Przejdź do treści

Niemiecki przemysł lotniczy wzywa Berlin do rozpoczęcia prac nad własnym myśliwcem bez udziału Dassault Aviation.

Mężczyzna pracuje nad modelami samolotów na biurku, obok tablet z rysunkiem technicznym, w tle grupa osób.

Ambitny Future Combat Air System miał związać Paryż, Berlin i Madryt we wspólnej wizji wojny w powietrzu. Zamiast tego rywalizacje przemysłowe, polityczna nieufność i sprzeczne interesy narodowe pchają niemiecki sektor lotniczo-kosmiczny do otwartego żądania innej drogi.

SCAF, niegdyś symbol jedności, dziś jest problemem do naprawienia

Future Combat Air System, znany pod francuskim akronimem SCAF, uruchomiono w 2017 r. z jedną wielką obietnicą. Francja, Niemcy i Hiszpania miały zaprojektować myśliwiec szóstej generacji oraz całą sieć dronów, sensorów i łączy danych wokół niego.

Projekt miał też silny wymiar polityczny. Przedstawiano go jako dowód, że Europa potrafi zbudować własny myśliwiec z najwyższej półki, niezależny od programów USA i Wielkiej Brytanii. Dassault Aviation objął rolę lidera po stronie Francji. Airbus Defence and Space reprezentował Niemcy i Hiszpanię.

Siedem lat później to „małżeństwo” jest pod presją. Prace techniczne posunęły się na papierze, ale sedno sporu jest brutalnie proste: kto naprawdę kontroluje projekt myśliwca - serca SCAF?

Za uprzejmym językiem współpracy kryje się twarde pytanie przemysłowe: czy SCAF to francuski samolot z niemieckim wkładem, czy rzeczywiście wspólna konstrukcja?

Dassault upiera się, że powinien być „głównym wykonawcą” (prime contractor) platformy myśliwskiej, zwłaszcza w obszarze sterowania lotem i systemów krytycznych. Koncern argumentuje, że Francja jako jedyny partner ma realne, świeże doświadczenie w projektowaniu kompletnego samolotu bojowego - dzięki Rafale.

Airbus i jego niemieccy zwolennicy twierdzą, że takie podejście spycha ich na margines i sprowadza ich przemysł do roli podwykonawcy. Dla Berlina to politycznie toksyczne.

Niemiecki lobbing zdejmuje dyplomatyczny filtr

Frustracja w Niemczech nie jest już ukrywana za zamkniętymi drzwiami. BDLI - potężne niemieckie stowarzyszenie przemysłu lotniczo-kosmicznego - oraz IG Metall, największy związek zawodowy w kraju, wyszły teraz z tym do opinii publicznej.

W ostro sformułowanym tekście opublikowanym w dzienniku gospodarczym Handelsblatt 9 lutego, obie organizacje zaatakowały to, co postrzegają jako francuską nieustępliwość. Oskarżyły Dassault o próby zapewnienia sobie „de facto wyłącznej kontroli” nad projektem przez niemal rok.

Dla strony niemieckiej zaakceptowanie warunków Dassault jest przedstawiane nie jako współpraca, lecz jako „zaproszenie do wyrzeczenia się naszej niezależności przemysłowej”.

Taki język rzadko pojawia się w tak politycznie wrażliwym temacie. To sygnał czegoś więcej niż technicznej sprzeczki. Sugeruje załamanie zaufania między głównymi graczami przemysłowymi, a w konsekwencji - między Paryżem a Berlinem.

Znaczący jest też udział IG Metall. Związek reprezentuje dziesiątki tysięcy wysoko wykwalifikowanych pracowników branży lotniczej. Gdy zabiera głos, wybrani politycy w Berlinie słuchają.

Opcja dwóch myśliwców: radykalna alternatywa

BDLI i IG Metall nie tylko narzekają. Popierają zupełnie inną mapę drogową dla niemieckiej siły powietrznej: rozwiązanie „dwusamolotowe”.

W tym ujęciu SCAF formalnie trwałby dalej, ale Niemcy równolegle uruchomiłyby albo dołączyły do oddzielnego programu zaawansowanego myśliwca, na który mogłyby mocno wpływać, a nawet nim kierować.

Po drugiej stronie Renu dyskutuje się o kilku kierunkach:

  • Pogłębienie współpracy ze szwedzkim Saabem, producentem myśliwca Gripen
  • Dołączenie do brytyjsko-włosko-japońskiego Global Combat Air Programme (GCAP)
  • Stworzenie projektu w dużej mierze napędzanego przez Niemcy w ramach Airbusa lub obok niego

Rozmowy z Saabem miały dotyczyć dzielenia się technologiami i przyszłych systemów walki, opierając się na szwedzkim dorobku w zwinnych i relatywnie oszczędnych myśliwcach.

Równolegle rośnie zainteresowanie GCAP. Londyn, Rzym i Tokio mocno forsują ten program, z planowanym wejściem do służby pod koniec lat 30. XXI wieku.

Przekaz ze strony niemieckiego przemysłu jest jasny: jeśli ścieżka pod francuskim przewodnictwem jest zablokowana, Berlin powinien trzymać otwarte opcje i zabezpieczyć drugi filar dla przyszłości swoich myśliwców.

Dlaczego oddzielny niemiecki samolot kusi Berlin

Dla wielu w niemieckim ekosystemie linia myśliwców narodowa lub współprowadzona to coś więcej niż prestiż. Chodzi o bezpieczeństwo gospodarcze i długofalowe know-how.

Dedykowany program niemiecki albo silna rola w GCAP:

  • zagwarantowałaby prace projektowe i integrację systemów dla niemieckich inżynierów,
  • zakotwiczyłaby miejsca pracy high-tech w Airbusie oraz u dostawców w Bawarii i na północy Niemiec,
  • dałaby Berlinowi większą kontrolę nad zasadami eksportu i konsekwencjami dla polityki zagranicznej,
  • zmniejszyłaby zależność od francuskich decyzji w zakresie kluczowych zdolności obronnych.

W kontraście obecna konfiguracja SCAF jest coraz częściej postrzegana w Niemczech jako ryzyko. Jeśli Francja będzie rozdawać karty w kwestii myśliwca, Niemcy obawiają się, że poniosą dużą część kosztów bez równych korzyści przemysłowych.

Paryż i Berlin: projekt polityczny, techniczny impas

Spór o SCAF trafia na delikatny moment dla europejskiej obronności. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie popchnęła kraje UE do dozbrajania się i koordynacji. Teoretycznie wspólny myśliwiec idealnie wpisuje się w tę agendę.

Jednak polityka jest złożona. Francja postrzega odstraszanie nuklearne i lotnictwo najwyższej klasy jako narzędzia głęboko suwerenne. Niemcy, wciąż odbudowujące siły zbrojne po latach niedoinwestowania, chcą twardych gwarancji, że nie skończy się to jedynie zakupem francuskiej technologii.

Obie stolice mają też różne nawyki w eksporcie uzbrojenia. Paryż jest relatywnie elastyczny w sprzedaży poza Europę. Berlin często się waha lub blokuje transakcje, co irytuje francuskich menedżerów sektora obronnego.

Te rozbieżne filozofie eksportowe podsycają francuskie obawy przed utknięciem w niemieckich wetach oraz niemieckie obawy przed finansowaniem samolotów, które w większości zasilą katalog eksportowy Dassault.

Efektem jest długi ciąg negocjacji o podziale prac, własności intelektualnej i o tym, kto przewodzi któremu „filarowi” SCAF. Postęp bywa cykliczny: polityczne przełomy, po których przychodzą kolejne zatory.

Jak GCAP komplikuje obraz

Wzrost znaczenia GCAP, prowadzonego przez Wielką Brytanię, Włochy i Japonię, po cichu przesuwa równowagę. Przez lata SCAF i brytyjska koncepcja Tempest wyglądały na rywalizujące wizje. Teraz GCAP daje Niemcom potencjalny alternatywny klub, do którego mogłyby dołączyć.

Z perspektywy Londynu udział Niemiec wzmocniłby europejską wagę programu i stworzył przeciwwagę dla francuskich wpływów w lotnictwie obronnym.

Dla Niemiec GCAP mógłby oferować bardziej symetryczne partnerstwo, zwłaszcza jeśli Berlin dołączy na etapie, gdy kluczowe architektury systemów są jeszcze otwarte. Udział Saaba w SCAF lub GCAP mógłby dać dodatkową dźwignię, zwłaszcza w awionice i wojnie elektronicznej.

Program Główni partnerzy Cel polityczny
SCAF / FCAS Francja, Niemcy, Hiszpania Strategiczna autonomia pod przewodnictwem UE
GCAP Wielka Brytania, Włochy, Japonia Euro-pacyficzny sojusz high-tech

Co oznaczałoby dla Europy odejście od Dassault

Gdyby Berlin wyraźnie odszedł od jednego francusko-niemieckiego myśliwca, skutki rozeszłyby się daleko poza zakładami zbrojeniowymi.

Po stronie przemysłowej mogłyby powstać dwa odrębne europejskie samoloty szóstej generacji: jeden wokół Dassault i francuskiego przywództwa, drugi wokół Airbusa i partnerów, być może w ramach GCAP. Dublowałoby to część inwestycji, ale utrzymywałoby konkurencję.

Po stronie politycznej pęknięcie osłabiłoby narrację o zjednoczonym europejskim filarze obronnym. Mniejsze państwa szukające przyszłych myśliwców musiałyby wybierać między rywalizującymi rodzinami samolotów albo równoważyć flotę mieszaną.

„Europa dwóch myśliwców” byłaby mniej schludna na slajdach PowerPoint, ale bliższa długiej tradycji kontynentu w postaci nakładających się, konkurujących programów.

W grę weszłaby też dynamika NATO. Amerykański F-35 już przejął dużą część europejskiego rynku myśliwców piątej generacji. Jeśli europejscy partnerzy nie zbiegną się wokół wspólnego następcy, przemysł USA pozostanie domyślnym wyborem dla wielu sił powietrznych.

Kluczowe pojęcia i scenariusze - wyjaśnienie

W tej debacie centralne są dwa zwroty. „Prime contractor” oznacza firmę, która prowadzi projektowanie, integrację i odpowiada za całościowe osiągi. Taka rola naturalnie przyciąga prace o najwyższej wartości oraz najgłębsze kompetencje techniczne.

Drugie pojęcie to „suwerenność przemysłowa”. W obronności oznacza zdolność państwa do projektowania, budowania, utrzymywania i modernizowania krytycznego uzbrojenia bez pełnej zależności od zagranicznych dostawców czy zgód politycznych.

Wyobraźmy sobie teraz trzy możliwe przyszłości europejskiego lotnictwa bojowego do lat 40. XXI wieku:

  • Scenariusz 1: SCAF zostaje naprawiony. Francja i Niemcy osiągają kompromis w sprawie przywództwa. Dassault zachowuje wiodącą rolę, ale Airbus zyskuje gwarantowane domeny projektowe i wpływ na eksport. Jeden europejski myśliwiec stopniowo zastępuje Rafale, Eurofightera i starsze floty.
  • Scenariusz 2: Podwójna ścieżka. SCAF kurczy się do bardziej francusko-centrycznego wysiłku z Hiszpanią. Niemcy dołączają do GCAP albo uruchamiają osobny projekt z partnerami takimi jak Szwecja. Europa kończy z dwiema nowymi rodzinami myśliwców, a obok nich operuje też amerykański F-35.
  • Scenariusz 3: Fragmentacja. Napięcia polityczne i presja budżetowa zatrzymują zarówno SCAF, jak i GCAP. Europejskie państwa przedłużają życie Rafale i Eurofightera, kupując jednocześnie więcej F-35. Rodzime kompetencje projektowe stopniowo erodują.

Dla planistów obronnych te scenariusze nie są abstrakcją. Zadecydują o tym, jak zorganizowane będą serwis i utrzymanie, jak piloci będą szkolić się wspólnie oraz kto kontroluje aktualizacje oprogramowania, które rozstrzygają, co samolot realnie potrafi w walce.

Dla obywateli i podatników wybór wpłynie na to, gdzie ulokują się dobrze płatne miejsca pracy inżynierskiej, ile strategicznej autonomii Europa naprawdę będzie mieć oraz czy przyszłe kryzysy zostawią rządom wiele opcji - czy tylko garść importowanych narzędzi.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz