, co jeszcze rok temu mówili wysocy rangą przedstawiciele Armii. W bezpośrednim liście opisującym szeroko zakrojoną zmianę priorytetów modernizacyjnych sekretarz Armii Dan Driscoll oraz szef sztabu gen. Randy George umieścili MQ‑1C na liście do odstrzału.

Armia obiecała „anulować zakupy… przestarzałych BSP, takich jak Gray Eagle” w ramach zwrotu ku szczuplejszej i bardziej zabójczej sile.

Ten sam list wrzucał Gray Eagle’a do jednego worka ze starszymi śmigłowcami AH‑64D Apache oraz „dziedziczonymi” pojazdami lądowymi, takimi jak Humvee i JLTV - wszystko to określono jako „nieaktualne” lub „nadmiarowe” na potrzeby przyszłej wojny wysokiej intensywności.

Przekaz był jasny: formacja chce bardziej zaawansowanego, bardziej przeżywalnego lotnictwa i mniej platform zaprojektowanych pod kampanie kontrpartyzanckie w Iraku i Afganistanie.

Jak dron z epoki Globalnej Wojny z Terroryzmem stał się polem bitwy budżetowej

Historia MQ‑1C zaczyna się pod koniec lat 2000. Początkowo nazywany Warrior, dron został zbudowany jako „armijny” kuzyn ikonicznego MQ‑1 Predator z Sił Powietrznych.

Podobnie jak Predator, wykorzystuje tłokowy silnik na ciężkie paliwo, a nie mocniejszy turbośmigłowy jak w MQ‑9 Reaper. Konstrukcja poświęca prędkość i pułap na rzecz długiej długotrwałości lotu, relatywnie niewielkiego zaplecza logistycznego oraz mniejszych wymagań szkoleniowych dla operatorów.

W służbie jednostki Armii używają Gray Eagle’i głównie do trzech zadań:

  • rozpoznanie, obserwacja i zwiad (ISR) na dużych obszarach
  • precyzyjne uderzenia z użyciem uzbrojenia kierowanego
  • współdziałanie ze śmigłowcami AH‑64 Apache w mieszanych „pakietach” załogowo‑bezzałogowych

Każdy dron przenosi pod nosem głowicę optoelektroniczną/termowizyjną, a na czterech pylonach podskrzydłowych może montować uzbrojenie lub zasobniki. W Afganistanie i Iraku czyniło to z niego stałą obecność nad odległymi dolinami i pustynnymi drogami: obserwował trasy ładunków przydrożnych i wspierał wojska lądowe.

Modernizacja 25M: próba utrzymania starej konstrukcji przy życiu

General Atomics od lat próbuje odświeżać MQ‑1C zamiast pozwolić mu odejść w cień. Modernizacja 25M, zaprezentowana w 2022 r., to najnowsza próba wydłużenia żywotności konstrukcji.

Cecha Gray Eagle 25M Zamierzona korzyść
Ulepszony silnik Lepsza niezawodność i długotrwałość lotu
Zwiększona moc elektryczna na pokładzie Obsługa większej liczby sensorów i ładunków
Nowy komputer pokładowy Większy zapas mocy obliczeniowej dla zaawansowanego oprogramowania
Zaplecze systemów o otwartej architekturze Szybsza integracja nowego uzbrojenia, sensorów i narzędzi walki elektronicznej

Podejście oparte na otwartej architekturze jest szczególnie istotne. Pozwala Armii dołączać nowe ładunki, w tym tzw. „launched effects” - małe drony lub amunicję krążącą odpalane z samego Gray Eagle’a.

Teoretycznie umożliwia to większemu i bardziej podatnemu na zestrzelenie statkowi pozostanie dalej od obrony przeciwlotniczej przeciwnika, a jednocześnie wypchnięcie mniejszych, zużywalnych systemów bliżej zagrożenia.

Wątpliwości co do przeżywalności w niebie pełnym pocisków

Sedno sporu o MQ‑1C dotyczy nie tyle tego, co może przenosić, ile tego, czy w ogóle może przetrwać w środowisku wysokiego zagrożenia.

Gray Eagle - jak Predator i Reaper - zbudował reputację nad „permisywnym” niebem, gdzie powstańcy nie dysponowali radarami, myśliwcami ani dalekozasięgowymi rakietami ziemia‑powietrze. Konflikty z lepiej uzbrojonymi przeciwnikami radykalnie zmieniają tę kalkulację.

Niedawne operacje USA przeciw wspieranym przez Iran siłom Huti w Jemenie uwypukliły, jak podatne mogą być MQ‑9, nawet wobec relatywnie skromnej obrony powietrznej. Kilka zostało uszkodzonych lub zestrzelonych przez pociski ziemia‑powietrze i ogień przeciwlotniczy.

Kluczowa obawa: duże, wolne drony łatwiej wykryć, śledzić i zestrzelić niż wiele zagrożeń, które mają obserwować.

Wojna w Ukrainie wzmocniła te wątpliwości. Na początku konfliktu siły ukraińskie używały tureckich dronów Bayraktar TB2 - ogólnie podobnych rolą do Gray Eagle’a - z dużym efektem. Gdy Rosja zagęściła obronę powietrzną i walkę elektroniczną, drony te zostały odepchnięte lub zmuszone do bardziej ograniczonych ról.

Nowe role: strzelec, wabik i łowca dronów

Na tym tle Armia i General Atomics testują bardziej kreatywne zastosowania MQ‑1C.

Firma zademonstrowała zestrzeliwanie innych dronów przez Gray Eagle’a za pomocą pocisków AGM‑114L Longbow Hellfire naprowadzanych radarem milimetrowym. To sugeruje przyszłość, w której MQ‑1C pełni rolę wędrującej platformy antydronowej, chroniąc bazy, konwoje lub zespoły okrętów.

Uwagę przykuwa też samoobrona. Opracowano dedykowany zasobnik dodający czujniki ostrzegania o zagrożeniach oraz wyrzutnie flar‑wabików pod kadłubem. Armia chciała pójść dalej, stosując cięższy zasobnik walki elektronicznej MFEW‑AL, ale od tego programu później się wycofała.

Eksperymentują już jednostki lotnictwa operacji specjalnych. Płk Stephen Smith, dowodzący elitarnym 160. Pułkiem Lotnictwa Operacji Specjalnych, opisywał używanie MQ‑1C na szkoleniach jako wabików i „prowadzących” dla formacji śmigłowców.

Zmieniając własne emisje i „wygląd”, MQ‑1C można sprawić, by dla czujników przeciwnika „wyglądał jak” Black Hawk lub Chinook, odciągając ogień od prawdziwych załóg.

W scenariuszu pacyficznym Gray Eagle’e mogłyby także osłaniać odległe placówki na wyspach, zapewniając stałą obserwację i lokalną obronę powietrzną bez wiązania załogowych statków powietrznych.

Plany przyszłego lotnictwa w ruchu

Debata o MQ‑1C wpisuje się w szersze przetasowania w lotnictwie Armii. Kilka dużych programów zostało w ostatnich dwóch latach skasowanych lub przemyślanych na nowo.

  • Wysokoprędkościowy śmigłowiec rozpoznawczo‑uderzeniowy FARA (Future Attack Recon Aircraft), niegdyś przedstawiany jako kluczowa platforma „skautowa”, anulowano w 2024 r.
  • Wstrzymano także planowany bezpośredni następca drona RQ‑7 Shadow.
  • Wydano nowe wymagania dla dronów krótkiego lub pionowego startu i lądowania, by zmniejszyć zależność od pasów.

Najnowsze „wyzwanie” dla przemysłu, opublikowane zaledwie w zeszłym miesiącu, wzywa do dronów STOL lub VTOL, które mogłyby wykonywać przynajmniej część zadań Gray Eagle’a. Planiści Armii chcą systemów zdolnych do startu z krótkich, nierównych odcinków lub małych polan, a nie wyłącznie z pełnowymiarowych lotnisk.

Ten kierunek wynika z obaw o dalekozasięgowe precyzyjne pociski i satelity naprowadzające. Stałe pasy startowe to oczywiste, nieruchome cele. Rozproszone drony, które mogą „przeskakiwać” z drogi na drogę lub z plaży na plażę, trudniej zniszczyć.

Gray Eagle STOL i następna generacja

General Atomics pracuje już nad pomostem między obecnymi a przyszłymi koncepcjami. Projekt Gray Eagle STOL, testowany na samolocie demonstracyjnym o przydomku Mojave, ma połączyć długotrwałość lotu MQ‑1C ze znacznie krótszymi wymaganiami startu i lądowania.

Mojave wykonywał już loty z improwizowanych pasów lądowych oraz z okrętów na morzu, co sugeruje przyszłość, w której duże uzbrojone drony operują z jednostek desantowych lub małych baz wyspiarskich.

Inne amerykańskie firmy rozwijają odmienne konstrukcje STOL i VTOL, w tym drony z przechylnymi wirnikami (tilt‑rotor) oraz koncepcje z wentylatorami nośnymi. Każda z nich mogłaby ostatecznie przejąć część misji realizowanych dziś przez Gray Eagle’e, szczególnie w kampanii pacyficznej rozciągniętej na tysiące kilometrów.

Dlaczego Kongres wciąż chce więcej „przestarzałych” dronów

Jest kilka powodów, dla których ustawodawcy mogą nie chcieć jeszcze zamykać linii MQ‑1C.

  • Gotowość krótkoterminowa: jednostki Gwardii szybko dostają sprawdzoną platformę zamiast czekać latami na nieprzetestowane projekty.
  • Baza przemysłowa: utrzymanie „ciepłej” linii produkcyjnej General Atomics chroni miejsca pracy i zdolności wytwórcze.
  • Kalkulacja kosztów: do części misji poza zasięgiem silnej obrony powietrznej zmodernizowany Gray Eagle może być tańszy niż wprowadzenie całkiem nowego systemu.
  • Sygnał polityczny: Kongres często reaguje sprzeciwem, gdy rodzaje sił zbrojnych sprawiają wrażenie, że porzucają platformy, zanim gotowe będą zamienniki.

Dla dowódców Gwardii odpowiadających za obronę terytorium kraju, wsparcie działań po katastrofach lub operacje w regionach o mniejszym zagrożeniu Gray Eagle w standardzie 25M może wciąż wyglądać bardzo atrakcyjnie: dalekosiężne „oczy” i precyzyjne uzbrojenie bez zużywania cennych godzin lotu załogowych statków powietrznych.

Kluczowe pojęcia i praktyczne scenariusze

Kilka terminów leży u podstaw tej debaty i kształtuje to, jak te drony mogłyby być realnie używane.

Launched effects: to pentagonowy żargon na określenie małych systemów bezzałogowych - w tym amunicji krążącej - przenoszonych i wypuszczanych przez większe platformy. Gray Eagle mógłby lecieć w bezpieczniejszej odległości, a następnie wyrzucić lub odpalić falę mniejszych dronów nad sporną wyspą, używając ich do ataku elektronicznego, misji wabikowych lub jednokierunkowego uderzenia. Duży dron staje się bardziej „okrętem‑matką” niż celem pierwszej linii.

Przestrzeń powietrzna permis ywna vs sporna: nad słabo bronioną pustynią lub linią brzegową nawet „legacy” MQ‑1C może krążyć godzinami, dostarczając wideo na żywo wojskom lądowym i rażąc cele okazjonalne. Natomiast nad obszarem pokrytym nowoczesnymi radarami i pociskami dalekiego zasięgu ten sam dron może być w stanie działać jedynie na obrzeżach, „zaglądając” w walkę z boku i przekazując dane bardziej skrytym statkom powietrznym lub okrętom podwodnym.

Realistyczny scenariusz dla Pacyfiku: Gray Eagle’e operujące z sieci małych pasów na wyspach, z których każdy obserwuje okoliczne szlaki morskie, wskazuje cele dla pocisków odpalanych z okrętów i pełni rolę wczesnego ostrzegania przed wrogimi samolotami patrolowymi. W tej roli wymagania przeżywalności wyglądają inaczej. Utrata drona staje się bardziej akceptowalna, jeśli kupuje czas lub dostarcza dane o celach, które chronią załogową eskadrę albo siły desantowe.

Są też ryzyka. Utrzymywanie starszej platformy w służbie może spowolnić przejście na bardziej przeżywalne konstrukcje, a załogi mogą przywiązać się do znanych narzędzi. Z drugiej strony gwałtowne odcięcie pozostawiłoby luki w szkoleniu, pokryciu ISR i zdolnościach uderzeniowych w czasie, gdy globalny popyt na drony rośnie, a nie maleje.

Gray Eagle znajduje się dziś w niewygodnej „strefie pośrodku”: nie jest już nowoczesny, jeszcze nie jest wycofany i wciąż na tyle istotny, że Kongres jest gotów przebić werdykt samej Armii i zapłacić za kilka kolejnych lat służby.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz