Przejdź do treści

Francja i Hiszpania potwierdzają zaangażowanie w europejski myśliwiec przyszłości, ale Niemcy milczą.

Dwie osoby wymieniają uścisk dłoni nad stołem z modelami samolotów w biurze.

France i Hiszpania publicznie poparły europejski Future Combat Air System (FCAS) - myśliwiec szóstej generacji, którego rozwój grzęźnie w tarciach przemysłowych - podczas gdy Niemcy po kluczowych rozmowach w Berlinie nie chciały ujawnić, jakie zajmują stanowisko.

Paryż i Madryt zacieśniają szyki wokół FCAS

Najnowsze trójstronne spotkanie dotyczące Future Combat Air System (FCAS) miało uspokoić nastroje wokół jednego z najbardziej ambitnych europejskich programów wojskowych. Zorganizowane w Berlinie, zgromadziło przedstawicieli resortów obrony Francji, Niemiec i Hiszpanii, aby omówić kolejne kroki projektu.

Francja opuściła salę obrad z wyraźną chęcią pokazania, że projekt trwa. Francuskie ministerstwo sił zbrojnych oświadczyło, że spotkanie potwierdziło wspólny cel: wprowadzenie do służby nowego samolotu bojowego oraz powiązanego systemu walki powietrznej do 2040 roku. Urzędnicy mówili też o przygotowaniu przejścia do nowej fazy rozwoju, opartej na latającym demonstratorze.

Hispania, która dołączyła do programu później niż Francja i Niemcy, również zasygnalizowała pewność. W komunikacie w mediach społecznościowych po rozmowach madrycki resort obrony podkreślił przywiązanie do europejskiej „autonomii strategicznej” i wskazał FCAS jako kluczowy projekt w tym wysiłku.

Francja i Hiszpania publicznie stawiają na to, że przyszłość europejskiej siły powietrznej nadal prowadzi przez FCAS i jego myśliwiec nowej generacji.

Niemcy trzymają karty przy sobie

Niemcy, w przeciwieństwie do partnerów, odmówiły publicznego przedstawienia przebiegu spotkania. Ministerstwo obrony przekazało jedynie, że treść trójstronnych rozmów jest poufna i nie będzie udostępniana.

To milczenie pojawia się w wrażliwym momencie. Tego samego dnia, co spotkanie, pojawiły się doniesienia sugerujące, że Berlin może ograniczyć udział lub nawet zrezygnować ze wspólnego rozwoju głównego myśliwca FCAS. Według tych informacji Niemcy mogłyby zawęzić rolę do mniej spornych elementów programu, takich jak drony‑„lojalni skrzydłowi” (loyal wingmen) albo „combat cloud” - chmura bojowa do współdzielenia danych.

Zapytane o taką zmianę, niemieckie ministerstwo obrony odmówiło komentarza. Ta powściągliwość wzmogła pytania, czy trzej partnerzy nadal podzielają tę samą wizję, harmonogram i równowagę sił w przemyśle.

Projekt mający zastąpić Typhoona i Rafale’a

FCAS pomyślano jako długoterminową odpowiedź na obecne floty Eurofighter Typhoon i Dassault Rafale. Oba samoloty wciąż są podstawą działań bojowych, ale od końca lat 30. XXI wieku będą stopniowo wycofywane ze służby.

Plan nie ogranicza się do zaprojektowania nowego myśliwca, znanego jako New Generation Fighter (NGF), lecz obejmuje stworzenie szerszego „systemu systemów”. W praktyce oznacza to załogowy myśliwiec współpracujący z bezzałogowymi dronami, połączony bezpieczną siecią cyfrową udostępniającą w czasie rzeczywistym dane z sensorów i informacje o celowaniu.

  • New Generation Fighter (NGF): kluczowy samolot bojowy szóstej generacji
  • Remote carriers: drony‑skrzydłowi wspierający i osłaniający myśliwiec
  • Combat cloud: cyfrowy „kręgosłup” łączący samoloty, drony, uzbrojenie i sensory
  • Nowy silnik: większa moc, lepsza efektywność i konstrukcja sprzyjająca obniżonej wykrywalności
  • Zaawansowane sensory: radar, systemy walki elektronicznej i fuzji danych

Docelowy termin wprowadzenia pełnego systemu do służby to 2040 rok. Aby to osiągnąć, rządy muszą uruchomić Fazę 2 programu - duży krok, który sfinansuje demonstratory i kluczowe technologie.

Faza 2 utknęła w poczekalni

Faza 2, której start przewiduje się na przyszły rok, ma odblokować środki na demonstratory w pełnej skali. Prototypy te miałyby testować płatowiec NGF, jego silnik, „remote carriers”, chmurę bojową oraz zaawansowane sensory w realistycznych warunkach.

Jednak kontrakt na Fazę 2 nie został podpisany. Negocjacje ciągną się, a przemysłowe spory wylewają się do przestrzeni publicznej. Bez tej umowy harmonogram demonstratorów - a w konsekwencji realnego myśliwca gotowego do walki - może ulec opóźnieniu.

Przejście od koncepcji do demonstratora to moment „być albo nie być”; zwłoka na tym etapie grozi przesunięciem wejścia do służby po 2040 roku.

Dassault kontra Airbus: spór o to, kto prowadzi

W centrum sporu leży znane napięcie: kto ma przewodzić i kto dostanie większą część prac. Francuski Dassault Aviation chce jednoznacznej kontroli nad projektem i integracją New Generation Fighter. Firma argumentuje, że ma dekady doświadczeń w prowadzeniu złożonych programów myśliwskich - od rodziny Mirage po Rafale’a.

Airbus, reprezentujący niemiecki przemysł w FCAS wraz ze swoją hiszpańską gałęzią, sprzeciwia się temu. Domaga się bardziej zrównoważonego podziału zadań i własności intelektualnej, zgodnie ze stanowiskiem Berlina, że wkład finansowy powinien odpowiadać zwrotowi przemysłowemu.

Ta przeciąganka już wstrzymała porozumienie w sprawie kluczowych pakietów prac. Dla Dassault zbyt szerokie dzielenie się grozi rozmyciem jego decyzyjności projektowej i odpowiedzialności. Dla Airbusa zbyt małe dzielenie się podważa polityczne poparcie w Niemczech i Hiszpanii.

Związki zawodowe zwiększają presję na Berlin

Polityczny problem Niemiec potęgują napięcia na rynku pracy. IG Metall, jeden z najpotężniejszych związków zawodowych w kraju, ostrzegł Berlin, że może wezwać do zakończenia współpracy przy FCAS, jeśli Dassault pozostanie w obecnej roli lidera.

W liście opisywanym przez Reuters związek sugerował, że niemieckie miejsca pracy i know‑how przemysłowy mogą ucierpieć, jeśli Airbus nie otrzyma silniejszej pozycji. Takie groźby padają w klimacie krajowym, w którym wydatki obronne rosną, ale po wcześniejszych przekroczeniach kosztów utrzymuje się wysoka kontrola opinii publicznej nad dużymi projektami.

Dla rządu Niemiec wybór jest niezręczny: albo naciskać na większy wpływ, ryzykując konflikt z Francją, albo pójść na kompromis i zmierzyć się z gniewem w kraju - pracowników i regionalnych polityków obawiających się o zatrudnienie w sektorze lotniczym.

Autonomia strategiczna na szali

Poza polityką przemysłową FCAS dotyka większego pytania: jak bardzo Europa chce zależeć od dostawców obronnych spoza kontynentu, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych.

Francja od dawna argumentuje, że suwerenna zdolność bojowa w powietrzu jest kluczowa dla autonomii strategicznej. Hiszpania zasadniczo się z tym zgadza, postrzegając FCAS jako drogę do miejsc pracy high‑tech i silniejszego głosu w europejskich decyzjach obronnych.

Niemcy wysyłają mieszane sygnały. Z jednej strony Berlin wspiera FCAS i mówi o autonomii. Z drugiej zamówił amerykańskie F‑35 do misji nuklearnych i czasem sprawia wrażenie bardziej skłonnego do zakupu gotowego amerykańskiego sprzętu, aby szybko zapełniać pilne luki.

Kraj Kluczowy czempion przemysłowy Deklarowana rola w FCAS
Francja Dassault Aviation Prowadzi New Generation Fighter i naciska na suwerenną rolę projektową
Niemcy Airbus Defence and Space Chce zrównoważonego podziału prac, silnego głosu w systemach i architekturze cyfrowej
Hiszpania Indra Skupienie na sensorach, elektronice i integracji, z rosnącymi wpływami

Co naprawdę oznaczają „combat cloud” i drony‑skrzydłowi

W dyskusjach o FCAS stale powracają dwa sformułowania: „combat cloud” i „remote carriers”. Brzmią mgliście, ale oznaczają konkretne zmiany w sposobie prowadzenia walki przez siły powietrzne.

Combat cloud to w istocie bezpieczna sieć umożliwiająca samolotom, dronom, satelitom i systemom naziemnym szybkie współdzielenie danych. Zamiast polegać na własnym radarze i sensorach, każdy element wnosi wkład do wspólnego obrazu sytuacji. Taki obraz może automatycznie wskazywać zagrożenia, cele i bezpieczne trasy, dając pilotom więcej czasu na podejmowanie decyzji.

Remote carriers to bezzałogowe statki powietrzne lecące wraz z głównym myśliwcem lub przed nim. Jedne mogą przenosić dodatkowe pociski, inne zasobniki zakłócające, kolejne sensory. Pilot NGF mógłby wysłać grupę dronów do rozpoznania niebezpiecznego obszaru, aby przejęły ryzyko i zmyliły obronę przeciwnika.

Razem te koncepcje mają sprawić, że FCAS będzie mniej „super‑odrzutowcem”, a bardziej elastyczną mieszanką systemów załogowych i bezzałogowych działających jako jeden zespół.

Ryzyka, jeśli projekt się rozpadnie

Jeśli FCAS utknie lub się rozszczepi, europejskie siły powietrzne staną przed kilkoma ryzykami. Jednym jest fragmentacja: kraje mogą zwrócić się ku różnym zagranicznym dostawcom albo konkurencyjnym projektom europejskim, co zmniejszy efekty skali i utrudni wspólne działania.

Drugie to opóźnienie technologiczne. Koncepcje szóstej generacji - takie jak zaawansowana obniżona wykrywalność, fuzja sensorów i współdziałanie załogowo‑bezzałogowe - są rozwijane w USA, w programie GCAP Wielka Brytania–Japonia–Włochy i gdzie indziej. Opóźnienie w FCAS oznaczałoby, że Europa będzie eksploatować jedynie kolejne modernizacje Typhoona i Rafale’a, podczas gdy inni będą wprowadzać nowe konstrukcje.

Czynnikiem jest też presja budżetowa. Równoległe prowadzenie wielu kosztownych programów myśliwskich - na przykład FCAS i GCAP - może nadwyrężyć finanse państw, szczególnie jeśli pogorszą się warunki gospodarcze lub wydatki obronne spadną z obecnie podwyższonych poziomów.

Jak to nadal może ruszyć do przodu

Partnerzy mają sposoby na stabilizację FCAS. Jedną ścieżką byłby wyraźniejszy podział pracy: Dassault prowadziłby płatowiec myśliwca, Airbus objąłby dominującą rolę w combat cloud i remote carriers, a Indra utrzymałaby silną pozycję w sensorach i elektronice.

Inną byłby ściślejszy nadzór polityczny, z regularnymi przeglądami na wysokim szczeblu, aby zapobiegać zamrożeniu postępów przez spory przemysłowe. Rządy mogłyby też zabezpieczyć transze finansowania powiązane z konkretnymi kamieniami milowymi, takimi jak pierwszy lot demonstratora NGF albo udana próba chmury bojowej.

Na razie Francja i Hiszpania starają się pokazać spokój i ciągłość, podczas gdy Niemcy każą wszystkim zgadywać. Najbliższe miesiące - oraz wciąż nieuchwytny kontrakt na Fazę 2 - pokażą, czy FCAS stanie się kręgosłupem przyszłej europejskiej armady powietrznej, czy kolejnym studium przypadku, jak trudne potrafią być wspólne programy obronne.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz